Pokaż/Ukryj opcje strony

Kilka słów na temat SDR, Chin oraz Keynesa

data publikacji: 31 Marca 2016

autor: dr Paweł Kowalewski, Instytut Ekonomiczny, Narodowy Bank Polski

Na świecie istnieje przynajmniej dwieście państw. Owszem, nie każde z nich ma swoją własną walutę, ale tych ostatnich jest nadal sporo. Niemniej z tych wszystkich walut może jedynie w porywach dziesięć ma jeszcze jakiekolwiek zastosowanie poza granicami swojego macierzystego kraju. Pozostaje rzeczą dyskusyjną, ile jeszcze walut dziś odgrywa naprawdę znaczącą rolę w międzynarodowym systemie walutowym, ich liczba jest jednak niewielka. Tym samym, mamy do czynienia z wyraźną asymetrią w relacji ilości uczestników międzynarodowego systemu walutowego (czyli krajów) oraz walut, jakimi tym krajom przyszło się posługiwać.

Jest jednak dobra informacja. Liczba krajów posiadająca waluty, których zastosowanie wykracza poza jego granice administracyjnie, rośnie. Dzieje się tak za sprawą chińskiej waluty, do której jeszcze wrócimy. Najpierw jednak parę słów na temat międzynarodowego systemu walutowego. Czy powinien on być hegemoniczny (czyli z dominacją jednej waluty), czy też wielodewizowy (gdzie przynajmniej kilka walut odgrywa dominującą rolę)? Wśród ekonomistów nie ma de facto consensusu w tej sprawie. Część z nich opowiada się za hegemonią jednej waluty, wskazując na przejrzystość takiego rozwiązania. Inni z kolei twierdzą, że każda waluta (nawet ta najstabilniejsza) powinna mieć swoją alternatywę w postaci innej waluty.

Bazując na doświadczeniach historycznych, rację można byłoby przyznać tym pierwszym. Od początku XIX wieku nastąpiła dominacja brytyjskiego funta. Od końca pierwszej wojny światowej funta zaczął wypierać dolar, który po zakończeniu drugiej wojny światowej zdobył już pełną dominację. O ile Brytyjczycy zbytnio nie nadużywali dominującej roli funta, to z Amerykanami było już różnie. Może dlatego, że inaczej się kierowało gospodarką (a co za tym idzie i swoja walutą) w XIX wieku, a inaczej sto lat później. Z upływem czasu, ekonomiści zaczęli zadawać sobie bardzo istotne pytania: czy dolar, który służy gospodarce USA, musi również służyć pozostałym krajom? Ponadto, ekonomiści zaczęli odwoływać się do intuicyjnego zdrowego rozsądku, pytając, czy można wszystkie przysłowiowe jajka wkładać do jednego koszyka?

Z pomocą w udzieleniu na te z pozoru proste pytania przyszli ekonomistom nieoczekiwanie politycy. A dokładniej jeden, minister skarbu USA John Connally, który w 1971 r. wypowiedział słynną maksymę odzwierciedlającą stosunek władz USA do szeroko rozumianej problematyki międzynarodowego systemu walutowego. Był to czas szczególny dla gospodarki USA i jej wątła kondycja zaczęła mieć coraz silniejsze przełożenie na dolara. Nic więc dziwnego, że zagraniczni wierzyciele (których należności były denominowane w dolarze USA) z przerażeniem spoglądali w kierunku Waszyngtonu i domagali się jednomyślnie działań ze strony USA eliminujących ryzyko spadku wartości dolara USA. Sekretarz Connally pozostał całkowicie obojętny na tego rodzaju apele i swoim kolegom po fachu odpowiedział, że dolar jest jedynie walutą USA, ale zmartwieniem już reszty świata (czyli tych którzy trzymają swoje oszczędności w dolarze).

Słowa Connally'ego jedynie potwierdziły nasilające się od dawna przypuszczenia mówiące, że jak USA będzie miało wybierać między swoim interesem a interesem reszty świata, wybierze zawsze ten pierwszy. Dlatego jeszcze pod koniec lat sześćdziesiątych stworzono jednostkę rozrachunkową o nazwie „specjalne prawa ciągnienia" (Special Drawing Rights), czyli w skrócie SDR. Jednostka ta miała swoje wzloty i upadki. Czasami była traktowana jako swego rodzaju panaceum na wszelkie bolączki międzynarodowego systemu walutowego, innym razem bywała zepchnięta do bycia jedynie jednostką rozliczeniową MFW. Początkowo powiązana z dolarem, później z koszykiem 16 walut (w skład którego wchodziły waluty Arabii Saudyjskiej oraz Iranu), aż w końcu w 1981 r. jej wartość została powiązana z pięcioma walutami (dolarem USD, marką niemiecką, frankiem francuskim, funtem szterlingiem oraz jenem japońskim). SDR miała jednak jedną podstawową wadę: aby móc zyskać na znaczeniu, należałoby znaleźć jakiś środek, aby USA zaczęły traktować tę jednostkę rozliczeniową z należytym szacunkiem. A jak się można domyśleć, USA nie chciały, nie chcą i na pewno jeszcze długo nie zechcą zrezygnować ze swojego dolara na rzecz SDR.

Procentowy udział walut w koszyku SDR w kolejnych latach (Źródło: MFW, Wikipedia)

Waluta 1974  Waluta 1978
Dolar USA 33   Dolar USA 33
Marka niemiecka 12,5   Marka niemiecka 12,5
Jen japoński 7,5   Jen japoński 7,5
Frank francuski 7,5   Frank francuski 7,5
Funt szterling 9   Funt szterling 7,5
Lir włoski 6   Lir włoski 5
Gulden holenderski 4,5   Gulden holenderski 5
Dolar kanadyjski 6   Dolar kanadyjski 5
Frank belgijski 3,5   Frank belgijski 4
Szwedzka korona 2,5   Rial saudyjski 3
Duńska korona 1,5   Szwedzka korona 2
Australijski dolar 1,5   Rial irański 2
Hiszpańska peseta 1,5   Australijski dolar 1,5
Norweska korona 1,5   Hiszpańska peseta 1,5
Szyling austriacki 1   Norweska korona 1,5
Rand RPA 1   Szyling austriacki 1,5
SUMA 100  SUMA 100
Waluta 1981-1985 1986-1990 1991-1995 1995-1998
Dolar USA 42 42 40 39
Marka niemiecka 19 19 21 21
Jen japoński 13 15 17 18
Frank francuski 13 12 11 11
Funt szterling 13 12 11 11
SUMA 100 100 100 100
Waluta 1999-2000 2001-2006 2006-2010 2011-2015
Dolar USA 39 44 44 41,9
Euro 32 31 34 37,4
Jen japoński 18 14 11 9,4
Funt szterling 11 11 11 11,3
SUMA 100 100 100 100
Waluta 2016-2020
Dolar USA 41,73
Euro 30,93
Renminbi 10,92
Jen japoński 8,3
Funt szterling 8,09
SUMA 100

Patrząc w przyszłość, nie zapominajmy o przeszłości

Za trzy lata SDR będzie obchodzić swoje pięćdziesiąte urodziny. Jednak jego pierwowzór jest dużo starszy i sięga początku lat czterdziestych ubiegłego wieku. Jego pomysłodawcą był słynny brytyjski ekonomista, John Maynard Keynes. Dla niektórych najwybitniejszy ekonomista wszechczasów. Już w trakcie drugiej wojny światowej Keynes  pojął wszelkie ryzyka z tytułu dominacji pieniądza krajowego w sferze gospodarki światowej. Dlatego wyszedł ze starannie przygotowaną koncepcją pieniądza ponadnarodowego. Miał on już swoją nazwę o dźwięcznym brzmieniu bancor. Według koncepcji jej autora, bancor nie miał być (jedyną) walutą świata, a właśnie jednostką rozliczeniową, mającą na celu ułatwienie eliminacji napięć między importerami kapitału (krajami mającymi deficyt na rachunku obrotów bieżących) a eksporterami kapitału (krajami mającymi nadwyżkę na rachunku obrotów bieżących). Za sprawą jednak oporu USA, koncepcja Keynes'a nie została wprowadzona w życie. Nie była to pierwsza i jedyna koncepcja Keynes'a, która została odrzucona przez możnych tego świata. Wielka szkoda. Gdyby trzymano się zaleceń Keynes'a, historia XX wieku najprawdopodobniej wyglądałaby zupełnie inaczej. W kwietniu mija 70. rocznica śmierci tego wybitnego ekonomisty. Dlatego chcąc jemu złożyć najskromniejszy z możliwych hołdów, kolejny artykuł na łamach tej kolumny będzie poświęcony właśnie osobie J. M. Keynesa.