Pokaż/Ukryj opcje strony

Od marek po "królewskie" złote. Polski pieniądz papierowy w XX wieku

data publikacji: 24 Września 2015

autor: Waldemar Kowalski (Natemat.pl)

Projekt zrealizowany z Narodowym Bankiem Polskim w ramach programu edukacji ekonomicznej.

Dwa polskie złote z wizerunkiem żony Mieszka I, Dobrawy, 1936 (zdjęcie pochodzi z domeny publicznej)

W pierwszych dwóch dekadach XX stulecia na ziemiach polskich, przez które wielokrotnie przetaczał się front I wojny światowej, płacono banknotami wszystkich państw zaborczych. Zanim pojawiła się marka polska, a następnie złoty - waluta dobrze Polakom znana, obecna w zbiorowej myśli od epoki Jagiellonów, nasi rodacy zdążyli się już przyzwyczaić do pieniędzy zaborców.

Na ziemiach polskich, podzielonych między Rosję, Prusy i Austrię, już od pokoleń posługiwano się stabilnym pieniądzem - rublem, marką czy koroną. Polskie złote, znane z czasów Stanisława Augusta Poniatowskiego, przestano bić w 1841 roku. Naturalną koleją rzeczy było przejęcie obcych środków pieniężnych.

Jakie były średnie kursy walut, którymi posługiwano się na ziemiach polskich? W 1914 roku za jednego dolara amerykańskiego płacono nieco ponad 4 marki. Wykwalifikowany robotnik mógł zarobić dziennie do 3 marek. A to już wystarczało na odrobinę luksusu - chociażby na wynajęcie pokoju na jedną noc w poznańskim Hotelu Bazar (2,5 marki). 

Kurs austriackiej korony był niższy marek Rzeszy - za dolara płacono niemal 5 koron. Dla przykładu ślusarz mógł liczyć na tygodniowy zarobek sięgający 20 koron. To wystarczało np. na zakup 12,5 kg mięsa wołowego (1,6 korony za kilogram).

Najlepiej na tym tle wypadała waluta, którą płacono w zaborze rosyjskim. Za niecałe dwa ruble można było nabyć dolara. Dzienny zarobek robotnika oscylował wokół 160 kopiejek - za to można było kupić aż 40 półkilogramowych bochenków chleba (koszt jednego wynosił 4 kopiejki).

Reforma tak ukształtowanego, utrwalanego "z dziada-pradziada", systemu pieniężnego, musiała być czasochłonna. I taka też była. W dużej mierze zależała od wypadków wojennych. Po tym, jak w sierpniu 1916 roku do Warszawy wkroczyła armia niemiecka, władze okupacyjne przystąpiły do działań na rzecz powołania banku emisyjnego. Jeszcze w grudniu tego roku utworzono Polską Krajową Kasę Pożyczkową. 

Instytucja ta emitowała polskie marki (największy nominał banknotu - 1000 marek) - oficjalny środek płatniczy na terenie tzw. Generalnego Gubernatorstwa Warszawskiego. Pierwszy raz od powstania listopadowego na pieniądzach, którymi posługiwali się Polacy, znalazł się orzeł biały. I to w złotej koronie.

Markę polską dzielono odtąd na 100 fenigów, a jej wartość odpowiadała dotychczasowej marce niemieckiej. Na ziemiach polskich wchodzących w skład zaboru rosyjskiego, a opanowanych w trakcie działań zbrojnych przez Niemców (Ober-Ost), płacono tzw. rublem wschodnim, dzielącym się na 100 kopiejek. W 1918 roku ruble zastąpiły marki wschodnie (ostmarki).

PKKP wypuszczała do obiegu marki polskie także po odzyskaniu przez Polskę bytu państwowego. Zdawano sobie jednak sprawę z faktu, że jest to jedynie rozwiązanie tymczasowe. Trzeba było jednak najpierw uporać się z katastrofalnymi dla kraju skutkami wojny, która spustoszyła ziemie wszystkich trzech zaborów. Pozostawiła za sobą biedę, zniszczenie oraz problemy z niejednolitym systemem pieniężnym.

10 marek polskich z 1916 roku (zdjęcie pochodzi z domeny publicznej)

Kasa przestała istnieć dopiero wraz z końcem 1923 roku. Skarb Państwa miał wówczas dług przeszło 111 miliardów marek, a inflacja osiągnęła rekordowy poziom 360 procent. Ceny rosły w zatrważającym tempie, państwo ratowałem się drukiem nowych banknotów na niespotykaną dotychczas skalę. O ile jeszcze 1917 roku najwyższy nominał posiadały pieniądze papierowe z napisem 1000 marek, to sześć lat później płacono banknotami 10-milionowymi. Polacy zarabiali krocie, ale też krocie wydawali. Krążyły opowieści o cenach rosnących gwałtownie z dnia na dzień, z godziny na godzinę. 

W sytuacji kryzysowej trzeba było szybko działać. Pomogła inicjatywa państwa polskiego i wybitny ekonomista - Władysław Grabski. Od grudnia 1923 roku premier i minister skarbu, który wkrótce stał się autorem reformy, stabilizującej polskiego pieniądza, przywracającej Polsce złotówkę. Początki zawsze są jednak trudne.

Władysław Grabski, autor reformy skarbowo-monetarnej z 1924 roku (zdjęcie pochodzi z domeny publicznej)

W końcu naprawa Skarbu Państwa stała się jednak faktem, a od 1 kwietnia 1924 roku polskie marki zastąpiły złotówki. W latach 20. i 30. emitowano bilety groszowe (zdawkowe) i złotowe. Kiedy wielkimi krokami zbliżała się kolejna wojna (przeszła do historii jako II wojna światowa), reaktywowany Bank Polski wypuścił tzw. bilet państwowy o nominale 1 zł, z wizerunkiem pierwszego polskiego króla - Bolesława Chrobrego. Dziś jest on nie lada rarytasem wśród kolekcjonerów.

Polskie złote pełniły też funkcje okupacyjnego pieniądza papierowego, a tym co odróżniało je od przedwojennych banknotów był nadruk "Generalne Gubernatorstwo dla zajętych polskich obszarów". Co więcej, w grudniu 1939 roku, utworzony przez Niemców Bank Emisyjny w Polsce rozpoczął emisję tzw. młynarek - od nazwiska szefa Banku Feliksa Młynarskiego. W użytku były wówczas także niemieckie marki i bony Kas Kredytowych; stopniowo je jednak wycofywano. Markami ciągle płacono w tzw. Kraju Warty, czyli na polskich ziemiach włączonych do Rzeszy.

Feliks Młynarski - prezes Banku Emisyjnego w Polsce  (zdjęcie pochodzi ze zbioru Narodowego Archiwum Cyfrowego)

W czasie okupacji drukowano banknoty o wartości od 1 do 500 zł - największy nominał miały popularne "górale". Od nich właśnie wzięła swą nazwę słynna akcja polskiego ruchu oporu - Akcja "Góral" - jedna z najsprawniejszych operacji dywersyjnych Armii Krajowej w czasie wojny.

Oto w sierpniu 1943 roku, w samym centrum okupowanej Warszawy, przy ul. Senatorskiej, Polacy uprowadzili samochód wiozący 106 mln złotych (równowartość ponad miliona ówczesnych dolarów amerykańskich) oraz 80 kg niemieckich monet. Za schwytanie sprawców okupanci wyznaczyli nagrodę w wysokości 5 mln złotych. Żaden z uczestników akcji nie wpadł jednak w niemieckie ręce. W międzyczasie Polskie Państwo Podziemne "przebiło" ofertę wroga, umieszczając na niemieckich plakatach napisy: "dziesięć milionów dajemy każdemu, kto wskaże następny taki transport".

Okupacyjna "młynarka" o nominale 500 zł, czyli tzw. góral, 1940 r. (zdjęcie pochodzi z domeny publicznej)

Ale nie tylko podobizna górala widniała na okupacyjnych "młynarkach". Niemcy zakazali używania niektórych przedwojennych banknotów tylko dlatego, że przedstawiały znane z historii Polski osobistości. W okupowanej Polsce nie płacono zatem banknotami z podobizną Bolesława Chrobrego (dawny złoty) czy Dobrawy (dawne 2 zł), ale już Emilii Plater (przedwojenne 20 zł) - tak. Niemcy dali się zmylić i uwierzyli, że bohaterka powstania listopadowego na Litwie to... nieznany młodzieniec z XIX wieku.

Niemcy ingerowali także w wewnętrzne sprawy Żydów, stłoczonych w gettach na terenie okupowanych ziem polskich. Odbierano im siłą wszelki dobytek i skazywano na powolną śmierć głodową. W drugim co do wielkości getcie w okupowanej Europie - getcie łódzkim - w 1940 roku wprowadzono do obiegu kwity markowe, nazywane potocznie "rumkami" - od nazwiska prezesa tamtejszego Judenratu Chaima Rumkowskiego. Żydów zmuszono do wymiany posiadanych pieniędzy na walutę, która poza zamkniętą dzielnicą była bezwartościowa. Niemcom we znaki dawał się wówczas niejaki Moszek Szymon Rauchwerger, litograf, który sfałszował ponad 5 tys. dwumarkowych banknotów. W 1942 roku został ujęty przez okupantów; zmarł najprawdopodobniej tym samym roku w niemieckim obozie zagłady w Chełmnie nad Nerem.

50 marek z łódzkiego getta (zdjęcie pochodzi z domeny publicznej)

W 1945 roku, po wyzwoleniu ziem polskich przez Armię Czerwoną, "młynarki" wycofano z obiegu na mocy dekretu PKWN. Na drukowanym przez Narodowy Bank Polski banknotach zaczęły pojawiać się zakłady przemysłowe oraz przodownicy pracy, a wśród nich również kobiety. Stopniowo robotnicy ustępowali pola "Wielkim Polakom", bo właśnie tym ostatnim poświęcona była nowa seria banknotów, wypuszczona w 1974 roku.

Banknoty z tej serii to dobrze znane nam pieniądze z wizerunkami gen. Józefa Bema (10 zł), Romualda Traugutta (20 zł), gen. Karola Świerczewskiego (50 zł), Ludwika Waryńskiego (100 zł), Jarosława Dąbrowskiego (200 zł), Tadeusza Kościuszki (500 zł), Mikołaja Kopernika (1000 zł), Mieszka I i Bolesława Chrobrego (2000 zł), Fryderyka Chopina (5000 zł), Stanisława Wyspiańskiego (10000 zł), Marii Skłodowskiej-Curie (20000 zł), Stanisława Staszica (50000 zł) i Stanisława Moniuszki (100000 zł).

Banknot z lat 90. o nominale 5 mln złotych, który ostatecznie nie wszedł do obiegu (zdjęcie pochodzi z domeny publicznej) 

W 1990 roku, w związku z szalejącą inflacją, wydrukowano banknoty z: Henrykiem Sienkiewiczem (500000 zł), Władysławem Reymontem (1000000 zł), Ignacym Janem Paderewskim (2000000 zł). W planach było też wypuszczenie banknotu z Marszałkiem Józefem Piłsudskim o nominale... 5000000 zł, ale ostatecznie nie wszedł on do obiegu (w 2014 roku, w związku z 100-leciem Legionów Polskich, NBP wypuścił kolekcjonerski 20-złotowy banknot z Piłsudskim). Aż w końcu nadszedł czas denominacji i Polacy przestali być milionerami...

Dziś, po denominacji złotego przeprowadzonej w 1995 roku, płacimy papierowymi pieniędzmi o nominale od 10 do 200 zł. Widnieją na nich wizerunki polskich władców, w przeważającej większości królów. Jedynie Mieszko I, uwieczniony na banknocie 10-złotowym, nie dostąpił tej godności, choć wielce zasłużył się tworząc podwaliny naszej państwowości.