Pokaż/Ukryj opcje strony

Krótka historia franka

data publikacji: 7 Lutego 2017

autor: Paweł Kowalewski

O franku szwajcarskim przyzwyczailiśmy się mówić w kontekście wydarzeń ostatnich lat, skupiając się głównie na problemach osób, które zaciągnęły kredyty w tej walucie. W tym tekście rzucimy światło na jej historię.

Nie ma drugiej waluty na świecie, która by tak skutecznie utrzymywała swoją pozycję na rynkach. Wystarczy wspomnieć, że na przestrzeni 40 lat (w okresie 1971-2011) jej wartość w stosunku do najważniejszej waluty międzynarodowego systemu walutowego, czyli dolara amerykańskiego, zwiększyła się ponad pięciokrotnie. W tym czasie jedynie japoński jen mógł rywalizować z frankiem o tytuł najmocniejszej waluty świata. Jednak odmienne tendencje w polityce monetarnej Japonii i Szwajcarii spowodowały, że to waluta tego drugiego kraju wyszła w tym wyścigu na prowadzenie.

Dziwić może fakt, że znaczenie franka szwajcarskiego (CHF) w międzynarodowym systemie walutowym – mimo jego ogromnej aprecjacji (wzrostu wartości) – systematycznie maleje. Od 2011 roku jego udział w rezerwach walutowych świata wynosi mniej niż 0,3%, podczas gdy jeszcze trzydzieści lat temu wynosił ponad 2%. W 2007 roku opuścił on prestiżową grupę najważniejszych pięciu walut świata. Do 2013 roku plasował się na szóstym miejscu. W ostatnich trzech latach frank szwajcarski musiał uznać wyższość dolara kanadyjskiego i spadł na siódme miejsce, z udziałem w ogólnych obrotach walutowych wynoszącym zaledwie 4,8 proc. Wiele wskazuje na to, że w najbliższych latach (a może nawet i miesiącach) frank będzie musiał ustąpić miejsca chińskiemu renminbi (yuan) i w efekcie uplasuje się na dość odległym, ósmym miejscu.

Spadek znaczenia franka w obrotach walutowych należy wiązać z przynajmniej dwoma czynnikami: wielkością gospodarki szwajcarskiej oraz szeroko rozumianą historią układu geopolitycznego. Mimo ogromnego bogactwa oraz wysokiego rozwoju technologicznego Szwajcarii, jej całe PKB wynosi ok. 665 miliardów dolarów (dla porównania PKB Polski wynosi ok. 475 mld USD), co stanowi mniej niż 0,9% PKB świata. Nawet jeżeli uwzględnimy świetnie rozwinięty system bankowy tego kraju, będzie to za mało, by zagwarantować frankowi status globalnej waluty. Przy bardzo wysokim współczynniku wielkości szwajcarskiego systemu bankowego do PKB tego kraju (wynoszącego prawie pięciokrotność wspomnianego PKB), łączna suma bilansowa (suma wszystkich aktywów albo pasywów)  szwajcarskich banków stanowi ok. 4% globalnego PKB. Z kolei w strefie euro (przy dużo mniejszym stosunku wielkości systemu bankowego do PKB strefy euro – jedynie 3:1) łączna suma bilansowa banków strefy euro stanowi już 44% globalnego PKB. Różnica jest więc ogromna.

Dużo bardziej interesujący wydaje się drugi wspomniany wcześniej czynnik, czyli historia panującego na świecie układu geopolitycznego. Trudno rozpocząć analizę historyczną franka bez odwołania się do książki autorstwa prof. Ernsta Baltenspergera o wymownym tytule: Frank szwajcarski. Historia sukcesu. Do przeczytania tej publikacji zachęca sam prezes banku centralnego Szwajcarii – prof. Peter Jordan, co świadczy o tym, że niniejsza książka powinna być pozycją obowiązkową dla każdego, kto chciałby poznać kulisy wydarzeń mających wpływ na kształt międzynarodowego systemu walutowego w XIX i XX wieku.

Na początku była unia z Francją…

Prof. Baltensperger szuka źródeł szwajcarskiej waluty w historii franka helweckiego. Jego żywot był jednak bardzo krótki (1798-1803). Dlatego zdaniem historyka warto skupić się bardziej na roli, jaką odegrał stary frank szwajcarski z 1819 roku, czyli z okresu, kiedy bankowość w tym kraju zaczęła się już zadamawiać na dobre. Ówczesny frank miał nawet określony parytet w srebrze (6,665 g srebra) – mimo że nie był bity i był raczej walutą referencyjną. Debiut franka, jakiego znamy przypada dopiero na rok 1850. Zanim frank szwajcarski uzyskał światowe uznanie, przez długi czas podążał de facto ścieżką franka francuskiego. Tworzył z nim nawet unię walutową w ramach Łacińskiej Unii Walutowej – stąd pochodzi jego nazwa.

Ścisłe powiązanie z frankiem francuskim sprawiało, że Szwajcarzy na początku nie widzieli potrzeby bicia monet u siebie. Przełomem stała się wojna francusko-pruska, która uświadomiła Szwajcarom, że dalsze uzależnienie własnej waluty od innego kraju może być wręcz szkodliwe. Ta świadomość była dopiero początkiem długich i skomplikowanych zmian. W tamtym czasie w Szwajcarii istniała wolna konkurencja w zakresie bicia monet. Z upływem czasu stawało się jednak jasne, że trzeba szybko ujednolicić pieniądz.

Pokonanie przeszkód stojących na drodze tym planom było możliwe dzięki utworzeniu w 1907 roku Szwajcarskiego Banku Narodowego (Schweizerische Nationalbank, SNB). Debiut nowej waluty na arenie międzynarodowego systemu walutowego był więc późny, ale dzięki zbudowaniu solidnych fundamentów gospodarki szwajcarskiej, przyczynił się do ugruntowania siły franka. Akumulacja bogactwa następowała tutaj w sposób rozsądny, co być może wynikało z tradycji kalwinizmu, a poziom zadłużenia szwajcarskich miast i prowincji był dużo niższy niż u sąsiadów.

Solidne fundamenty gospodarcze, stabilizacja polityczna, a przede wszystkim neutralność kraju miały też inny efekty – Szwajcaria szybko musiała zmierzyć się z nadmiernym napływem kapitału. Zaraz po I wojnie światowej (pod koniec 1920 r.) władze Szwajcarii zabroniły wwozu innych walut z Łacińskiej Unii Walutowej, co de facto oznaczało wyjście z tej unii. Jednak nawet szwajcarska oaza stabilności politycznej i gospodarczej nie mogła uniknąć kryzysu wywołanego tym, co działo się na świecie. W 1936 roku Szwajcaria, podobnie jak inne kraje, musiała zawiesić wymienialność swojej waluty na złoto, co doprowadziło do 30% utraty wartości franka względem złota. Przeprowadzona operacja była traumatycznym wydarzeniem dla społeczeństwa przyzwyczajonego do stabilnego pieniądza.

O ile pierwsza wojna światowa nie odbiła się na reputacji ani franka ani Szwajcarii, o tyle w przypadku drugiej mamy już do czynienia z inną sytuacją. Dwuznaczna postawa władz tego kraju w dobie konfliktu zbrojnego spowodowała, że Szwajcaria znalazła się w ogniu krytyki międzynarodowej opinii publicznej. Szczególnie Amerykanie nie kryli oburzenia „neutralną” postawą Szwajcarów. Dążono nawet do izolacji tego kraju, ale pieniądze po raz kolejny dały dowód swojej siły. Widząc nieprzejednaną postawę USA, Szwajcaria zawarła w 1946 roku tzw. Porozumienie waszyngtońskie. Na jego mocy przekazała kwotę w wysokości 250 milionów CHF (z czego 100 milionów przypadało na bank centralny) w zamian za wyrzeczenie się przez aliantów roszczeń z tytułu skupywania przez Szwajcarię złota niemieckiego w trakcie drugiej wojny światowej.

W okresie „zimnej wojny” zakończenie sporu z USA utorowało walucie szwajcarskiej drogę do podniesienia swego prestiżu. Chociażby dlatego, że w dobie „głodu dolarowego”, frank mógł być jedyną przeciwwagą dla waluty amerykańskiej. Musimy pamiętać, że w tym samym czasie większość walut zachodnioeuropejskich była niewymienialna (stan ten utrzymywał się do końca 1958 r.). Mimo, że Szwajcaria nie była członkiem Międzynarodowego Funduszu Walutowego i Banku Światowego (do których przystąpiła dopiero w 1992 r.), to od 1945 roku uczestniczyła w systemie z Bretton Woods (regulującym między innymi kursy walut w stosunku do dolara USA). Jej neutralność i wspomniany brak afiliacji ze światem zachodnim generował zainteresowanie frankiem szwajcarskim nie tylko ze strony państw kapitalistycznych. Na rozliczanie transakcji we franku otwarte były również kraje bloku wschodniego – rozliczenia w tej walucie przeprowadzali także Chińczycy.

Boleśnie, ale skutecznie

Początek lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku zbiegł się z ogromnym kryzysem krajów kapitalistycznych. Był on efektem bankructwa polityki keynesizmu, upadku systemu z Bretton Woods oraz przede wszystkim szoku naftowego z 1973 r. O ile inne kraje przez pewien czas usiłowały zaradzić kryzysowi za pomocą polityki popytowej, tak Szwajcarzy niemal od razu postawili na ścisłą kontrolę podaży pieniądza. Tak definiowana polityka okazała się wyjątkowo skuteczna. Po tym jak w latach 1973-1974 stopa inflacji wynosiła odpowiednio 9 i 10%, tak w latach 1976-1977 spadła poniżej 2%, a w 1978 roku wyniosła zaledwie 1%. Dla porównania w Wielkiej Brytanii, w połowie lat siedemdziesiątych inflacja sięgnęła pułapu 27%, natomiast w USA w drugiej połowie lat siedemdziesiątych zbliżała się do 13%. Szwajcaria musiała jednak zapłacić bardzo wysoką cenę za tak niską stopę inflacji. W latach 1975-1976 odnotowano spadek PKB rzędu 7,4%. Tak duża reedukacja miała nie tylko przełożenie na rynek pracy w tym kraju, ale wywołała daleko idące zmiany o charakterze społecznym (migrację siły roboczej).

Wysiłek poniesiony przez Szwajcarów jednak się opłacał, a niska inflacja w dłuższym czasie przyczyniła się do wzrostu zamożności społeczeństwa. SNB szybko zrozumiał, jaka jest cena za osiągnięty sukces w walce z inflacją. Reputacja strażnika chroniącego pieniądz przed inflacją zaczęła generować ogromny napływ kapitału zagranicznego do kraju – choć trzeba zaznaczyć, że pojawienie się tych środków było (przynajmniej do 2009 roku) stymulowane także restrykcyjnym przestrzeganiem (zwłaszcza przed fiskusem kraju pochodzenia danego nierezydenta) tajemnicy bankowej. Efektem takiego stanu rzeczy była dalsza aprecjacja franka. O ile zapewnia ona Szwajcarom tańsze ceny importu i cieszy szwajcarskich turystów udających się na zagraniczne wakacje, o tyle była (i jest) ona ogromnym wyzwaniem dla szwajcarskich eksporterów.

Co dalej z frankiem?

W historii były przynajmniej dwa okresy, kiedy frank się osłabiał. Jeden miał miejsce na początku lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku oraz drugi w latach 2003-2007 (czyli właśnie wtedy, kiedy większość frankowiczów skusiła się na swoje kredyty). O ile za pierwszym razem osłabienie było wywołane pewnymi (bardzo rzadko spotykanymi) błędami w polityce monetarnej SNB, o tyle za drugim razem frank był w kryzysie z powodu rosnącego zamiłowania inwestorów do ryzyka i ryzykownych aktywów. Frank jest oazą stabilności i dlatego jego kondycja jest odwrotnie proporcjonalna do zamiłowania do ryzyka. Innymi słowy – jeśli popyt na ryzyko rośnie, wartość franka maleje. I odwrotnie – ucieczka od ryzyka generuje silny wzrost wartości franka.

W celu utrzymania równowagi własnej waluty Szwajcarski Bank Narodowy korzysta z dość ryzykownej polityki mającej na celu wygenerowanie inflacji. Świadczą o tym ujemne stopy procentowe oraz naprawdę rozdmuchana suma bilansowa, która przekroczyła  już równowartość całego PKB Szwajcarii (dla porównania suma bilansowa Fed wynosi ok. 25% PKB USA, a w EBC stanowi ona ok. 34% PKB strefy euro). Władze banku centralnego Szwajcarii niemal przy każdej okazji podkreślają to, że kurs franka jest znacząco przewartościowany. Zatem wiele wskazuje na to, że wyżej opisana polityka będzie najprawdopodobniej kontynuowana aż do wygenerowania należytego spadku wartości franka – który pozwoli na eliminację (albo przynajmniej znaczące zmniejszenie) przewartościowania notowań szwajcarskiej waluty.

W historii SNB rzadko zawodził. Może dlatego i tym razem uda mu się „osłabić” franka, co na pewno bardzo ucieszy frankowiczów.