Pokaż/Ukryj opcje strony

Porsche, czyli pakt z diabłem

data publikacji: 23 Kwietnia 2014

autor: Piotr Aleksandrowicz

"Saga rodu Porsche" ma trzy wątki. Dla fanów motoryzacji techniczno – sportowy. Dla miłośników finansów – biznesowy, głównie z ostatnich 20 lat. Dla zainteresowanych odpowiedzialnością przedsiębiorców – etyczny, dotyczący kooperacji założyciela firmy, Ferdynanda Porsche, z nazistami i Adolfem Hitlerem.

„Sagę rodu Porsche”, która właśnie ukazała się nakładem Wydawnictwa Sonia Draga, napisali doświadczony dziennikarz, wieloletni redaktor naczelny tygodnika Der Spiegel Stefan Aust oraz Thomas Ammann, przedstawiany jako ekspert motoryzacyjny Porsche.

Wątek techniczny „Sagi”, pokazuje, jak konsekwentnie rozwijały się od końca XIX wieku konstrukcje Ferdynanda Porsche i jego syna Ferry’ego oraz ich pracowników i następców. Życiorys Ferdynanda jest pouczający dla ambitnych młodych ludzi, którzy swoje fascynacje techniczne chcieliby przekuć w sukces finansowy. Otóż urodził się w północnych Czechach, a jego ojciec był hydraulikiem. Ferdynand w dzieciństwie pomagał mu w warsztacie, a wieczorami eksperymentował - wbrew ojcu - z elektrycznością (jego instalacja była pierwsza w miejscowości) i uczestniczył w wieczorowych wykładach cesarskiej szkoły technicznej w Libercu. Ale już w wieku 18 lat wyjechał z Czech do Wiednia do pracy w zakładach elektrycznych Bela Egger. Upór, poszukiwanie wiedzy i umiejętności, twardy charakter, ciekawość świata - te cechy charakteru pokazał już we wczesnej młodości.

W Bela Egger Ferdynand spędził pięć lat, tam też nie mając formalnego wykształcenia technicznego skonstruował silnik elektryczny. Po czym mając 23 lata przeniósł się do Jacob Lochner and Company , fabryki powozów dla rodziny cesarskiej, która zaczęła także konstruować i produkować samochody. Porsche swój pierwszy pojazd skonstruował w 1898 roku, miał dwa silniki elektryczne wmontowane w przednie koła, dzięki czemu zlikwidował dyferencjały, przekładnie, koła zębate, pasy, etc. To rozwiązanie zastosowano po 70 latach w pojazdach księżycowych NASA. A potem konstruował i konstruował, od pierwszych pojazdów hybrydowych z przełomu XIX i XX wieku przez Volkswagena Beetle, przedwojenne pojazdy wyścigowe, po powojenne sportowe auta Porsche II połowy XX wieku.

W wątku biznesowym ciekawe są dwa zagadnienia. Pierwsze to wyprowadzenie z kłopotów finansowych w latach 90. zarówno Volkswagena jak i Porsche przez zdolnych menedżerów wynajętych przez właścicieli koncernów. Porsche uratował Wedelin Wiedeking, który zaczął kierować firmą w 1992 roku, kiedy sprzedaż po utracie rynku amerykańskiego spadła do zaledwie ok. 20 tysięcy egzemplarzy, a straty wyniosły prawie ćwierć miliarda marek. Wówczas w ogóle nie było wiadomo, czy firmy nie przejmie silniejszy konkurent – stale płynęły oferty z Japonii, Niemiec, od Fiata. Jednak Porsche utrzymało samodzielność i po kilku latach wróciły zyski, sprzedaż przekroczyła 50 tysięcy egzemplarzy, a w cztery lata po uruchomieniu produkcji SUV-a Cayenne w 2006 roku padła kolejna bariera 100 tysięcy egzemplarzy. Porsche z deficytowej firmy stał się najbardziej rentownym producentem samochodów na świecie. Jak Wiedeking tego dokonał? Dość tradycyjnymi metodami – maksymalnym cięciem kosztów, jakością, radykalnym odświeżeniem kluczowego modelu 911, dobrym marketingiem. Ale także wprowadzeniem japońskich rozwiązań i metody ciągłych ulepszeń kaizen . Nie odkrywczość była ważna, lecz skuteczność Wiedekinga. Opisy jego zachowań w fabryce i wobec pracowników budzą uśmiech – zaczynał bowiem od „Albo upora się pan z tym do jutra, albo pana wyrzucę”.

W wątku biznesowym ciekawy jest też opis nieudanej próby przejęcia Volkswagena przez Porsche, oczywiście na kredyt, co spowodowało konieczność dopuszczenia do firmy inwestora z Kataru, by zmniejszyć długi. Aktualnie nadal Porsche ma większość akcji Volkswagena, ale same jest jego własnością. Zresztą przekształcenia własnościowe i struktura obu firm jest dość skomplikowana i niewiele z niej wynika, poza tym, że rodziny Porsche i Piech kontrolują i Porsche, i Volkswagena (w radzie nadzorczej Volkswagena są trzy osoby o nazwisku Piech i dwie o nazwisku Porsche). Jest też w książce trochę prywatnych informacji o obu rodzinach połączonych wspólnymi losami i małżeństwem córki Ferdynanda Louise z Antonem Piechem, a także licznymi konfliktami, ale ten wątek jest najmniej interesujący.

Próba przejęcia Volkswagena przez Porsche skończyła się pozwami ze strony funduszy ryzyka, które grały na tej transakcji, poniosły straty i oskarżyły kierownictwo Porsche o manipulacje papierami wartościowymi. Wiszące nad firmą procesy uniemożliwiły zresztą w 2012 roku formalną fuzję Volkswagena i Porsche. Nie były to pierwsze procesy w historii obu firm. Na początku lat 90. szefem Volkswagena został Ferdynand Piech, wnuk Ferdynanda Porsche (aktualnie jest szefem rady nadzorczej). Zaimportował wybitnego specjalistę od restrukturyzacji z General Motors, Jose Ignacio Lopeza. Skandal wybuchł, gdy u bliskich współpracowników Lopeza znaleziono tajne dokumenty wykradzione z Opla, należącego do General Motors. Pikantnych historii jest w „Sadze…” zresztą więcej, ale z drugiej strony detaliczne fragmenty z historii Porsche i Volkswagena w pewnym momencie zaczynają nużyć i książkę zaczyna się już momentami raczej kartkować niż czytać.

Trzeci wątek – kooperacji z nazizmem - opisują rozdziały poświęcone latom 1931-1947 i związkom najsłynniejszego z rodu Porsche – Ferdynanda z narodowymi socjalistami. To nie jest tylko historia, lecz pouczający znakomity materiał typu case study do dyskusji na temat moralności biznesu i przedsiębiorców, pogoni za pieniędzmi, odpowiedzialności społecznej, związków z polityką i politykami.

Ferdynand Porsche miał bliskie i przyjacielskie stosunki z Adolfem Hitlerem, który był zafascynowany jego kompetencją techniczną. Brał wielkie pieniądze od nazistów, a w czasie wojny robił co mógł na chwałę tysiącletniej Rzeszy produkując pojazdy wojskowe oraz projektując czołgi i działa pancerne. Pracowali dla niego w zakładach w Wolfsburgu jeńcy i więźniowie. O tym wszystkim możemy przeczytać, natomiast nie dostrzegłem w „Sadze…” informacji, że Ferdynand Porsche był członkiem NSDAP i SS, choć można ją znaleźć w innych źródłach (czeska Wikipedia pokazuje wręcz zdjęcia legitymacji NSDAP i dokumenty, gdzie Porsche jest tytułowany oberfuhrerem SS).

Rozdziały poświęcone hitlerowskiej idei samochodu dla ludu, który zaprojektował Porsche, budowie fabryki Volkswagena w Wolfsburgu (właścicielem był nazistowski Niemiecki Front Pracy, ale generalnym dyrektorem został Ferdynand Porsche, potem jego syn), pracom projektowym nad czołgami Leopard, Tygrys i Mysz, a także przy pociskach V1, pokazują jak łatwo konstruktor, biznesmen i przedsiębiorca, może zawrzeć pakt z diabłem. Najpierw w okresie fascynacji wielkimi planami lat 30 (masowa motoryzacja, budowa autostrad), potem podtrzymywany już po wybuchu wojny. Ba, pakt trwał, mimo że w otoczeniu Porsche było wielu Żydów. Jeden z jego czołowych wyścigowych kierowców Hans Stuck miał problemy ze względu na żydowskie pochodzenie żony, zaś współzałożyciel firmy Adolf Rosenberger musiał uciekać z Niemiec. Ów pakt z diabłem - wynika z książki – Ferdynand Porsche zawarł dla chwały i dla pieniędzy, dzięki którym mógł podtrzymywać sławę i realizować swoją pasję konstruktorską.

Mimo wszechstronnego wspierania nazistów Ferdynand Porsche uniknął odpowiedzialności po wojnie. Początkowo lewicowy powojenny rząd francuski chciał, by zaprojektował dla niego ludowy samochód, ale w końcu Ferdynand Porsche 20 miesięcy spędził w obozie śledczym w okupowanych Niemczech, a potem głównie w więzieniu w Dijon, gdzie wszakże pracował dla Renault. Nigdy nie był skazany i zachował firmę. Jak zauważają autorzy „Sagi”, właściwie nigdy też po wojnie nie skomentował swojej współpracy z hitleryzmem. Nie dowiemy się też, bo autorzy na tym kończą wątek, czy tak się stało z poczucia winy, czy żalu, że tysiącletnia Trzecia Rzesza, którą tak wspomagał, przetrwała zaledwie 12 lat.

Jego syn, też Ferdynand – Ferry Porsche, urodzony w 1910 roku, pracując przez lata z ojcem także kooperował z hitlerowcami. Natomiast u ojca podkreślał, że „był jednym z pół tuzina ludzi, którzy w całych Niemczech ośmielali się mówić co myślą otwarcie w obecności Hitlera”. Tyle, że te otwarte myśli, jak wynika z książki Austa i Ammanna, dotyczyły raczej rozwiązań technicznych, a nie zbrodni.

„Saga…” i z tego powodu zasługuje na przeczytanie. Pro memoria.

1 Kaizen jest koncepcją ciągłego doskonalenia, usprawniania. Polega ona na zaangażowaniu wszystkich pracowników organizacji, niezależnie od szczebla, w stałe poszukiwanie pomysłów udoskonalenia wszystkich obszarów organizacji.