Pokaż/Ukryj opcje strony

Potęga dolara USA

data publikacji: 16 Listopada 2016

autor: Paweł Kowalewski

Znajdując się nawet w najbardziej odległym zakamarku świata, dobrze jest mieć ze sobą walutę amerykańską. Istnieje bowiem wysokie prawdopodobieństwo, często graniczące z pewnością, że będzie ona przyjęta przez każdego kontrahenta czy tzw. drugą stronę transakcji. Skoro wszyscy tak chętnie posługują się walutą Stanów Zjednoczonych, to jaki odsetek tej waluty znajduje się poza granicami jej kraju macierzystego?

Różnego rodzaju źródła potwierdzają, że jedynie co trzeci dolar znajduje się w obiegu na terytorium Stanów Zjednoczonych. Cała reszta znajduje się poza granicami USA. Dlatego, chociażby ze względu na ten fakt, dolar zasługuje na miano waluty światowej.

Co ludzie (a zwłaszcza inwestorzy) widzą szczególnego w dolarze amerykańskim? Ani nie jest on wymienialny na złoto, ani też nie jest najsilniejszą walutą (z punktu widzenia zachowywania swojej wartości nabywczej). Wystarczy spojrzeć na jego notowania względem franka szwajcarskiego czy jena japońskiego. A dolar USA tracił na wartości nie tylko względem tych walut. Mimo tego ludzie wciąż chętnie wchodzą w jego posiadanie. Dlaczego?

Rzecz w tym, że dolara można zamienić na inną walutę nie tylko gdziekolwiek, ale też i kiedykolwiek. Innymi słowy chętnego na kupno posiadanego przez nas dolara znajdziemy o każdej porze. Argument ten może wydawać się mało przekonywujący, zwłaszcza w dobie kantorów internetowych gwarantujących nam dostęp do wielu walut 24 godziny na dobę. A jednak. Otóż dolar oferuje nam stopień bezpieczeństwa będący – jak na razie – poza zasięgiem jakiejkolwiek innej waluty.

Ten wątek jest adresowany w szczególności do młodego czytelnika. Starszy nie tylko go rozumie, ale i pamięta, a może nawet zna z autopsji. Lata siedemdziesiąte i osiemdziesiąte ubiegłego stulecia, okres PRL. Brak gospodarki rynkowej doprowadził do tego, że większości Polaków odwróciła się od pieniądza rodzimego. Wszyscy starali się lokować swoje skromne oszczędności właśnie w walucie amerykańskiej. Taka postawa mogła się wydawać dziwna, przecież Polakom bliżej było do zyskującej na wartości względem dolara marki niemieckiej. Szwajcaria ze swoim super mocnym frankiem też była bliżej niż odległe USA. Mimo tego nasi rodacy preferowali walutę Stanów Zjednoczonych. Był to tzw. okres zimnej wojny, gdzie ryzyko konfliktu zbrojnego było naprawdę wysokie. W takich czasach rodzi się pytanie, a co będzie, jeśli jakiś kraj napadnie na kraj emitujący walutę będącą w moim posiadaniu? Już na drugi dzień po wprowadzeniu Stanu Wojennego, w grudniu 1981 r., wartość marki spadła wobec dolara. Na tym przykładzie widać, że o popycie na daną walutę decyduje nie tylko siła gospodarki czy nawet poziom rozwoju rynku finansowego, ale także szereg innych czynników o charakterze politycznym czy wręcz militarnym.

Wspomniana wyżej chęć posiadania przez wszystkich waluty USA pozwala nam lepiej zrozumieć dominującą rolę dolara na światowych rynkach walutowych. Jego udział przekracza 43%1. Być może inne waluty lepiej przechowują wartość nabywczą, ale jeśli jakiś inwestor będzie chciał zamienić np. franki szwajcarskie na jeny to najprawdopodobniej będzie musiał odwołać się do dolara USA. Dlaczego? Ponieważ  mniej zapłaci, gdy najpierw wymieni franki na dolary, a następnie zakupi za nie jeny.

Otóż zamiana jednej waluty na drugą wiąże się z marżą (tzw. spreadem), czyli różnicą między kursem kupna a sprzedaży. Wielkość tej marży zależy od powszechnej akceptowalności danej waluty. Innymi słowy, im większa akceptowalność tym mniejsza marża (i odwrotnie). Akceptowalność dolara jest tak duża, że żadna inna waluta nie może się z nim równać. Tym samym inwestorom częściej opłaca się uiścić dwukrotną marżę w relacji z udziałem dolara USA niż jedną marzę w relacji bez jego udziału.

Dolar jest też ulubioną walutą banków centralnych. Innymi słowy banki centralne lokują posiadane przez siebie rezerwy dewizowe właśnie w dolarze amerykańskim. Odwołując się do danych, musimy zwrócić uwagę na jeden ważny element. Otóż, nie wszystkie banki centralne ujawniają strukturę walutową swoich rezerw. Dlatego możemy tu bazować jedynie na tych rezerwach, których struktura walutowa została ujawniona. Udział dolara USA wynosi aż ok. 64%, co jest wręcz zapierającą dech w piersiach wielkością zważywszy na fakt, że udział amerykańskiej gospodarki w ogóle światowego PKB wynosi ok. 24%. Inną jeszcze walutą, której udział w światowych rezerwach walutowych przewyższa udział jej kraju  emitenta2 (którego historia będzie opisana w kolejnym rozdziale) jest funt brytyjski.

O dominującej roli dolara świadczą także rynki surowcowe, gdzie kwotowania niemalże wszystkich surowców podawane są w walucie amerykańskiej. Ze względów czysto politycznych niektórzy producenci ropy naftowej odgrażali się sprzedawać ropę bez udziału dolara. Jak na razie nikomu z nich nie udało się podważyć dominującej pozycji dolara i nic nie wskazuje na to, aby udało im się to uczynić w nadchodzącej przyszłości.

Z dolarem wiąże się jeszcze pojęcie dolaryzacji, które kryje za sobą dwa znaczenia. Przez dolaryzję rozumie się układ, w którym waluta obca (jak sugeruje nazwa - najczęściej jest nią właśnie dolar) wypiera z zastosowania pieniądz rodzimy. Dzieje się tak najczęściej w przypadku bardzo wysokiej inflacji, która podkopuje wartość nabywczą pieniądza krajowego. W Polsce mieliśmy z tym zjawiskiem do czynienia pod koniec 1989 r. Na szczęście wprowadzone w styczniu 1990 r. reformy gospodarcze ukróciły to szalenie niebezpieczne zjawisko, w efekcie czego Polacy odzyskali zaufanie do emitowanego przez NBP złotego. O dolaryzacji mówimy także w sytuacji, kiedy dany kraj dobrowolnie rezygnuje z pieniądza krajowego na rzecz właśnie dolara. Doszło do tego między innymi w Ekwadorze i Salwadorze.

Poznawszy moc dolara amerykańskiego warto wspomnieć parę słów o jego historii, tym bardziej, że jest ona pełna wielu ciekawych i stosunkowo mało znanych faktów. Szczególnie ciekawa jest jego etymologia, której początków możemy szukać niedaleko naszego kraju. Wszystko zaczęło się w Sankt Joachimsthal (dzisiejsza miejscowość Jachymov w Republice Czeskiej). To tutaj w 1520 r. zaczęto bić monetę o nazwie Joachimsthaler. Wraz z upływem czasu nazwa bitej monety została skrócona do słowa thaler lub stosowanego także na ziemiach polskich talar. Słowo to trafiło do języka angielskiego za pośrednictwem języka holenderskiego (który thallar przekształcił w dalara). Zresztą dzisiejsza wymowa nazwy waluty USA w języku angielskim niewiele się różni od nazwy talara w języku niderlandzkim.

Jeszcze ciekawsza jest historia słynnego symbolu waluty USA czyli litery S przekreślonej jedną lub dwiema liniami pionowymi ($). Jest przynajmniej kilka teorii wyjaśniających jego pochodzenie. Teoria najczęściej spotykana wskazuje na symbol peso. Rzecz w tym, że jedną z pierwszych monet (jeśli nie pierwszą) w Ameryce Północnej był bity w Hiszpanii tzw. real de a ocho (moneta która warta była 8 występujących wówczas w Hiszpanii reali). Warto wspomnieć, że dolar hiszpański był środkiem płatniczym w USA aż do roku 1857. Real de a ocho z czasem zaczęto nazywać peso. Zarówno w języku angielskim, jak i hiszpańskim liczbę mnogą tworzy się poprzez dodanie do wyrazu końcówki „s”. Tak więc, jeśli coś kosztowało 4 pesos, pisano po prostu Ps. W wielu zachowanych dokumentach stojące z przodu P zaczęło nachodzić na literę s, co w efekcie dało znany na całym świecie symbol $.

Dużo jednak czasu upłynęło do chwili, kiedy dolar wybił się na pozycję lidera międzynarodowego systemu walutowego. Może na paradoks zakrawa fakt, że kraj który dał światu na użytek swoją własną walutę, w pierwszych dziesięcioleciach swojej historii był miejscem, gdzie środkiem płatniczym były różne, przede wszystkim bite w Europie, monety. Zmienił ten stan rzeczy wprowadzony w 1857 r. Coinage Act. Dopiero w 1879 r. Stany Zjednoczone ostatecznie przyjęły rozprzestrzeniający się coraz szybciej system waluty złotej. Na pewno jednym z ważniejszych czynników utrudniających walucie wówczas rodzącego się mocarstwa było opóźnienie, z jakim został stworzony nowoczesny bank centralny. Przypomnijmy, że Federal Reserve System powstał dopiero w 1913 r.

Jak już wspomniano, na przełomie XIX i XX wieku pieniądz miał pokrycie w złocie. O ile do wybuchu pierwszej wojny światowej tytuł najważniejszej waluty na świecie był zarezerwowany dla funta sterlinga, tak po pierwszej wojnie światowej powiązanie walut ze złotem stawało się coraz bardziej problematyczne. Coraz mniej krajów było stać na tego rodzaju powiązanie emitowanego przez siebie pieniądza krajowego. Poza tym największy ekonomista XX w. John Maynard Keynes wręcz apelował o odejście od złota, nazywając je reliktem barbarzyństwa.

Ludzie jednak nadal widzieli w złocie ostoję stabilności i tradycji. Głosy ekonomistów wskazujących wręcz na szkodliwość powiązania ze złotem nie cieszyły się dużą popularnością. Górę brało przywiązanie się do dawnych czasów, kiedy pieniądz można było wymienić na złoto. Przyjęty w 1944 r. system z Bretton Woods gwarantował dolarowi jako jedynej w jego ramach walucie wymienialność na złoto. Tym samym system ten sankcjonował światową supremację dolara.

Wymienialność dolara na złoto została utrzymana aż do 1971 r., kiedy prezydent Richard Nixon zdecydował się na jej zawieszenie. Dolar został w grudniu tego samego roku zdewaluowany względem głównych walut świata. Już wtedy pojawiły się głosy wietrzące koniec supremacji dolara amerykańskiego.

W międzyczasie wiele walut miało zagrozić dominującej pozycji dolara. Wpierw zagrożenie miało przyjść ze strony jena japońskiego i marki niemieckiej. Owszem, waluty te zyskały na znaczeniu, ale zapowiadany wówczas koniec dolara jednak nie nastąpił, a sama waluta amerykańska wyszła z kryzysu lat siedemdziesiątych wzmocniona. Na początku tego stulecia do roli konkurenta dolara pretendowało euro. Teraz wiele osób wskazuje chińskiego renminbi. Ten ostatni na pewno dysponuje wszelakiego rodzaju potencjałem uzasadniającym tego rodzaju prognozy. Niestety na przestrzeni ostatnich niespełna trzech lat, chiński renminbi osłabił się względem dolara o ponad 10%. Sam ten fakt potwierdza poglądy tych ekonomistów, że jeszcze dużo lat upłynie zanim chiński renminbi będzie w stanie zagrozić dominującej pozycji amerykańskiej waluty. Jak na razie, nadal żyjemy w dobie potęgi dolara USA. Jak długo ona jeszcze potrwa? To już jest pytanie na osobny artykuł.


1 Wiele źródeł podaje, że udział dolara USA na rynku walutowym wynosi ponad 87%. Skąd taka duża rozbieżność? Wszystko zależy od sposobu liczenia. Zważywszy, że w każdej transakcji walutowej udział biorą dwie waluty (np. zamiana złotych na dolary), bazą do analizy rynku walutowego często jest 200%, a nie 100%. Dla ułatwienia można jednak podawać udział w normalnej skali (czyli 100%) i wówczas udział każdej waluty należy podzielić przez dwa. Jeżeli więc punktem wyjścia jest 200%, udział dolara USA wynosi ok. 87%, jeżeli 100% – ponad 43%.

2 Nie dotyczy obszaru walutowego (strefy euro).