Pokaż/Ukryj opcje strony

Dlaczego upadają biura podróży i jak uniknąć związanych z tym nieudanych wakacji oraz strat?

data publikacji: 2 Lipca 2013

autor: Jacek Krzemiński

W 2012 r. upadło w Polsce kilkanaście biur podróży. W tym roku upadają kolejne, co wynika z faktu, że wiele biur wciąż jest w kiepskiej kondycji finansowej, a rynek turystyczny niestabilny. Czy można się uchronić przed skutkami tego zjawiska i sprawdzić, czy firma, w której chcemy kupić wycieczkę, nie jest zagrożona plajtą?

W zeszłym roku przetoczyła się przez Polskę niespotykana u nas dotychczas fala upadłości biur podróży. Niewypłacalność ogłosił nawet jeden z liderów polskiego rynku turystycznego – firma Sky Club, działająca pod marką Triada. Dla tysięcy Polaków oznaczało to nie tylko nieudane wakacje (przedwczesne powroty z zagranicznych wczasów, wyrzucanie z hoteli, koczowanie na lotniskach, anulowane wycieczki), ale i to, że stracili sporo pieniędzy. Okazało się bowiem, że gwarancje finansowe biur (wykupione w bankach lub w firmach ubezpieczeniowych), będące zabezpieczeniem ich zobowiązań wobec turystów, są w niektórych przypadkach tak niskie, iż mogą nie pokryć nawet kosztów wcześniejszego powrotu ich klientów z zagranicznych wczasów i wycieczek do kraju. Nie wspominając już o zwrocie pieniędzy za niewykorzystaną część wczasów czy za wykupione wycieczki, które z powodu ogłoszenia niewypłacalności danego biura nie doszły do skutku. Często tych sum nie daje się odzyskać nawet po przejęciu i sprzedaniu majątku firmy przez syndyka, którego zadaniem jest zaspokoić wszystkich jej wierzycieli. W pierwszej kolejności spłaca on bowiem długi wobec pracowników upadłego przedsiębiorstwa i Skarbu Państwa.

Skąd wzięła się w naszym kraju fala bankructw firm, organizujących wycieczki i wczasy zagraniczne? Przyczyn jest kilka. Trzeba zacząć od tego, że od lat część plajt na tym rynku sprawia wrażenie zamierzonych oszustw. Ich scenariusz jest podobny: biuro podróży oferuje wyjątkowo tanie wycieczki czy wczasy, zbiera setki tysięcy złotych od klientów, po czym ogłasza niewypłacalność, a jego właściciel przepada bez wieści.

To nie znaczy jednak, że jeśli nie trafimy na oszusta, to możemy spać spokojnie. Turystyka, szczególnie ta zagraniczna, to branża tradycyjnie obarczona dużym ryzykiem. Tym, co od lat, sprawia największe kłopoty organizatorom wczasów i wycieczek zagranicznych, są zmienne kursy walut i klasyczne ryzyko rynkowe. Biuro podróży musi najpierw – na długo przed rozpoczęciem sezonu turystycznego - oszacować spodziewany popyt na swe wycieczki i wczasy. Potem zarezerwować odpowiednią liczbę pokoi w hotelach, miejsc w samolotach, przejazdy autobusami transferowymi i inne związane z wyjazdami turystycznymi usługi. A także zapłacić – w walucie obcej (zwykle w dolarach lub euro) - zaliczki na poczet tych rezerwacji. Odbywa się to w ramach tzw. kontraktów gwarancyjnych. Dopiero po ich zawarciu biuro zaczyna sprzedawać wycieczki i wczasy. Wiążą się z tym dwa ryzyka. Po pierwsze kurs dolara, euro lub innych obcych walut wobec złotego może skoczyć w górę od momentu zarezerwowania hoteli i samolotów. Dla przykładu: w 2012 r. kurs dolara liczony w złotych wzrósł w ciągu kilku miesięcy, jeszcze przed rozpoczęciem letniego sezonu turystycznego, o kilkanaście procent. Wynikające z tego koszty biura podróży pokrywają z własnych kieszeni, nie chcąc odstraszać klientów podwyżkami cen swych usług. To jednak znacząco redukuje ich marżę, czasem nawet do zera. A jednocześnie nie daje gwarancji, że na wszystkie zarezerwowane pokoje hotelowe i miejsca w samolotach znajdą się chętni. Bywa też tak, że wszystkie miejsca są wykupione (tzn. turyści zarezerwowali je i wpłacili zaliczkę lub całą należną kwotę), ale z powodu nagłych zdarzeń wielu klientów w ostatniej chwili się wycofuje lub wycieczka może nie dojść do skutku. Tak było, gdy w Tunezji i Egipcie, krajach popularnych wśród polskich turystów, doszło do wojny domowej, a w Grecji do strajków i zamieszek. Albo gdy przez chmurę pyłu wulkanicznego znad Islandii nad Europą przez wiele dni nie mogły latać samoloty.

Efekt splotu tych czynników jest taki, że wiele biur rozlicza się po zakończonym sezonie z hotelami czy przewoźnikami czarterowymi, płacąc pieniędzmi z zaliczek od klientów, rezerwujących wczasy na następny sezon. Wtedy działalność takiej firmy zaczyna już przypominać klasyczną piramidę finansową, bo wystarczy, że strumień pieniędzy od kolejnych klientów choć trochę się skurczy, by zaczęła ona tracić płynność finansową.

Ryzyko rynkowe jest prawdziwą zmorą działających w Polsce biur podróży. Dlatego, że na naszym rynku turystycznym panuje bardzo ostra konkurencja, działają na nim setki firm i ciągle powstają dziesiątki nowych (te nowe, przez brak doświadczenia i wiedzy o rynku, są szczególnie narażone na plajtę). To z kolei spowodowane jest w dużej mierze stosunkowo niskimi kosztami uruchomienia i prowadzenia biura podróży (czyli tzw. niską barierą wejścia na rynek). Wielkość wymaganych przepisami gwarancji finansowych zależała jeszcze bardzo niedawno (do kwietnia 2013 r.) od jego przychodów w poprzednim roku. Jeśli biuro jest nowe, wtedy stosuje się tzw. gwarancje minimalne, niezbyt wysokie. Część działających dłużej na rynku przedsiębiorców turystycznych wykorzystywało to, zamykając jedne firmy i otwierając kolejne tylko po to, żeby obniżyć swe gwarancje finansowe. Robiło tak m.in. dlatego, że na naszym rynku turystycznym, przez ogromną konkurencję, trwa nieustająca, ostra walka cenowa. Od 2009 r., w następstwie spowolnienia gospodarczego i osłabienia złotego oraz związanego z tym spadkiem popytu na wczasy zagraniczne, ta walka jeszcze bardziej się zaostrzyła. Ceny i marże biur są zbijane do tak niskiego poziomu, że wiele z nich ciągle balansuje na krawędzi strat. W takich warunkach wystarczy nawet niewielkie potknięcie, żeby firma straciła płynność finansową. O takie potknięcie nietrudno. M.in. dlatego, że biura podróży są często zmuszone do korzystania z pośrednictwa operatorów turystycznych z krajów, do których wysyłają swych klientów. Zdarza się, że ci pośrednicy są nieuczciwi lub po prostu nierzetelni, co w praktyce oznacza np., że mają załatwić hotel, ale potem z tego się nie wywiązują.

Niestety, jest prawdopodobne, że w tym roku przetoczy się przez Polskę kolejna fala upadłości biur podróży (kilka już w 2013 r. splajtowało, m.in. gdyński Tramp, który istniał od 15 lat). Wiele z nich wciąż jest bowiem w kiepskiej kondycji finansowej. W zeszłym roku straty poniosły nawet tak duże biura, jak np. Neckermann Polska. A przecież ich kondycja może jeszcze się pogorszyć, bo większość operatorów spodziewa się, że w 2013 r. rynek zagranicznej turystyki wyjazdowej się skurczy. To ma być spowodowane także zmniejszonym – od zeszłego roku - zaufaniem klientów do biur podróży, tym, że coraz więcej osób organizuje sobie zagraniczne wczasy na własną rękę lub wybiera wypoczynek w kraju. Chcąc w ten sposób uniknąć ryzyka wykupienia wakacji za granicą w firmie, która w tzw. międzyczasie zbankrutuje.

Czy to jedyny sposób, żeby tego ryzyka uniknąć? By mieć stuprocentową pewność – jedyny. Są jednak metody na zminimalizowanie owego ryzyka i strat poniesionych w razie plajty organizatora wycieczki. Pierwszą rzeczą, jaką powinniśmy zrobić, to sprawdzić, czy biuro, które wybraliśmy figuruje w obowiązkowych państwowych rejestrach: Centralnej Ewidencji i Informacji o Działalności Gospodarczej (CEIDG – dostępna na stronie internetowej: prod.ceidg.gov.pl) oraz Centralnej Ewidencji Organizatorów Turystyki i Pośredników Turystycznych (CEOTiPT - dostępna na stronie: www.turystyka.gov.pl). To ważne z dwóch powodów. Po pierwsze część organizatorów wycieczek działa w „szarej strefie”. Po drugie ci, którzy są w rejestrze CEOTiPT, muszą mieć zawarte umowy gwarancji finansowych (bankowych lub ubezpieczeniowych), których wysokość od maja bieżącego roku – decyzją Ministerstwa Finansów – zdecydowanie wzrosła. Najbardziej w przypadku nowych, początkujących biur. Rząd chce powołać także – poprzez zmiany w obecnych przepisach - tzw. Turystyczny Fundusz Gwarancyjny, jako drugi filar zabezpieczeń interesów klientów biur podróży, ale ów fundusz powstanie najwcześniej w przyszłym roku. Zmienił się też sposób naliczania gwarancji – teraz będą one kalkulowane w oparciu o spodziewany przychód w danym roku, a nie uzyskany w roku ubiegłym. To zdecydowanie zmniejszy pole manewru tym przedsiębiorcom turystycznym, którzy dotąd, wykorzystując luki w prawie, zaniżali swe zabezpieczenia finansowe. Należy przy tym jednak dodać, że klienci odczują te zmiany dopiero w przyszłym roku, bo większość biur wykupiła gwarancje na najbliższy letni sezon turystyczny jeszcze przed ich podwyższeniem.

Do rejestru CEOTiPT należy zaglądać jeszcze z jednego powodu: można w nim znaleźć dane o wysokości zabezpieczenia finansowego, wykupionego przez biuro, termin, do kiedy ono jest ważne, a także informacje, na które firmy został nałożony zakaz wykonywania tego rodzaju działalności, które zostały wykreślone z rejestru lub zawieszone na wniosek przedsiębiorcy lub są w trakcie wykreślania z tejże ewidencji.

Kolejną rzeczą, którą warto zrobić, jest sprawdzenie, czy biuro podróży nie figuruje w Biurach Informacji Gospodarczych (BIG S.A.), tj. Krajowym Rejestrze Długów (KRD), Rejestrze Dłużników ERIF, a także w BIG InfoMonitor, do których trafiają firmy i osoby fizyczne z przeterminowanymi zobowiązaniami. Co może wskazywać na to, że mają kłopoty finansowe. W KRD można też dowiedzieć się niektórych szczegółów dotyczących długów danej firmy, np. jego wysokości, nazwy wierzyciela, tego, czy dłużnik tę wierzytelność kwestionuje. Firmy, które nie figurują w KRD, mogą ubiegać się o certyfikat pod nazwą „Rzetelna Firma”. Jeśli go mają, zazwyczaj informują o tym na swej stronie internetowej. Wtedy nie trzeba już zaglądać do Krajowego Rejestru Długów.

Dobrze jest też skorzystać z Krajowego Rejestru Sądowego, w którym każda spółka ma obowiązek składać swe sprawozdania finansowe (jest tam też rejestr dłużników niewypłacalnych). Problem w tym, że nie każda firma wywiązuje się z tego obowiązku (grozi jej za to jedynie niewielka grzywna). Poza tym sięganie do dokumentów zgromadzonych w Krajowym Rejestrze Sądowym jest czasochłonne (na jego stronie internetowej – ems.ms.gov.pl znajdują się tylko podstawowe dane firm).

Następne potencjalne źródło informacji o kondycji danego biura podróży to wyspecjalizowane serwisy internetowe, które publikują dane finansowe poszczególnych biur, a nawet nadają im ratingi (jeden z takich serwisów to Wczasopedia.pl). Warto też, oczywiście, zapoznać się z opiniami o biurze zamieszczonymi na turystycznych forach i serwisach internetowych oraz w portalach społecznościowych. Choć akurat w tym przypadku nie można mieć pewności co do ich wiarygodności. Z drugiej strony zdarzało się, także w zeszłym roku, że internauci ostrzegali przed korzystaniem z usług danego biura, które potem rzeczywiście upadało. To mogło mieć też jednak charakter samospełniającej się przepowiedni.

Są eksperci, którzy podpowiadają, by wycieczki i wczasy zagraniczne kupować jedynie w bardzo dużych, powszechnie znanych i długo działających biurach podróży, np. tych z zagranicznym kapitałem. Jednak, jak pokazały ostatnie lata, to niekoniecznie właściwa wskazówka. Bo wśród upadających firm były zarówno firmy nowe, niewielkie i mało znane, jak i liderzy polskiego rynku (Sky Club, Orbis Travel), a także takie, które miały zagranicznego właściciela.

Inni sugerują, że lepiej kupować zagraniczne wakacje od agenta turystycznego niż bezpośrednio w biurze podróży. Bo agent powinien znać kondycję biura i jeśli jest ona zła, może – we własnym interesie - nie sprzedawać jego produktów. Pewności, że jest faktycznie w tej sprawie zorientowany i że nie będzie sprzedawał wycieczek zagrożonych plajtą biur, nie ma, oczywiście, żadnej.

Na koniec więc dwie praktyczne rady, których użyteczność trudno podważyć. Pierwsza brzmi: unikajmy podejrzanie tanich wycieczek i wczasów, bo biuro, które je oferuje, może upaść. A druga: jeśli tylko możemy, płaćmy za nie kartą zamiast gotówką. M.in. dlatego, że możemy wtedy zastosować (z wyjątkiem płatności kartą kredytową) tzw. procedurę chargeback. Umożliwiającą odzyskanie wpłaconej kwoty, jeśli udowodnimy, że zamówiona usługa nie została wykonana lub zrealizowano ją wadliwie.

Narzędzi, zmniejszających ryzyko przerwanych, nieudanych wakacji i straty pieniędzy przez plajtę biura podróży, jest więc całkiem sporo. Warto z nich korzystać.