Pokaż/Ukryj opcje strony

Krótka historia geniusza ekonomii

data publikacji: 21 Kwietnia 2016

autor: dr Paweł Kowalewski, Instytut Ekonomiczny, Narodowy Bank Polski

Dokładnie siedemdziesiąt lat temu odszedł John Maynard Keynes. Trudno jest wskazać innego ekonomistę, który bardziej wpłynął na życie nas wszystkich. Opisywanie jego życiorysu, a przede wszystkim jego wkładu w światową ekonomię, wydaje się zbyteczne. Po pierwsze, formuła tego krótkiego tekstu czyni taki opis niemożliwym. Po drugie, takiego opisu dokonali już wcześniej inni, a tych młodych czytelników zainteresowanych życiem tego brytyjskiego ekonomisty odsyłam do książek Roberta Skidesky'ego.

W tym tekście chciałbym jedynie skoncentrować się na luźnych przemyśleniach, za sprawą których uważam Keynes'a za największego ekonomistę wszechczasów.

W swoim poprzednim tekście poświęconemu jednostce rozliczeniowej SDR pisałem o tym, że była ona urzeczywistnieniem lansowanej przez Keynesa koncepcji o nazwie Bancor. Niestety Keynesa wówczas nie posłuchano. Zresztą nie pierwszy raz. Może się to wydawać dziwne. W końcu kiedy prowadzono rozmowy na temat nowego systemu ekonomicznego, Keynes nie był w stanie przeforsować swojej koncepcji. Jak powszechnie wiadomo, ekonomia  jest nierozerwalnie powiązana z polityką. Keynes był genialnym ekonomistą, gorzej mu jednak szło z przekonywaniem polityków. Nawet i geniusze mają swoje słabe strony. Współcześni jemu decydenci nie chcieli go słuchać. A szkoda, bo wówczas historia świata wyglądałaby najprawdopodobniej zupełnie inaczej. Być może udałoby się uniknąć koszmaru, jakim była druga wojna światowa. Ale nie uprzedzajmy toku wydarzeń.

O ile życie obeszło się z naszym bohaterem dziwnie, jeszcze dziwniej obchodzi się z nim historia. Jego osoba budziła i nadal budzi kontrowersje. Często przypisuje mu się osiągnięcia, których nie był autorem, a o jego prawdziwym wkładzie mówi się bardzo ogólnikowo.  Jego nazwisko dało podwaliny pod nowy nurt ekonomii, z którego treściami sam Keynes nie zawsze się zgadzał. A kiedy jego nauki zaczęły być wprowadzone w większości krajów zachodniej półkuli, on już tego nie dożył.

Rozgłos (raczej umiarkowany) uzyskał zaraz po zakończeniu pierwszej wojny światowej. Stanowczo sprzeciwił się temu jak zwycięzcy traktują pokonane Niemcy. Wymagało to wówczas naprawdę dużo odwagi, aby stanąć w obronie pokonanego znienawidzonego wroga. A to uczynił Keynes już w trakcie trwania negocjacji wersalskich wieńczących pierwszą wojnę światową.

Mszczenie się na przeciwniku za wywołany wcześniej konflikt – zdaniem Keynesa - było krótkowzroczne. Rujnując sąsiada, rujnujemy i siebie. Narzucenie na gospodarkę niemiecką ogromnych reparacji już od samego początku budziło jego sprzeciw.  Co jest lepsze dla światowego pokoju, pytał w sposób retoryczny? Płacenie narzuconych przez zwycięzców reparacji, czy też wzmocnienie gospodarki pokonanego kraju tak, aby jego obywatele zaczęli kupować towary brytyjskie czy francuskie i w efekcie przyczyniać się do wzrostu dobrobytu, zarówno Wielkiej Brytanii, jak i Francji? O tym wszystkim pisał w swoim dziele zatytułowanym „Ekonomiczne skutki zwycięskiego pokoju" z 1919 r.

 Najwyraźniej wyprzedzał swoją epokę, inni często nie nadążali za jego sposobem myślenia. Nauka jednak nie poszła w las, niestety koszt opóźnienia był bardzo duży. Świadomi przykrych (a raczej tragicznym doświadczeniem) alianci dołożyli wszelkich starań, aby jego zalecenia towarzyszyły rekonstrukcji Niemiec po drugiej wojnie światowej. Co z tego, kiedy on sam już nie dożył nawet chwili powstania Republiki Federalnej Niemiec.

Chyba jeszcze bardziej gorzką pigułką dla Keynesa była przegrana z ówczesnym kanclerzem Skarbu Wielkiej Brytanii, Winstonem Churchillem. Chodziło o przywrócenie parytetu wymiany (funta na złoto) po kursie sprzed wybuchu pierwszej wojny światowej. Mimo coraz bardziej chwiejnej gospodarki, Wielka Brytania wówczas nadal aspirowała do bycia głównym mocarstwem światowym. A takiemu nie przystoi dewaluować swojej waluty. Keynes oczywiście rozróżniał rozbujałe ambicje polityczne jego rodaków od coraz bardziej ograniczonego potencjału ekonomicznego rodzimej gospodarki. Doskonale rozumiał, że upieranie się przy nierealistycznym kursie nie tylko nie przyczyni się do wzrostu potencjału politycznego Wielkiej Brytanii, ale wręcz go uszczupli. I tak też się stało.

Keynes nie był prorokiem i zdarzały mu się błędy. Nie był w stanie przewidzieć krachu na giełdzie nowojorskiej, co też odbiło się w sposób bolesny  na jego własnych finansach. Paradoksalnie jednak, to za sprawą wywołanego przez wspomniany krach na giełdzie kryzysu zdobył przepustkę do historii. Zachęcił rządy do ingerencji w gospodarkę, twierdząc, że sam rynek nie jest w stanie podołać nowym wyzwaniom gospodarczym. Innymi słowy, to rząd ma zastąpić niewidzialną rękę rynku. Tym samym dał podwaliny pod to, co się określa mianem interwencjonizmu rządowego w gospodarce.

Początkowa reakcja rządów na wydarzenia z początku lat trzydziestych budziła ostry sprzeciw Keynesa. Ówczesne władze odwoływały się do tego, co można byłoby dziś nazwać ekonomiczną ortodoksją. Choć dzisiaj trudno w to uwierzyć, wówczas pierwszym objawom kryzysu próbowano zaradzić za pomocą podnoszenia stóp procentowych, wyższych podatków oraz obniżenia wydatków. Keynesowi raz jeszcze przyszło iść pod prąd. Stał się orędownikiem wspierania gospodarki za pomocą wydatków publicznych. To właśnie Keynes powiedział, że jeśli zajdzie potrzeba, to sens ma nawet zburzenie całego południowego Londynu i odbudowanie od nowa. Chodziło o  to, aby nie marnować niewykorzystanych dotąd zasobów ludzkich. Zwykł mawiać, że tego typu działania są kosztowne, ale na pewno nie tak kosztowne jak nierobienie czegokolwiek. Bardzo dużo publikował. W tym i książkę o tytule: „Środki prowadzące do bogactwa" (Means to Prosperity). Za namową swoich przyjaciół wysłał ją do prezydenta USA. Opłaciło się.

W 1934 roku nawet doszło do spotkania Keynesa i Roosevelta, ale jest mało prawdopodobne, aby to spotkanie wpłynęło w jakimkolwiek stopniu na prowadzoną wówczas w USA politykę gospodarczą. Być może za sprawą tego spotkania co niektórzy przypisują mu autorstwo programu ekonomicznego USA (Nowy Ład), którego Keynes nie był jednak autorem. Nie wolno zapominać, że Keynes wydał dzieło swojego życia („Ogólna Teoria Zatrudnienia,  Procentu i Pieniądza") dopiero w 1936 roku. Dzisiaj możemy powiedzieć, że była to swoistego rodzaju biblia dla wszystkich zwolenników wcześniej już wspomnianego interwencjonizmu ze strony państwa. Wcześniej występowała niezachwiana wiara w wolny rynek i nawiązywanie do myśli sięgającej jeszcze czasów innego geniusza ekonomicznego, Adama Smitha, niewidzialnej ręki. Do czasów Wielkiego Kryzysu triumfy święciła szkoła neoklasyczna. I to właśnie Keynes miał odwagę się jej przeciwstawić.

Kiedy świat zaczął się zachwycać dziełem Keynesa, sam Keynes zaczął wybiegać naprzód. Nie jest prawdą (tak jak mu przypisują jego przeciwnicy), że był zwolennikiem zadłużania się bez końca. Dlatego wiele jego obaw wzbudzała bazująca właśnie na ogromnych pożyczkach gospodarka brytyjska w trakcie drugiej wojny światowej. Szybko jednak myśli Keynesa zostały pochłonięte zupełnie czymś innym. Kiedy jeszcze w świecie trwała działania wojenne, Keynesowi przyszło tworzyć podwaliny pod mający nastać po wojnie nowy ład gospodarczy. Mimo już ogromnego dorobku,  jak i uznania na świecie, był w bardzo niekomfortowej pozycji. Nie wolno zapominać o tym, że ład piszą zwycięzcy. Jednak wśród tych ostatnich musi być zawsze hegemon, a rola ta przypadła USA. Amerykańskie stanowisko reprezentował inteligentny, ale jeszcze bardziej kontrowersyjny, Harry Dexter White. Keynesowi przyszło reprezentować stanowisko reszty świata. Jak się szybko okazało, interesy USA i pozostałych zwycięzców nie zawsze były zbieżne ze sobą.

Wszystkim chodziło przede wszystkim o to, aby nie dopuścić ponownie do Wielkiego Kryzysu, który walnie przyczynił się do wybuchu drugiej wojny światowej. Keynes wiedział doskonale o tym, że kluczem do sukcesu będzie uruchomienie mechanizmu mającego na celu niedopuszczenie do zakłócenia równowagi. Aby tak mogło się stać, musiałyby woli Keynesa podporządkować się także i USA. Te jednak tego nie chciały i dlatego Harry Dexter White skutecznie torpedował wszelkie pomysły Keynesa, dążącego do poddania gospodarki USA tym samym prawom jakie miały obowiązywać pozostałe kraje. Dlatego też nie doszło do wprowadzenia w życie jednostki rozliczeniowej Bancor. Powód był prosty: USA chciały zachować za wszelką cenę uprzywilejowany status swojej własnej waluty. I jak na największe mocarstwo przystało, postawiły na swoim.

Jeszcze Keynes nie zdążył ochłonąć po konferencji Bretton Woods, przyszło mu się zmagać z kolejnym wyzwaniem jaki był zwrot wcześniej zaciągniętych przez jego kraj pożyczek. Negocjacje były szalenie trudne, ludziom ze swojego najbliższego otoczenia skarżył się na ich przebieg, określając je mianem prawdziwego piekła. Nie był dobrego zdrowia. Chorował na serce, które nie wytrzymało spiętrzenia  obowiązków. 21 kwietnia 1946 roku Keynes umarł właśnie na serce. Nie miał dzieci, ale jak ktoś słusznie zauważył, osierocił gospodarkę brytyjską. Mimo dwóch zwycięskich wojen, stan tej gospodarki zostawiał wiele do życzenia. Może gdyby żył, udałoby się skrócić okres trudności gospodarczych jego ojczyzny. A tak, Wielka Brytania potrzebowała prawie czterech dekad, aby wreszcie przezwyciężyć  regres gospodarczy.

Spuścizna po Keynesie i silny polski akcent

Mimo, że wiele osób upatruje keynesizmu w polityce gospodarczej USA z początku lat trzydziestych, to tak naprawdę jej wprowadzenie w życie zaczęło następować po drugiej wojnie światowej. Lata pięćdziesiąte i sześćdziesiąte ubiegłego wieku były punktem szczytowym keynesizmu. Fakt szybkiej odbudowy świata zachodniego po drugiej wojnie światowej jest w dużej mierze zasługą Keynesa i innych ekonomistów reprezentujących jego poglądy.

Mówiąc o nurcie keynesizmu w nauce ekonomii, należy wspomnieć o wkładzie polskiej myśli ekonomicznej. Nie sposób tutaj nie wspomnieć o najlepszym polskim ekonomiście wszechczasów, Michale Kaleckim. Działał w tym samym czasie co Keynes. Niektórzy twierdzą wręcz, że wyprzedzał w niektórych kwestiach naszego bohatera. Za sprawą niestety nie zawsze należycie szanowanego  przez rodaków prof. Kaleckiego, Polska ma swój niepodważalny wkład w nurt ekonomii zwanej keynesizmem.

Keynesizm można postrzegać też w kategoriach swoistego rodzaju konieczności dziejowej. Jego powstanie, a przede wszystkim rozkwit, zbiegają się z powstaniem poważnej alternatywy dla gospodarki rynkowej, jaką była gospodarka nakazowo rozdzielcza. Ta ostatnia, wbrew obiegowej opinii, miała całkiem spore osiągnięcia (zwłaszcza w latach pięćdziesiątych ubiegłego wieku) i zanim zbankrutowała pod koniec lat osiemdziesiątych XX wieku, zdążyła narobić sporo zamieszania w umysłach ekonomistów świata zachodniego. Sukcesy gospodarki nakazowo rozdzielczej zachęcały tychże ekonomistów na początku drugiej połowy XX wieku do zwiększenia roli państwa w zarządzaniu gospodarką. Chodziło o dwie kwestie powiązane ze sobą. Ingerencja państwa miała nie dopuścić do powtórki z kryzysu z  1929 roku i wiążącego się z nim bezrobociem. Rzecz w tym, że wywołana kryzysem pauperyzacja społeczeństwa mogłaby wygenerować sympatie dla często popieranych przez ZSRR partii komunistycznych. Stąd też interwencjonizm państwowy przy równoczesnym znacznie większym poszanowaniu praw własności okazał się zbawienny dla krajów zachodnich z punktu widzenia zahamowania ekspansji modelu gospodarki nakazowo rozdzielczej poza blok wschodni. Zmierzch keynesizmu nastąpił w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku, kiedy nadmierna ingerencja ze strony państwa doprowadziła do wzrostu inflacji. Ciekawe jest też to, że zmierzch keynesizmu zbiega się z pierwszymi objawami ostatecznie prowadzących do bankructwa kłopotów gospodarki nakazowo rozdzielczej. Zniknięcie tej ostatniej doprowadziło do supremacji neo-liberalizmu, który możemy nazwać swoistego rodzaju zaprzeczeniem keynesizmu. Inna kwestia, to co by się działo, gdyby Keynes żył dłużej? Może by zreformował pochodzący od  jego nazwiska nurt?

Jeszcze dziesięć  lat temu, keynesizm był w odwrocie, a niektórzy mu wróżyli odejście do podręczników historii gospodarczej. Kryzys z 2007 i 2008 roku wywrócił do góry nogami porządek ustanowiony przez szkołę neo-liberalną. Na przestrzeni niespełna dwóch lat nastąpił triumfalny powrót szkoły keynesowskiej. Niestety nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki i bazowanie na powstałej w XX wieku szkole może być ryzykowne. Świat XXI wieku niesie za sobą nowe wyzwania. Ekonomiści czują się zagubieni. Sięgają do tak ryzykownych środków jak ujemne stopy procentowe. A wielu z nich na pewno po cichu myśli o tym, co by w obecnych okolicznościach przedsięwziął Keynes. Bo w siedemdziesiąt lat od jego śmierci nie pojawił się jeszcze ekonomista jego kalibru…