Pokaż/Ukryj opcje strony

Nogi do góry!

data publikacji: 4 Lutego 2015

autor: Piotr Aleksandrowicz

Po „Like a Virgin. Czego nie nauczą cię w szkole biznesu" z dużym zainteresowaniem zacząłem czytać „Biznes do góry nogami wywrócony", kolejną wydaną w Polsce książkę znanego brytyjskiego przedsiębiorcy Richarda Bransona. I niestety, rozczarowałem się. Bo choć to, o czym pisze Branson – przyjęcie przez biznes odpowiedzialności za świat - może okazać się  decydujące dla przyszłości kapitalizmu, wielkich korporacji i przedsiębiorców, to jednak sposób w jaki zostało przedstawione, jest zbyt nużący, by wzbudzić emocje i zainteresowanie u czytelnika. A tak bardzo stara się o to autor, człowiek pełen pasji, emocji, który nie stroni od przymiotników i wykrzykników.

Branson jest seryjnym przedsiębiorcą, człowiekiem, który w ciągu 40 lat stworzył imperium ponad 300 firm Virgin i dorobił się majątku wartego kilka miliardów funtów, a w tej chwili gros swojego czasu poświęca, jak mówi, na czynienie dobra.

Również główna myśl książki jest taka właśnie: w biznesie wszyscy, od pracownika po szefa powinni tworzyć zysk, ale powinni też czynić dobro. Na tym ma polegać „biznes wywrócony do góry nogami". Jak pisze Branson we wstępie: „Zanim zaczniemy, chcę jasno wytłumaczyć, co rozumiem przez wywracanie biznesu do góry nogami. Po pierwsze, wymaga to rezygnacji ze skupiania się na krótkoterminowych przychodach na rzecz szerszego zrozumienia, czym tak naprawdę jest tworzenie zysku. Mówię o tworzeniu wartości dla udziałowców, pracowników, klientów, środowiska i wszystkich, których nasz biznes dotyczy. Po drugie, wywracanie biznesu do góry nogami oznacza włączenie ludzi i naszej planety do kluczowych zadań firmy – tak aby nasze działania pozwalały tworzyć więcej lepszych miejsc pracy, chronić i odbudowywać zasoby naturalne oraz sprawiały, by ludzie byli zdrowsi i szczęśliwsi, a jednocześnie przynosiły solidne zyski finansowe. Od dawna powtarzam, że nie ma sprzeczności między celami społecznymi i ekologicznymi, a komercyjnymi. W rzeczywistości one się wzajemnie wzmacniają, a przyszła zyskowność biznesu zależy od uwzględnienia wartości społecznych i ekologicznych".

Natomiast pod koniec książki, Branson cytuje z aprobatą jedną z jej bohaterek Elę Bhatt, która założyła Związek Samozatrudnionych Kobiet w Indiach i tak mówiła w ONZ: „Apeluję, byśmy natychmiast – zanim zmodernizujemy i zurbanizujemy świat, uzbrojony w technologię i kapitał – zatrzymali się i uważnie spojrzeli na struktury ekonomiczne i społeczne, które zanikają lub są niszczone w imię rozwoju. Urbanizacja to nie rozwój. Technologia, jeśli prowadzi do braku równowagi, nie jest rozwiązaniem. Jeśli zysk stanowi jedyną miarę naszego sukcesu, będziemy przymykać oczy na wyzysk ludzi i natury. Tak długo, jak długo naszym celem jest maksymalizacja produkcji i konsumpcji, a postęp i bogactwo są mierzone kapitałochłonnym uprzemysłowieniem, eksportem i PKB danego kraju, wzmacniamy brak równowagi i nierówności". 

Jak każde dzieło  - film, książka, esej, wykład  - o pozytywnych działaniach i ludziach, również i ta książka już na starcie ma gorszą pozycję. Wszak lepiej się czyta rzeczy krytyczne, negatywne – taka jest natura człowieka. Tym bardziej zatem nie powinna być przegadana i zbyt słodka. Branson szczęśliwie nie doprowadza jeszcze czytelnika do mdłości, ale niestety w wielu miejscach nudzi. I tak jak poprzednią jego książkę mogłem rekomendować z czystym sumieniem, tak tej niestety nie mogę.

Jeden z recenzentów w amazon.com napisał, że liderzy biznesu powinni ją przeczytać, by dowiedzieć się jak można osiągnąć równocześnie finansowy i społeczny zwrot z kapitału. Przedsiębiorcy, by wiedzieli jak można osiągnąć sukces odpowiadając na potrzeby nowych rynków, nowych klientów i za pomocą nowych modeli biznesowych. Studenci, którzy myślą, o sensie życia i kariery, mimo że skoncentrowani są na robieniu pieniędzy. Dowiedzą się bowiem z niej, że jedno nie jest sprzeczne z drugim. Aktywiści społeczni i środowiskowi dzięki Bransonowi zrozumieją, że biznes nie jest ich wrogiem, lecz sojusznikiem, co pomoże wyeliminować jednowymiarowe myślenie o zamożnych, korporacjach i jednym procencie najbogatszych w skali globu. Od siebie mogę dodać jeszcze, że istotny wydał mi się refleksyjny charakter książki Bransona.  Obojętne czy właśnie ktoś założył swój pierwszy biznes, czy szuka pierwszej pracy, czy pracuje już od kilku lat z umiarkowanym poczuciem satysfakcji, zawsze warto się zastanowić, komu i czemu ma to służyć, czy klientom, sąsiadom, obywatelom, znajomym, kolegom w pracy i pracownikom, pomaga w życiu, czy nie, czy służy zrównoważonemu rozwojowi czy nie. Odrobina autorefleksji może okazać się największą wartością tej lektury.

Negatywne recenzje „Biznesu…" skupiają się na powtórzeniach i przegadaniu  – to zrozumiałe. Ale i na tym, że zbyt dużo w książce autopromocji, zbyt dużo Bransona, Virgin,  „me, my and myself". Z tym argumentem nie zgadzam się. Jest bowiem wartością  zbudowanie książki na doświadczeniach fascynującej postaci jaką jest Branson, jest też nią  emocjonalne zaangażowanie autora.

Mimo, że prowadzi ono czasem do nienajlepszych efektów. W swoim pisarstwie twórca Virgin jest bowiem dość chaotyczny. W tym samym rozdziale, który wprawdzie zawsze ma jakiś tytuł, ale jest on „niezobowiązujący", skacze z tematu na temat i pisze np. o pomocy dla więźniów, monitoringu bezdomnych, AIDS i HIV, pierwszej firmie farmaceutycznej non profit, klubach fitness w RPA, Akademii Khan, sieci publicznych szkól czarterowych, firmie produkującej zrównoważone napoje bezalkoholowe i innej – z żywnością wegetariańską. Zresztą w tym korowodzie nie zawsze pojawiają się firmy i biznes, czasem są to po prostu ludzie, których spotkał Branson i z jakiegoś powodu uznał, że warto ich przedstawić. Stąd „Biznes postawiony na głowie" czasem przypomina leksykon, czasem książkę telefoniczną, a czasem słowotok nieposkromionego gaduły.

Po czym Branson nagle się otrząsa i wraca na ziemię, do świata biznesu, gdzie dostrzega nowe szanse i zauważa niemal mimochodem: „w miarę jak rządy przestają zapewniać podstawowe usługi, a problemów w skali lokalnej i światowej przybywa, mamy szanse tworzyć nowe rodzaje biznesów, które będą zaspokajać te potrzeby i wprowadzać realne zmiany". Jedno z jego ładniejszych powiedzeń brzmi zresztą: „Okazje biznesowe są jak autobusy. Zawsze jakiś podjedzie".

Choć autor wykorzystuje własne doświadczenia, nie jest to książka, z której wiele dowiemy się o duszy i charakterze Bransona, poza tym, że ma intelektualne ADHD, gonitwę myśli, angażuje się „na maksa" i daje z siebie dużo w mniej lub   bardziej ważnych sytuacjach. Te emocje przelewa na czytelnika. Jeżeli ktoś w czasie  tej lektury im ulegnie, musi uznać Bransona za fajnego kumpla, sympatycznego wariata , czasem ryzykanta, zawsze pasjonata.

Ale ponieważ nie wszystkiego dowiemy się o Bransonie z tej książki,  warto też poszukać w innych źródłach informacji,  jakie Branson prowadził biznesy (media, podróże kosmiczne, bankowość, muzyka, telekomunikacja, handel), od czego zaczynał (gazetka studencka, potem studio nagraniowe), jakie firmy stworzył (ponad 300 z flagową Virgin Airlines), a jakie zdecydował się sprzedać, by mieć pieniądze na nowe przedsięwzięcia (m.in. Virgin Records). Wówczas dowiemy się też w jakie sporty się angażował (wyścigi formuły 1), jakie rekordy sam chciał pobić (przelot balonem przez Pacyfik i dookoła świata, przepłynięcie amfibią kanału La Manche, a jachtem Atlantyku), jaką eksplorację próbuje otworzyć dla komercyjnych klientów (loty suborbitalne w kosmosie).

Możemy się też dowiedzieć z lektury, że najważniejszą radą w życiu była ta, której udzieliła mu matka, by nie patrzeć za siebie żałując tego co się zrobiło, lecz zawsze jak najszybciej przechodzić do nowego zadania (napisał Branson: „ludzie tracą niesamowite zasoby czasu na rozważanie porażek zamiast poświęcić energię na nowe projekty"). Druga to porada Freddie Lakera, prekursora tanich lotów atlantyckich, żeby zawsze starać się być na pierwszej stronie, a nie ostatniej w gazetach, nawet jeśli trzeba do tego zrobić z siebie durnia („ i tak też robiłem wiele razy").

Możemy też odnaleźć kilka złotych myśli Bransona, bo w „Biznesie…" nie ma ich zbyt wiele. „Biznes musi wciągać, musi być zabawą, musi wyciskać z ciebie twoje twórcze instynkty". Albo: „Żeby być dobrym liderem musisz lubić ludzi". I jeszcze: „Moja filozofia biznesu: tworzyć coś, z czego jesteś dumny. Nigdy nie wszedłem w żaden biznes tylko po to, żeby zarabiać pieniądze. Jeśli to ma być jedyny motyw, to lepiej nic nie robić".

Z tym, że Branson coraz częściej organizuje przedsięwzięcia, w których zysk już w ogóle nie jest celem. Jedno z ostatnich to stworzenie opiniotwórczego „Teamu B" - grupy ludzi, którzy mają realizować „plan B".  Bowiem „plan  A" czyli „business as usual" już nie działa. Kapitalizm i biznes mają sens tylko w postaci „planu B" – czynienia dobra na świecie, myślenia o ludziach, rozwiązywania problemów  poprzez tworzenie zrównoważonej gospodarki. Ekologicznej, niskoemisyjnej, przejrzystej, takiej, w której korporacje stawiają sobie długoterminowe cele, a nie zysk w najbliższym kwartale. „Team B" to grupa kilkunastu ciekawych postaci, takich m.in. jak szef koncernu Unilever Paul Polman, głowa koncernu Tata - Ratan  Tata,  dziennikarka internetowa Arianna Huffington, założyciel  Tom's Shoes  Blake  Mycoski  (model biznesowy Tom's Shoes jest taki, że za każdą jedną sprzedaną parę butów firma dostarcza potrzebującym drugą gratis), Muhammad Yunus  (bank mikropożyczek Grameen) i członkinie innego ciała animowanego przez Bransona – Rady Starszych,  byłe panie premier Irlandii (Mary Robinson) i Norwegii (Gro Harlem Brundtland). „Team B" ma tworzyć przyszłość, w której celem biznesu jest bycie siłą napędową korzyści społecznych, środowiskowych i ekonomicznych. 

Na koniec książki Branson pisze tak: „Opracowaliśmy kilka sposobów na to, abyś mógł się zaangażować i zacząć tradycyjny biznes wywracać do góry nogami już teraz…

1. Przyłącz się do światowej społeczności Unite – jako darczyńca, stronnik, zwolennik lub organizator. Pomóż nam wywrócić do góry nogami tradycyjny biznes [Virgin Unite to prospołeczne ramię grupy Virgin – przyp.  P.A.]

2. Podziel się swoją historią – opowiedz mi o biznesie swoim lub tym, który podziwiasz, żeby wszyscy mogli usłyszeć o wspaniałych zmianach zachodzących na świecie.

3. Znajdź inspirację – opracowaliśmy fascynujące badania dużych i małych firm, które już się przekształciły, oraz obiecujące biznesy, które dopiero zaczynają – zapoznaj się z nimi.

4. Nie zapominaj: nigdy nie akceptuj czegoś, co jest nie do zaakceptowania – a przy tym dobrze się baw!"

To koniec książki? Ależ skądże, Branson nie chce się rozstawać, ani ze swoimi bohaterami, ani czytelnikami. Więc jeszcze raz wymienia i opisuje te firmy, które już realizują „plan B", uwierzyły kaznodziei i dzięki temu znajdą się w gronie zwycięzców w XXI wieku.

Aravind, największy w świecie system opieki okulistycznej dla ubogich Hindusów, 2,5 mln pacjentów, 300 tysięcy zabiegów chirurgicznych;

John Lewis – sieć sklepów w Wielkiej Brytanii zorganizowana jako spółka akcjonariatu pracowniczego;

Dutch Postcode Lottery, loteria oparta na kodach pocztowych (losuje się nie numer, lecz kod pocztowy, wygrywa społeczność i każdy jej członek otrzymuje nagrodę, nie tylko ten co kupił los). Holenderska loteria to jeden  z największych darczyńców na świecie -  przekazała  już 3,5 mld euro, połowę przychodów od 1989 roku;

Unilever, koncern, który uruchomił inicjatywę Shakti – każdy przeszkolony mikroprzedsiębiorca otrzymuje zestaw przedmiotów do sprzedaży bezpośredniej w najuboższych częściach Azji - dochód 700 -1000 rupii na miesiąc (kilkanaście dolarów), który podwaja miesięczny dochód w rodzinie mikroprzedsiębiorcy;

Ecotact – system franczyzowy toalet w Kenii;

Pavegen Glass – generujące prąd płyty chodnikowe.

A także „method" – biodegradowalne, nietoksyczne środki czyszczące, VeeV - napoje z brazylijskich jagód acai, przy sprzedaży których przekazywana jest wiedza o lasach deszczowych, Big Issue - największa gazeta uliczna na świecie rozdawana przez bezdomnych i jeszcze kilka innych.

Przedsiębiorstwa społeczne, korporacje z rozbudowanym poczuciem odpowiedzialności wśród pracowników, kapitalizm społeczny próbujący łączyć dobro z zyskami, nie są nowością, próbowano je rozwijać od dziesiątków lat. Jednak główny nurt kapitalizmu nadal płynie w innym kierunku – konkurencji, rywalizacji , twórczej destrukcji, nierówności. Czy teraz będzie inaczej? Zapewne nie, ale być może znaczenie moralne i materialne takich idei i ludzi je krzewiących jak Branson polega właśnie na tym, że łagodzą kanty, gdzie trzeba hamują, a gdzie trzeba dają inspirujące przyśpieszenie.