Pokaż/Ukryj opcje strony

Izrael - naród start-upów

data publikacji: 20 Września 2013

autor: Piotr Aleksandrowicz

"Naród start-upów" to współczesna historia Izraela opowiedziana z akcentem na niezwykłe sukcesy w dziedzinie nowych technologii i przedsiębiorczości. Historia państwa, które samo jest udanym start-upem.

Dan Senor, inwestor i urzędnik rządu amerykańskiego zaangażowany w sprawy bliskowschodnie oraz Saul Singer, były dziennikarz Jerusalem Post, napisali nasyconą faktami i anegdotami, mozaikowo barwną historię gospodarki Izraela. Od eksperymentów rolniczych pierwszych osadników w Palestynie na początku XX wieku, do rewolucji technologicznej przełomu XX i XXI wieku. To książka (wydana przez Studio Emka, premiera 1 października) o państwie o rekordowej w skali świata liczbie start-upów technologicznych. Także o rekordowej liczbie funduszy wysokiego ryzyka i nadzwyczaj wysokim udziale high-tech w eksporcie. W Izraelu tylko w 2008 roku inwestycje venture capital wynosiły 2 mld dolarów, nakłady na badania i rozwój sięgają zaś 4,5 procent PKB i w trzech czwartych pochodzą z biznesu. W XXI wieku Izrael miał 4 noblistów z chemii i 2 z ekonomii.

Książka Senora i Singera ukazała się w 2009 roku i zebrała świetne recenzje w mediach. Ale także od zwykłych czytelników. Zawsze sprawdzam głosy na amazon.com i rzadko kiedy proporcja jest tak przesunięta w stronę 5 i 4 gwiazdek jak w tym przypadku.

Dlaczego? Bo jest to książka z niespodzianką - wszak sukcesy Izraela częściej kojarzą się z wygranymi wojnami z Arabami, niż gospodarką. Bo rzecz jest znakomicie napisana. Bo wyjaśnienie jak doszło w Izraelu do rewolucji technologicznej i rewolucji przedsiębiorczości jest zaskakujące. Mianowicie kluczowa, zdaniem autorów, nie jest wyjątkowość etniczna, lecz imigracja i … przymusowa służba wojskowa odbywana przed studiami.

Imigracja to rzecz w miarę oczywista .”Imigranci nie boją się zaczynać od zera i z definicji są gotowi do podejmowania ryzyka. Naród imigrantów to naród przedsiębiorców” - czytamy. Z tym, że dla współczesnego boomu technologicznego szczególne znaczenie miał fakt, że w latach 90. do Izraela przyjechało około miliona rosyjskich Żydów, wśród nich dziesiątki tysięcy inżynierów, naukowców, lekarzy i biznesmenów.

Ale służba wojskowa? Otóż izraelskie siły zbrojne IDF w elitarnych jednostkach kształcą młodych Izraelczyków wzbogacając ich wiedzę technologiczną i specyficznie kształtując charaktery. O ile umiejętność szybkiego podejmowania decyzji nie wydaje się niczym nadzwyczajnym (choć istnieją przecież armie tak hierarchiczne, że żołnierz, czy młodszy oficer jedynie wykonuje spóźnione rozkazy), o tyle mniej oczywiste jest wykształcenie gotowości podejmowania ryzyka (niezbędne przy nowych technologiach i zakładaniu start-upów), a jeszcze mniej oczywista, zwłaszcza w armii, kultura kwestionowania autorytetów. W IDF otwartość, kreatywność, zdolność do improwizacji, inteligencja, poleganie na sobie, zdolność do rozwiązywania problemów, są najwyżej cenione. Tacy też są po wojsku kandydaci na studentów, którzy potem lądują na uczelniach z pierwszej ligi światowej. Trzy wyższe uczelnie Izraela znajdują się w pierwszej setce rankingu szanghajskiego (i w czołówce innych): Uniwersytet Hebrajski w Jerozolimie, Technion - Israel Institute of Technology i Weizmann Institute of Science, a uniwersytet w Tel Awiwie jest tuż za nimi.

Nadto służba w armii daje wstęp do Sieci. Z pewną przesadą można powiedzieć, że w Izraelu każdy zna każdego. I ma do niego zaufanie. Wiadomo jak jest istotny networking we współczesnymi biznesie, zwłaszcza takim, dla którego konkurencyjny rynek krajowy z definicji jest zbyt mały. Wszak Izrael to zaledwie 7 milionów mieszkańców.

Jednak choć autorzy akcentują dwa wytłumaczenia sukcesów technologicznych, równie często piszą o trzeciej przyczynie: niezwykle przemyślanej polityce państwa izraelskiego w zakresie innowacji i rozwoju oraz pozyskiwania venture capital (program Yozma). Te wątki pojawiają się w kilku rozdziałach. To co najciekawsze z polskiego punktu widzenia, to nie tylko opis rozwiązań i metod postępowania, ale i środki jakie przeznaczano na politykę innowacji. Otóż były one relatywnie niewielkie, tu 100, tam 200 mln dolarów... Z pewnością znacznie mniejsze niż dziś pompowane przez państwo polskie w ramach programu Innowacyjna Gospodarka w przedsięwzięcia, których innowacyjność jest żadna lub w najlepszym przypadku dyskusyjna.

Jakie zatem najważniejsze wieści przekazują autorzy i 90-letni dziś prezydent Izraela, Szymon Peres, który napisał przedmowę do książki i jest jednym z jej bohaterów ze względu na jego wkład w tworzenie nowoczesnych przemysłów? Cóż, mniej tu złotych myśli, więcej trafnych obserwacji tłumaczących fenomen Izraela.

  1. Zacznijmy od innowacyjności pierwszych osadników wracających do Izraela po 2 tysiącach lat wygnania. Jak pisze Szymon Peres „jedynym kapitałem jakim dysponowaliśmy, był kapitał ludzki. (…) Kiedy przekonali się , że ziemia jest jałowa, a wody brakuje, zabrali się za wynalazczość i technologię”. Wymyślili spółdzielnie - kibuce i moszawy. „Kibuc stał się inkubatorem, a rolnik naukowcem”.
  2. Wrogość otoczenia. „Podczas pierwszych 62 lat swojego istnienia Izrael został zaatakowany siedem razy. Kreatywność rodziła się w Izraelu w ilości proporcjonalnej nie do rozmiarów naszego kraju, ale do zagrożeń”.
  3. „Kreatywność w dziedzinie bezpieczeństwa stała się podwaliną przemysłu cywilnego.”
  4. Izrael jako mały kraj „miał tylko jedną opcję: dążyć do jakości opartej na kreatywności”.
  5. Założyciel Izraela, David Ben Gurion uważał, że przyszłość to nauki ścisłe. „Zawsze powtarzał, że w armii nie wystarczy być nowoczesnym, trzeba być przyszłoczesnym”.
  6. Kraj przeszedł hiperinflację i kryzys bankowy w latach 80. Lekcja okazała się skuteczna. Tylko w Kanadzie i Izraelu z państw najwyżej rozwiniętych nie zbankrutował w ostatnim kryzysie żaden bank. „Izraelskie banki były jak powozy konne, a amerykańskie jak samochody wyścigowe. I fatalnie się porozbijały”.
  7. I wreszcie znaczenie armii. „Można by oczekiwać, że kraj taki jak Izrael, gdzie ludzi uważa się za indywidualistów, będzie w związku z tym mniej opiekuńczy. Można by oczekiwać, że osobiste ambicje będą stały w sprzeczności z pracą zespołową. Można by też przewidywać, że takie społeczeństwo sterowane typem A, będzie mocniej zhierarchizowane. W rzeczywistości Izrael uzyskał [w badaniach kultur ponad 50 narodów – przyp. P.A.] wiele punktów za egalitaryzm, opiekuńczość i indywidualizm. W Izraelu zbiór z pozoru sprzecznych cech, jak jednocześnie wysoka motywacja i równość, ambicja i nastawienie na współpracę, zaczyna mieć sens, jeśli dorzucić do niego doświadczenie, jakie tak wielu Izraelczyków zdobywa w wojsku. Tam uczą się, że musisz ukończyć misję, ale że jedynym sposobem, by tego dokonać, jest praca zespołowa”.
  1. Obszerny cytat, ale potrzebny by zrozumieć fenomen Izraela. W latach 50 i 60 Izrael był bardzo etatystyczny, a nawet socjalistyczny. Po straconej dekadzie lat 80. (hiperinflacja) „w końcu jednak transformacja nastąpiła (…) Założyciele żyli w środowisku socjalistycznym i krzywo patrzyli na zyski. Teraz: – Wypracowywanie zysków jest uzasadnione, ponieważ wymyślamy coś nowego – mówi Erel Margalit, jeden z najlepszych izraelskich przedsiębiorców. – Nie ograniczasz się do handlu towarami, nie jesteś jedynie finansistą. Robisz coś dla ludzkości. Wynajdujesz nowy lek lub nowy procesor. Czujesz się jak falah, rolnik zaawansowanych technologii. Ubierasz się niedbale. Przebywasz z kumplami z jednostki wojskowej. Mówisz o tym, jak się żyje – niekoniecznie o tym, ile pieniędzy zarobisz, choć oczywiście o tym też. – Dla Margalita innowacje i technologia to dwudziestopierwszowieczna wersja powrotu do ziemi”.
  2. I znowu Szymon Peres: „– Największym wkładem narodu żydowskiego w historię jest niezadowolenie – wyjaśnia Peres. – Ono źle robi polityce, ale dobrze nauce. – Cały czas chcesz coś zmieniać i zmieniać – ciągnął Peres, mając na myśli zarówno naturę żydowską, jak i izraelską. Powtarzając to, co słyszeliśmy od prawie każdego oficera IDF-u, z którym przeprowadzaliśmy wywiad, Peres powiedział: – Każda technologia, jaka przychodzi do Izraela z Ameryki, trafia do armii i w ciągu pięciu minut oni ją tam zmieniają. – Ale to samo dzieje się poza IDF-em – taka nienasycona potrzeba, by majstrować, wymyślać i kwestionować”.
  3.  Izrael jest klasterem, jak Silicon Valley. „Na taki klaster składa się bezpośrednie sąsiedztwo wspaniałych uniwersytetów, wielkich firm, start-upów oraz ekosystemu, który je łączy – obejmującego wszystko, od dostawców przez grupy utalentowanych inżynierów po kapitał wysokiego ryzyka. Łatwiejszą do zauważenia cząstką klasteru jest rola wojska w pompowaniu funduszy B+R w nowoczesne systemy i elitarne jednostki technologiczne oraz skutek poboczny tej ważnej inwestycji – przechodzeniezarówno technologii, jak i kadr do cywilnej gospodarki”. Autorzy piszą także o Korei, Finlandii, Singapurze czy Szwecji, że tam również powstały takie klastery. Ale „tym, czego brakuje w tych innych krajach jest kulturowy rdzeń wytworzony w oparciu o bogatą mieszankę agresywności i zorientowania na zespoły, o izolację i spójność, i o to, że jest się małym, a mierzy się wysoko”.

Stosunkowo nieliczni krytycy książki Senora i Singera podnosili to, że maluje wyidealizowany obraz Izraela, nie dostrzega znaczenia finansowej pomocy amerykańskiej i amerykańskich Żydów oraz pomija kwestię konfliktu z Palestyńczykami. Jednak warto zauważyć, że wielu ludzi na świecie ciągle ma dość błędne wyobrażenia na temat tego konfliktu. Na przykład mało kto wie, że w Autonomii Palestyńskiej na Zachodnim Brzegu co trzecia palestyńska firma technologiczna kooperuje z izraelską. Jak pisał Bloomberg 15 marca 2011 roku, premier Autonomii Palestyńskiej Salam Fayyad trzyma na biurku egzemplarz „ Start up nation”, a Fareed Zakaria, znany komentator CNN stwierdził, że powinien ją przeczytać każdy arabski biznesmen, urzędnik i polityk, „ponieważ wyjaśnia ona głęboką przepaść pomiędzy Izraelem i światem arabskim”.

Zarzut idealizowania upada tym bardziej, że autorzy pracowicie zwracają uwagę na zagrożenia dla rozwoju Izraela. Na przykład ich zdaniem Izrael jest już nadmiernie uzależniony od światowego kapitału wysokiego ryzyka, a izraelskie firmy od rynków eksportowych. Zagrożeniem jest emigracja najzdolniejszych naukowców, którzy obawiają się życia w państwie frontowym. „Ich zastraszenie jest przecież celem Iranu” - mówi autorom premier Benjamin Netanjahu. Ale najważniejsze zagrożenie zdaniem autorów jest inne i nie dotyczy już elity gospodarczej czy naukowej. To niepełne wykorzystanie zasobów siły roboczej wynikające z istnienia dwóch kulturowych społeczności mniejszościowych: haredim – ultraortodoksyjnych Żydów, poświęcających się studiom pism żydowskich i izraelskich Arabów, niechętnych zwłaszcza pracy kobiet.

Zagrożenia kończą książkę Senora i Singera. Zaczyna historia Shai Agassiego, menedżera najwyższego szczebla w niemieckim koncernie informatycznym SAP, który mimo znakomitych rokowań zdecydował się go opuścić kilka lat temu, by założyć w Izraelu Better Place , firmę projektującą i organizującą rynek samochodów elektrycznych, stacje ładowania etc. Mimo pozyskania prawie miliarda dolarów kapitału po kilku latach, w maju 2013 roku, Better Place zbankrutowało.

Cóż, jednego można być pewnym. Na jej miejsce powstaną inne start-upy. Jak piszą autorzy, wszyscy bowiem „wiedzą, że nawet w Izraelu szansa na powodzenie start-upu jest niewielka. Nie ma nic złego w podjęciu próby i poniesieniu porażki. Najlepiej odnieść sukces, ale porażka nie stygmatyzuje. Jest ważnym doświadczeniem do zamieszczenia w CV”.

Senor i Singer napisali fascynujące CV Izraela.