Pokaż/Ukryj opcje strony

Białe kruki z bankowej biblioteki

data publikacji: 11 Grudnia 2015

autor: Leszek Zioło (przedruk z miesięcznika wewnętrznego NBP „Jak w Banku”)

Kierujący Centralną Biblioteką NBP Robert Polkowski jest prawdziwą skarbnicą wiedzy o księgozbiorze i historii bankowej książnicy. Spośród bogatej i różnorodnej kolekcji prezentuje dwa białe kruki, prawdziwe skarby bibliotecznych zbiorów

Oba to stare druki wydane w 1790 r., starannie konserwowane, oprawione w twarde, skórzane okładki z wytłoczonym złotym herbem Banku Polskiego – orłem i zdobnymi literami „B" i „P". Pod takim znakiem funkcjonował w latach 1828-1885 Bank Polski.

Bank narodowej tożsamości

Powołano go w Warszawie 29 stycznia 1828 r. Nie doszłoby do tego, gdyby nie upór i mocna pozycja polityczna i gospodarcza jednego człowieka: księcia Ksawerego Druckiego-Lubeckiego. Był ministrem skarbu mocno okrojonego w wyniku rozbiorów Królestwa Polskiego, które pozostawało pod władzą Cesarstwa Rosyjskiego. Car Rosji, i jednocześnie król Polski, łaskawie zgodził się na utworzenie banku, który miał obsługiwać finansowo zachodnią część jego imperium. A że książę Ksawery cieszył się opinią znakomitego organizatora i lojalnego poddanego, to jemu władze powierzyły obowiązek zbudowania banku nad Wisłą.

Ale w zamyśle księcia bank nie tyle miał służyć potędze imperatora, co umacniać niezawisłość ekonomiczną i polityczną Królestwa. Każda inicjatywa, która mogła opierać się na polskiej myśli i polskich pracownikach, miała ogromne znaczenie dla utrzymania tradycji narodowych. Bank aż nadto ową misję wykonał, przyczyniając się do niebywałego rozwoju infrastruktury, przemysłu i kultury na terenie polskich guberni.

Ten bank polskiej tożsamości był instytucją państwową, a jego kapitał – w wysokości 30 milionów złotych polskich – pochodził z funduszy rządowych. Bank emitował pieniądz papierowy do wysokości posiadanych zasobów srebra. Odpowiadał za obieg pieniądza w Królestwie, udzielał pożyczek krótko- i długoterminowych, skupował dewizy, obsługiwał dług publiczny. Dzięki jego finansom powstały, niekiedy istniejące do dziś, ośrodki przemysłowe: zakłady metalurgiczne i mechaniczne w Starachowicach, Huta Bankowa w Dąbrowie Górniczej, Zakłady Lniarskie w Żyrardowie, Papiernia w Jeziornie, Fabryka Maszyn w Warszawie i warzelnia soli w Ciechocinku ze sławnymi tężniami. Trudno zatem przecenić znaczenie i wagę inicjatyw banku dla rozwoju tego skrawka ziem Rzeczypospolitej Obojga Narodów, któremu pozwolono nazywać się „Królestwem Polskim".

Dalsze lata, zwłaszcza po upadku powstania listopadowego w 1831 r., nie były dla banku łatwe. Gwałtownie narastał proces rusyfikacji. Do pracy przyjmowano tylko biegle władających językiem rosyjskim i po rosyjskich szkołach. Zniknęły polskie napisy i symbole. Unieważniono m.in. pakiet papierów o wartości 750 tys. zł, bo widniał na nich znak orła białego. Odsunięto od banku księcia Druckiego-Lubeckiego. Apogeum likwidacji autonomii Banku Polskiego przypada na 1841 r., kiedy na miejsce polskiego złotego wprowadzono rubla.

W 1860 r. władze rosyjskie wprowadziły nową organizację banku, podporządkowując go petersburskiemu ministrowi finansów. I wreszcie – pozbawiony prawa emisji banknotów, przyjmowania weksli i udzielania pożyczek hipotecznych – Bank Polski stał się zwykłym bankiem handlowym. Postawiony w 1886 r. w stan likwidacji, 1  stycznia 1894 r. został jednym z oddziałów potężnego Banku Rosji.

Cenzura nie dozwala

Zanim przedstawimy oba skarby biblioteki NBP, jeszcze słów kilka o instytucji, która spełniła szczególną rolę w historii tych dwóch, i jeszcze kilku setek innych, białych kruków. Już w pierwszym roku istnienia Banku Polskiego powołano bibliotekę bankową z zamiarem zbudowania nowoczesnego księgozbioru dzieł o tematyce handlowej, bankowej i przemysłowej. Z czasem dodano działy: hutnictwo, budowa szlaków lądowych i wodnych, przemysł tkacki, poligrafia. I nie szczędzono środków na nowe nabytki. Na kupno książek wydawano rocznie od 6 do 10 tys. złotych. Zakupów dokonywali członkowie dyrekcji banku podczas swych zagranicznych podróży, odpowiednie pozycje o tematyce ekonomicznej wyszukiwali dla banku pracownicy Biblioteki Raczyńskich. O swych nowościach i planach informowali bank najznamienitsi wydawcy europejscy z Berlina, Hamburga, Wrocławia, Wiednia i Londynu.

Biblioteka bankowa przyczyniła się do uratowania przed rozproszeniem kilku polskich księgozbiorów, które zaborcy usiłowali zniszczyć. Najbardziej znany przypadek to zakup przez bank bogatego zbioru Kajetana Kwiatkowskiego, szambelana króla Stanisława Augusta. Uratowano w ten sposób bezcenne świadectwa polskiej kultury.

Bibliotece dobrze się wiodło do 1842 r. Odszedł wtedy z kierownictwa banku hrabia Henryk Łubieński – bibliofil, protektor biblioteki. Właściwie był zmuszony do odejścia po tym, jak carska cenzura doniosła namiestnikowi Królestwa, że w zbiorach biblioteki bankowej znajdują się książki, czytania których owa cenzura nie dozwala. Nie pomogły tłumaczenia, że te dzieła przysyła wydawca jako egzemplarze okazowe, bez zamawiania ze strony banku.

Biblioteka została zamknięta dla postronnych czytelników, mogła być wykorzystywana tylko przez pracowników banku. Wreszcie w 1860 r. usunięto ją z budynku bankowego. Przy okazji przeprowadzono spis książek. Doliczono się 9771 tytułów (woluminów 25 000) i 455 paczek z mapami, atlasami, rysunkami i czasopismami. Był to cenny na skalę europejską zbiór książek ekonomicznych, finansowych i bankowych.

Dalsze losy księgozbioru uzależnione były od Banku Rosji, który zdecydował się na sprzedaż biblioteki w drodze licytacji. Głośny i powszechny protest krajowych i zagranicznych czasopism spowodował, że z tego pomysłu się wycofano i – już po ostatecznej likwidacji banku – 17 grudnia 1898 r. przekazano księgozbiór Uniwersytetowi Warszawskiemu. Zbiory porządkowano, uzupełniano i katalogowano. Ostatni pełny spis pochodzi z 1934 r. Niemalże cały zasób spłonął podczas powstania warszawskiego. Ocalały pojedyncze egzemplarze, które przetrwały wojnę w prywatnych zbiorach. Dzisiaj, wśród ponad 130 tys. tytułów, w zasobie biblioteki NBP znajdują się dwa stare druki i trzysta woluminów wydanych w XIX wieku – niewielka resztka księgozbioru, który na początku dobrze służył utrzymaniu narodowej tożsamości, a później podzielił los narodu.

Ekonomia polityczna według Naxa

A oto pierwszy z białych kruków: niewielkich rozmiarów książka, licząca blisko 300 stron. Autor Jan Ferdynand Nax, tytuł Wykład początkowych prawideł ekonomiki politycznej z przystosowaniem przepisów gospodarstwa narodowego do onego wydźwignienia i polepszenia, stosownie do aktualnego stanu, w którym rzeczy zostają, Warszawa 1790.

Kim był autor pierwszego w Polsce i jednego z pierwszych w Europie podręcznika ekonomii politycznej? Ze skąpych, porozrzucanych w różnych źródłach, informacji o jego życiu na pewno można wywnioskować, że był z pochodzenia gdańszczaninem, urodzonym w 1736 r. Jego ojciec był kapitanem Milicji Gwardii Gdańskiej, co pozwalało rodzinie żyć na dobrym poziomie. Wiemy z pewnością, że Jan Ferdynand, jako samouk, studiował matematykę, botanikę i fizykę. Dla pogłębienia wiedzy przeniósł się do Warszawy i związał z miejscowym środowiskiem architektów. Był częstym gościem przebogatej Biblioteki Raczyńskich, gdzie zgłębiał m.in. dzieła z zakresu architektury i hydrauliki. Praktykę zawodową odbywał m.in. u Jakuba Fontany i Dominika Merliniego – modnych wówczas architektów, rozchwytywanych zwłaszcza przez bogatych właścicieli ziemskich, którym budowali klasycystyczne rezydencje. Nax dość szybko zdobył uznanie rynku i zaprojektował kilka pałaców w województwie ruskim (ze stolicą we Lwowie) i sandomierskim.

Drugą, obok budownictwa, specjalnością Naxa było projektowanie regulacji rzek i kanałów wodnych. Opracował m.in. projekt spławności Pilicy i Nidy, proponował budowę zbiorników retencyjnych, widział potrzebę połączenia kanałami, z wykorzystaniem Wisły i Niemna jako głównych szlaków, wnętrza kraju z portami bałtyckimi w Gdańsku i Królewcu. Warto także wiedzieć, że w okresie Sejmu Czteroletniego był związany z królewskim obozem reform i doradzał w kwestiach gospodarczych i obronnych.

Był człowiekiem majętnym, ale w wyniku działań bojowych w trakcie powstania kościuszkowskiego stracił cały majątek, w tym rękopisy zgromadzone w warszawskiej siedzibie. Do końca życia borykał się z nędzą i zmarł w opuszczeniu w styczniu 1810 r.

Wykład początkowych prawideł ekonomiki politycznej… to efekt przemyśleń autora na kanwie wielkich reform projektowanych przez Sejm Czteroletni w sferze gospodarczej. Do 1790 r., a więc do chwili ukazania się dzieła Naxa, nie było w języku polskim zwartego wykładu ekonomii. Ukazywały się okazjonalnie artykuły o tematyce gospodarczej, najczęściej autorstwa praktyków gospodarki rolnej. Nax był pierwszym autorem podręcznika. I on także jako pierwszy na gruncie polskim zdefiniował pojęcie ekonomii politycznej. Staropolski tekst czyta się nie najłatwiej, ale warto zacytować choćby początek rozważań autora. Nax wyjaśnia: Pod nazwiskiem ekonomiki politycznej rozumie się to publiczne gospodarstwo udzielnego Państwa czy Narodu, które przez zarządzenie Skarbem publicznym i dochodami ze składek obywatelskich lub innych źródeł na potrzebę powszechną pochodzących zarządza i z tych intrat wydatki na rząd cywilny i Wojskowy, do utrzymania tak rządu wewnętrznego, jako też politycznej niepodległości od postronnych… I całą swą swoją umiejętność na tym zasadza…

I dalej tak charakteryzuje zadania ekonomii, która ma dążyć do …roztropnej równoważności między dochodami i wydatkiem a zapobieżeniu wszelkiemu uszczerbkowi i zmniejszeniu aktualnych intrat, ale też natężeniu wszystkich usiłowań, aby Kraj zbogacić, ażeby w potrzebie większe można ciągnąć dochody… Tak myślał o zadaniach ekonomii 225 lat temu skromny architekt z Warszawy.

Węgier dla pomyślności Polski

Andrzej Kaposztas (1757-1796) był z pochodzenia Węgrem, ale od młodych lat mieszkał w Warszawie, gdzie prowadził kantor bankowy. Wielce sobie ceniono jego talenty handlowe i wiedzę ekonomiczną. Dość powiedzieć, że temu młodemu przedsiębiorcy i autorowi wielu prac ekonomicznych zaproponowano doradzanie Sejmowi Wielkiemu w kwestiach uregulowania obiegu pieniądza. Powierzono Kaposztasowi zadanie o kapitalnym znaczeniu: miał przygotować projekt utworzenia banku narodowego, emitującego pieniądz na terenie Królestwa Polskiego i Wielkiego Księstwa Litewskiego. Z zadania tego wywiązał się znakomicie i już z początkiem 1790 r. przedstawił posłom dzieło, które nazwał Planta ułożenia projektu Banku Narodowego do prześwietney deputacyi projektu ekonomiki krajowej podana. Zaraz potem rzecz ukazała się drukiem w kilkuset egzemplarzach.

Jeden z nielicznych oryginałów jest w posiadaniu naszej biblioteki. Ze wzruszeniem przewracamy karty dzieła, które w swych rękach z pewnością mieli ojcowie Konstytucji 3 Maja. Egzemplarz zachował się w bardzo dobrym stanie. Z łatwością odczytujemy poszczególne rozdziały. Według warszawskiego kupca przyszły Bank Narodowy ma być własnością skarbu państwa. Na początek autor proponuje kapitał w wysokości do 40 mln złotych polskich emitowany w biletach po 10, 25, 50, 100, 500 i 1000 złotych. Uzasadnia, dlaczego najwięcej ma być banknotów 10-złotowych: są one potrzebne na prowincji, dla mniej zamożnych obywateli, dla ożywienia handlu i wyparcia obcej monety, która psuje polską ekonomikę.

W ocalałym w zbiorach biblioteki NBP egzemplarzu Planty znajdziemy proponowany przez autora wizerunek papierowego pieniądza. Miał to być prostokątny pas specjalnie spreparowanego papieru. Na awersie rok wydania i numer kolejny banknotu, herb krajowy wykonany metodą miedziorytu, określenie wartości w złotych polskich, stempel bankowy i cztery podpisy: komisarza bankowego prowincji wielkopolskiej, komisarza prowincji małopolskiej, komisarza prowincji Wielkiego Księstwa Litewskiego i dyrektora banku. Rewers zawierałby powtórzenie wartości pieniądza i napis „Bank Narodowy zapłaci za tą assygnacyją każdemu okazicielowi złotych polskich dziesięć (lub sto itd.) monetą w kraju kurs mającą, walor w gotowiźnie".

Banknot miał zawierać sekretne znaki wodne, trudne do podrobienia szlaczki na brzegach i drukowano by go, używając atramentu o tajemniczej zawartości. Kaposztas sporo miejsca poświęca sposobom produkcji pieniądza. Wylicza m.in., że w to dzieło powinni być zaangażowani w kolejności: papiernicy dla wyprodukowania specjalnego papieru, kolorysta do kolorowania biletów wedle sekretnego wzoru, miedziorytnik do zrobienia herbu, „stemplarz" do zrobienia stempla bankowego, giser do odlania sztampy drukarskiej, snycerz do „rżnięcia w drewnie formy brzegów biletowych" i – dodaje autor – użyty „…osobliwy inkaust wedle nowego arcanum".

Nie brak w Plancie praktycznych rozwiązań dotyczących cyrkulacji walorów papierowych. Autor mówi o sieci kantorów i kas, o sposobie zabezpieczania pieniądza itd. Jest to więc kompletny projekt urządzenia banku krajowego w państwie, które gorączkowo pragnie się reformować i unowocześniać. Niestety, były to działania mocno spóźnione. Rzeczpospolita upadła rozszarpana przez sąsiadów, upadł ostatni akord narodowego zrywu, powstanie kościuszkowskie, w którym Andrzej Kaposztas był członkiem rządu cywilnego i wraz z innymi patriotami dostał się do niewoli. Wycieńczony pobytem w osławionej Twierdzy Szlisselburskiej, zmarł w kilka tygodni po odzyskaniu wolności. A jego projekt odłożono na długie lata ad acta. Na bank narodowy trzeba było poczekać jeszcze ponad 130 lat!