Pokaż/Ukryj opcje strony

Inflacja znów wzrosła, stopy szybko nie spadną

data publikacji: 16 Września 2011

autor: Marek Chądzyński

Wzrost cen paliw i droższe usługi telekomunikacyjne podniosły w sierpniu inflację do 4,3 proc. Okazało się, że ci, którzy już ogłosili koniec problemu wysokiej inflacji pospieszyli się. Inflacja będzie nadal spadać w następnych miesiącach, ale prawdopodobnie nieco wolniej, niż oczekiwano. Przeszkadzać w tym może osłabienie złotego.

Według danych GUS za wzrost inflacji do 4,3 proc. licząc rok do roku w sierpniu z 4,1 proc. w lipcu odpowiadają przede wszystkim wyższe ceny łączności. W ciągu miesiąca wzrosły o 4,8 proc. Ekonomiści, zaskoczeni sierpniowym odczytem, tłumaczą to końcem promocji u niektórych operatorów telefonii komórkowej. Droższe usługi telekomunikacyjne podniosły inflację o 0,2 pkt proc. i był to najważniejszy inflacjogenny czynnik w sierpniu.

Na drugim miejscu znalazły się wyższe ceny usług i towarów związanych z użytkowaniem mieszkania. Ich wzrost o 0,4 proc. w skali miesiąca podwyższył całą inflację o 0,11 pkt. proc. Na trzecim miejscu znalazły się paliwa, które w poprzednim miesiącu zdrożały o 0,9 proc. Tych wszystkich negatywnych czynników nie zneutralizował 1,6 proc. spadek cen żywności.

- Spodziewaliśmy się wzrostu inflacji w sierpniu, ale jej struktura jest niespodzianką. Wynika z niej, że tzw. inflacja bazowa mogła w sierpniu wzrosnąć do 2,7 proc. z 2,4 proc. – mówi Tomasz Kaczor, ekonomista Banku Gospodarstwa Krajowego.

- Widać, że to nie koniec procesów inflacyjnych w naszej gospodarce jeszcze nie nastąpił. Jeśli ktoś wcześniej twierdził, że teraz stopy procentowe NBP mogą już tylko spadać, pomylił się – dodaje ekonomista.

Słaby złoty nie pomaga


Analityk zwraca uwagę, że dużym znakiem zapytania dla kształtowania się inflacji w przyszłości jest zachowanie kursu złotego. Jeśli obecna deprecjacja utrzyma się dłużej może być widoczna w danych o inflacji już pod koniec roku.

- Kurs złotego ma bardzo duży wpływ na inflację. Dziś kupujemy głównie żywność krajową, ale w zimie znów na rynek trafią cytrusy z importu. Jeżeli osłabienie złotego się utrzyma przełoży się to na wyższe ceny. Na razie złoty jest słabszy o około 10 proc. w stosunku do poziomu sprzed roku – mówi Tomasz Kaczor. I dodaje, że zejście z inflacją poniżej 3,5 proc. na koniec roku – a więc powrót wskaźnika do dopuszczalnego pasma wahań wokół celu inflacyjnego NBP – będzie bardzo trudny.

- Inflacja powinna wynosić 3,7-3,8 na koniec roku – mówi ekonomista BGK.

Według niego zwiększona niepewność co do tempa spadku inflacji skutecznie powstrzyma Radę Polityki Pieniężnej przed decyzją o obniżce stóp procentowych.

- Nie widzę na to szans. Rada będzie raczej wolała się spóźnić z obniżką, niż zrobić ją zbyt pochopnie. Obniżanie stóp w sytuacji, gdy inflacja mogłaby jeszcze wzrosnąć, byłoby błędem. RPP z pewnością nie chce go popełnić. Polityka „wait and see” będzie teraz preferowana w radzie – mówi.

Obniżek stóp ani w tym, ani w przyszłym roku nie spodziewa się też Marcin Mróz z BNP Paribas Fortis. Według niego jednak dla rady ważniejsza od inflacji będzie skala spowolnienia gospodarczego.

- Czy będziemy stopniowo łagodzić politykę pieniężną będzie zależeć przede wszystkim od tego, jaką skalę spowolnienia będziemy obserwować w kolejnych kwartałach. Ja zakładam dość łagodne spowolnienie gospodarcze, do około 3,7 proc. PKB w drugiej połowie tego roku i 3,5 proc. w roku przyszłym – zakładając, że nie będzie wielkiego krachu na świecie. W takim scenariuszu stopy procentowe pozostaną bez zmian – mówi.

Jego zdaniem oczekiwania rynkowe stosunkowo szybkiej obniżki stóp są przesadzone.

- Mamy do czynienia z paniką na rynku, oczekiwania są więc w znacznym stopniu przereagowane. Rynek wierzy mocniej w negatywne scenariusze, co znajduje odzwierciedlenie choćby w notowaniach kontraktów FRA pokazujących, jak może kształtować się stopa procentowa w przyszłości. W większym stopniu odzwierciedla to obawy przed drugim dnem kryzysu, nastaniem światowej recesji, a w mniejszym bieżące uwarunkowania fundamentalne w Polsce – mówi.

Mniejszy popyt obniży inflację


Ekonomiści, z którymi rozmawialiśmy są zgodni, że inflacja będzie nadal stopniowo się obniżać, a tempo tego spadku będzie zależeć przede wszystkim od skali osłabienia popytu krajowego.

- Co prawda według danych GUS sprzedaż detaliczna nam rośnie, ale według informacji z Eurostatu notujemy już jej realny spadek. Jeśli to Eurostat ma rację to sprzedawcy nie będą mieli powodu, by podnosić ceny. Za spadek inflacji będą więc odpowiadały czynniki wynikające ze spowolnienia gospodarczego – mówi Tomasz Kaczor.

Marcin Mróz dodaje, że mniejszy popyt konsumpcyjny może nawet zneutralizować negatywne skutki osłabienia złotego.

- Na razie nie przesadzałbym z opiniami, że to, co się dzieje na złotym będzie miało istotny negatywny wpływ na wskaźnik wzrostu cen. Na koniec tego roku powinniśmy mieć inflację w przedziale 3,5-4 proc. – w zależności od tego jak się będą zachowywały ceny żywności. A potem będziemy spokojne schodzić do celu inflacyjnego NBP w przyszłym roku. W pierwszej połowie 2012 roku inflacja powinna się znaleźć w przedziale 2,5-3 proc. Na razie nie zmieniam tej prognozy – mówi ekonomista.

- Osłabienie złotego może spowodować wzrost cen paliw. Jednak bezpośredni efekt na cały wskaźnik nie jest duży, ceny paliw stanowią około 4 proc. koszyka inflacyjnego. Inflacja netto, czyli bez uwzględnienia cen żywności paliw i energii – czyli te część „popytowa” – ma w koszyku inflacyjnym dużo większy udział. Jeżeli zobaczymy spadek presji popytowej na ceny, to ten efekt może w znacznej mierze równoważyć wpływ wyższych cen paliw – dodaje.