Pokaż/Ukryj opcje strony

Frajda Richarda Bransona

data publikacji: 20 Marca 2014

autor: Piotr Aleksandrowicz

Branson to jeden z najbogatszych Anglików. Majątek - wartość netto 5 mld dolarów. 63 lata. Self made man – pisze Forbes, czyli człowiek, który wszystko zawdzięcza swojej własnej pracy.

Książka Richarda Bransona „Like a Virgin. Czego nie nauczą cię w szkole biznesu”, która 20 marca ma premierę w Polsce (wydawnictwo Studio Emka) może liczyć na popularność. To bodaj trzecia książka Bransona dostępna po polsku, po dwóch autobiograficznych. Ta również zawiera wiele elementów biograficznych - wydarzenia z biznesowego życiorysu Bransona uzasadniają tezy na temat zarządzania - ale jest raczej poradnikiem menedżerskim dla ambitnego założyciela biznesu.

Książki pisane przez menedżerów i przedsiębiorców (na ogół ze wsparciem ghost-writerów, ale tak nie jest w przypadku Bransona) dzielą się na klasyczne cegły - autobiografie i równie obfite wynurzenia na temat zarządzania. Bodaj najbardziej znana pozycja w autobiografiach to „Iacocca” Lee Iacocci, sprzed ponad 20 lat, legendarnego szefa koncernów Ford
i Chrysler, który w latach 80. uratował tę drugą firmę przed bankructwem. W drugiej grupie zaś stawiam na „Winning” Jacka Welcha (wspólnie z Suzy Welch), neutronowego Jacka, bo przekształcając General Electric w latach 1981-2001, jak bomba neutronowa likwidował miejsca pracy pozostawiając biznesy nietknięte, ale zarządzane według precyzyjnie zdefiniowanych strategii. „Like a Virgin” Bransona nie może się z tymi pozycjami równać. Ani w niej dramaturgii jak u Iacocci, ani głębi refleksji o zarządzaniu jak u Welcha.

Natomiast jest to dość eklektyczny zbiór kilkustronicowych felietonów, refleksyjek i zadumań o ludziach i warunkach sukcesu w biznesie. Nic nadzwyczajnego? Problem z tą książeczką polega jednak na tym, że choć nie otwiera nowych horyzontów, nie stawia świata do góry nogami, nie mebluje czytelnikowi życiorysu, to czyta się znakomicie, z sympatią i z satysfakcją. Branson pobudza do życia, pobudza do działania, czego nie potrafił ani Iacocca ani Welch. Jego pasja jest zaraźliwa. Jedna z czytelniczek, Taji Degross, napisała: „Właśnie skończyłam „Like a Virgin”. Lubiłam tego kolesia już wcześniej, ale teraz zakochałam się w nim. Mam jego zdjęcie na biurku i zadaję sobie pytanie, co Richard by zrobił. Jest moim ojcem w wyobraźni, zachęcił mnie do WIELKIEGO myślenia”. To nawiązanie do jednej z myśli Bransona: „Think BIG, build small”, który uważa, że korporacja nie może być zbyt wielka, trzeba ją dzielić i restrukturyzować, gdyż inaczej zatraci innowacyjność, ducha konkurencji i rywalizacji.

 „Like a Virgin” to książka przede wszystkim dla tych, którzy chcą wejść w biznes lub niedawno go założyli. Dla nich pojawiają się proste porady Bransona. Jak założyć biznes? „1. Jeśli cię to nie bawi, nie rób tego. 2. Bądź innowacyjny, stwórz coś odmiennego.” (w kilku felietonach rozwija tę myśl. Pisze na przykład: „Przy ocenianiu, gdzie Virgin się nie udało, pojawia się wyraźny wzorzec: nasze biznesy nie odnosiły sukcesu, gdy klientom trudno było wyłapać oferowaną przez Virgin różnicę, kiedy wprowadzaliśmy takie produkty jak napoje kosmetyki i ubrania”). „3. Duma z przynależności czyni cuda (chodzi o wywołanie poczucia dumy z bycia członkiem zespołu, z pracy w firmie). 4. Kieruj dzięki umiejętności słuchania (i chwalenia też). 5. Bądź widoczny” (to ostatnie polega na rozmowach, rozmowach i jeszcze raz rozmowach z pracownikami i klientami).”

Ta pierwsza uwaga, o zabawie, to coś więcej niż rada dla start-upowca. Dla filozofii biznesowej Bransona fun - zabawa, frajda, przyjemność – to kluczowe słowo. Pisze: „80 procent swojego życia spędzasz pracując. Chcesz mieć frajdę w domu. Dlaczego nie miałbyś mieć frajdy w pracy?”. Jeden z felietonów nazywa się nawet „Ważne, aby nie być poważnym. Frajda to poważne narzędzie biznesowe”. Gdzie indziej pisze, że musisz się trochę wygłupiać (np. w reklamie, autopromocji), by traktowano cię poważnie. Tę frajdę widać nawet w odpowiedzi na pytanie dziennikarza „Gdyby pan dostał 60 dolarów na rozpoczęcie biznesu, jak by pan to zrobił?”. Odpowiedź: „Gdybym był znany, podpisałbym te dolary i sprzedawał każdy po 20 dolarów. Potem podpisałbym te dwudziestodolarówki i sprzedawał je po 50 dolarów, i tak dalej. Jak to mówią, nic tak dobrze nie robi pieniędzy jak pieniądze”.

Niestety, dziennikarz ów nie zapytał, a co by pan zrobił, gdyby nie był pan znany, ale można być pewnym, że Branson, seryjny przedsiębiorca, coś by wymyślił. W grupie Virgin było lub jest 600 różnych firm i biznesów, najbardziej znane to linie lotnicze i kosmiczne, wytwórnia muzyczna, sieć sklepów, grupa medialna. Wiele z nich sprzedał (kiedy się opłacało), bądź zamknął (kiedy zawiodły). Bo przecież Branson także ponosił porażki – tak było z Virgin Colą, czy odtwarzaczem mp3 Virgin Pulse „ Ale proszę: bądźmy sprawiedliwi co do Virgin Pulse. To nie była jakaś tam zwykła konkurencja – to był iPod. Niby skąd miałem wiedzieć”.

Branson zachowuje się jak by miał biznesowe ADHD. Na przykład wtedy, gdy zakłada Virgin Galactic do komercyjnych lotów kosmicznych z pasażerami, albo gdy leci balonem na drugi koniec świata w celach promocyjnych. Jego pasja do biznesu objawiła się już w wieku 16 lat, kiedy to zaczął zakładać swoje pierwsze przedsiębiorstwa.

Obok poszukiwania frajdy, druga wybijająca się cecha myślenia Bransona o biznesie to szacunek dla pracowników. Klucz do sukcesu w trzech słowach? „Ludzie, ludzie, ludzie”. Branson występuje w obronie starszych pracowników. Jakiś haerowiec, który nawet nie patrzy na kandydatów starszych niż 35 lat „powinien sam szukać pracy za tak absurdalne wyznanie”. Broni prawa do błędów i rekomenduje dawanie drugiej szansy. To ostatnie motywuje też własnym doświadczeniem: „Kiedy byłem zaledwie nastolatkiem, złamałem brytyjskie przepisy celne próbując przemycić wolnocłowe płyty z Wielkiej Brytanii. Uniknąłem wpisania do rejestru karnego płacąc grzywnę i dano mi drugą szansę. Sadzę, ze to sprawiło, iż dużo łatwiej jest mi pogodzić się z błędami popełnianymi przez innych i je wybaczyć”.

Trzecia cecha: cała naprzód. „Chrzanić: robimy to”, jak głosi tytuł jednej z książek Bransona. Kiedy biznes nie wyszedł „otrzep się i załóż nowy”. „Nieodmiennie zadziwia mnie to, ile czasu ludzie poświęcają na rozpamiętywanie porażek zamiast wykorzystać tę energię na jakiś kolejny projekt”. Zresztą, nie ma czegoś takiego jak całkowita porażka.

Branson rozróżnia także funkcje menedżera i przedsiębiorcy. W strat-upie to jedna i ta sama postać, ale jeśli wszystko dobrze idzie, przychodzi moment, kiedy musisz się zdecydować, w jakiej roli lepiej się czujesz. Jeśli w roli przedsiębiorcy, znajdź menedżera na swoje miejsce i daj mu odpowiedni udział w firmie. Pointa: „Teraz pora, byś ruszył dalej i zorganizował swoje kolejne przedsięwzięcie. No więc co to będzie?”.

Takich bezpośrednich, prostych, ciekawych rad, które czyta się z frajdą jest znacznie więcej. Na przykład o tym, jak ważni są intraprzedsiębiorcy. Kto to taki? To przedsiębiorcy wewnątrz firmy. „Ludzie stanowiący siłę napędową do powstawania nowych projektów i którzy badają nowe i nieoczekiwane kierunki, w jakich może rozwijać się firma”.

Albo o restrukturyzacji. Jeśli nie można inaczej, dużą, słabą firmę „zrestrukturyzuj tak, by stała się bardzo mała, bardzo wyspecjalizowana i bardzo droga. Zamień ją w działalność ” butikową”. To innowacja najwyższego kalibru”.

Nawet gdy pisze o potrzebie wyrzucenia regulaminów, a zwłaszcza krawatów, Branson jest zabawny, przekonujący i wywołujący sympatię. „Zaangażuj swoje emocje do pracy. Twoje instynkty i emocje są po to by ci pomóc”. I pamiętaj: „Niebo nie jest już granicą” ( „Sky is not a limit”) - mówi twórca Virgin Galactic.

Część z felietonów powstała dzięki listom od czytelników. Charakterystyczne – wiele z nich pochodzi z krajów takich jak Indie czy Kenia. Przesłanie Bransona jest uniwersalne, nie dotyczy tylko wysokorozwiniętej Europy i Ameryki. Odpowiada ambicjom nawet drobnych przedsiębiorców z krajów wschodzących. I tak można byłoby jeszcze długo wymieniać najlepsze wartości zawarte w felietonach Bransona, ale przecież coś należy się czytelnikom od samego ich autora. Frajda oczywiście.