Pokaż/Ukryj opcje strony

Trudny powrót złotego do blasku

data publikacji: 16 Sierpnia 2011

autor: Łukasz Wilkowicz

Po II wojnie światowej złoty – podobnie jak cała gospodarka – padł ofiarą systemu komunistycznego. Z pozoru nie było powodu do narzekania – do 1980 r. kurs dolara w złotych dewizowych był taki sam: 4,44 zł (w stosunku do rubla złoty nawet lekko się umacniał). Cóż z tego, skoro polska waluta nie cieszyła się wymienialnością, a bardzo długo obowiązywał wręcz zakaz posiadania dewiz przez Polaków.

Różne wartości
Ci, którzy mieli szczęście przywieźć albo dostać twardą walutę z zagranicy, mieli obowiązek zdeponować ją w banku Polska Kasa Opieki. W zamian mieli prawo do otrzymania bonów towarowych PeKaO. Te zaś pozwalały na kupowanie niedostępnych albo trudno dostępnych w zwykłych sklepach towarów w placówkach Peweksu czy Baltony.

Nic dziwnego, że równolegle istniał czarny rynek, który wyceniał złotego zupełnie inaczej, niż wynikałoby z oficjalnych tabel kursowych. W latach 70. cena dolara na czarnym rynku mniej więcej dwukrotnie przekraczała kurs oficjalny. W latach 80. – w czasie hiperinflacji – czarnorynkowy kurs był nawet pięciokrotnie wyższy od kursu oficjalnego.

Przedsiębiorstwa miały zapewniony dostęp do dewiz po tzw. kursie przetargowym. Ten również zdecydowanie różnił się od kursu oficjalnego. Pod koniec 1989 r. był dwu-, trzykrotnie wyższy od kursu oficjalnego.

Sztywny kurs
Normalizację sytuacji przyniosły dopiero reformy Balcerowicza. Z początkiem 1990 r. ustalono kurs dolara na 9500 (starych) złotych i na tym poziomie był on utrzymywany do maja 1991 r. Wówczas zrezygnowano z powiązania złotego z dolarem. Punktem odniesienia dla kursu naszej waluty stał się koszyk walut (dolar miał w nim 45-proc. udział, marka niemiecka 35 proc., funt brytyjski 10 proc., a frank francuski i frank szwajcarski po 5 proc.). Równocześnie kurs złotego zdewaluowano o blisko 17 proc.

Kolejna zmiana miała miejsce jesienią 1991 r. Wówczas wprowadzono działający aż do 2000 r. mechanizm tzw. pełzającej dewaluacji. Polegał on na tym, że centralny parytet kursu złotego był stopniowo obniżany (miało to przeciwdziałać realnej aprecjacji złotego). Początkowo tempo dewaluacji parytetu wynosiło 1,8 proc. miesięcznie, po kilku zmianach w marcu 1999 r. dewaluację parytetu ograniczono do 0,3 proc. miesięcznie.

Odchodzenie od kontroli
Oprócz dewaluacji centralnego parytetu z 1991 r. w kolejnych latach miały miejsce jeszcze dwie podobne operacje – obie w 1992 r. Natomiast w grudniu 1995 r. została dokonana rewaluacja parytetu.

Do 1995 r. oficjalny kurs złotego nie mógł odchylać się od centralnego parytetu. W maju 1995 r. wprowadzona została jeszcze jedna modyfikacja do sposobu ustalania kursu złotego. Rzeczywisty kurs mógł odtąd odchylać się o 7 proc. w górę i w dół od centralnego parytetu. W ramach uwalniania kursu złotego na początku 1998 r. pasmo wahań rozszerzono do +/-10 proc., a jesienią 1998 r. do +/-12,5 proc. W marcu 1999 r. pasmo dopuszczalnych wahań zostało ustalone na +/-15 proc. wokół parytetu (wówczas koszyk, który stanowił podstawę do ustalania parytetu, stanowiły już tylko nowa wówczas waluta euro – z 55-proc. udziałem i dolar), a 11 kwietnia 2000 r. całkowicie zrezygnowano z kontroli kursu złotego.

Od wprowadzenia przedziału wahań, zmiana parytetu nie oznaczała jeszcze, że tak samo zmieniał się oficjalny kurs walut w Narodowym Banku Polskim. Na to miały wpływ siły rynkowe. Bank centralny – szczególnie na początku okresu upłynniania kursu, czyli od 1995 r. – niejednokrotnie był jednak zmuszony do interwencji na rynku walutowym. Najczęściej musiał przy tym przeciwdziałać zbyt szybkiemu wzrostowi wartości złotego (do wyjątków należały interwencje latem 1997 r., gdy w związku ze wzrostem ryzyka inwestowania w Polsce po wielkiej powodzi, złoty znalazł się po „słabszej" stronie parytetu).

Trend do umocnienia
Praktycznie od momentu uwolnienia nominalny kurs złotego znalazł się w trendzie aprecjacyjnym. Szczególnie dobrze widać to na przykładzie notowań wobec dolara (zbiegło się to w czasie z globalną tendencją osłabienia dolara). O ile jesienią 2000 r. za dolara trzeba było zapłacić nawet ok. 4,7 złotego, o tyle w listopadzie 2007 r. „padł" poziom 2,5 zł za dolara, widziany poprzednio na przełomie 1995 i 1996 r. A tuż przed wybuchem kryzysu finansowego w 2008 r. złoty otarł się o poziom 2 zł za dolara.

Kurs nominalny nie do końca oddaje jednak to, jaki był wpływ waluty na gospodarkę. Ponieważ wydajność polskiej gospodarki w całym okresie transformacji rosła szybciej niż naszych głównych partnerów handlowych z krajów zachodnich (chociaż była na niższym poziomie), to właściwie cały czas mieliśmy również do czynienia z realną aprecjacją. Do uwolnienia kursu złotego była ona widoczna jednak nie poprzez aprecjację, ale stosunkowo wysoką inflację, która utrzymywała się w naszej gospodarce.

Pierwsza dekada odbudowy w naszym kraju wolnego rynku była dla złotego burzliwym okresem. Kolejne dziesięć lat funkcjonowania kursu płynnego pokazało jednak, że złotemu udało się odzyskać blask. Świadczy o tym choćby to, że Polacy dużo chętniej oszczędzają dziś w złotych niż w walutach obcych. A przez kilkadziesiąt poprzednich lat nie było to wcale oczywiste.