Pokaż/Ukryj opcje strony

Cena wewnętrzna pieniądza

data publikacji: 16 Listopada 2015

autor: Dr Paweł Kowalewski, Instytut Ekonomiczny, Narodowy Bank Polski

Dowiedziawszy się w pierwszym artykule do czego służy pieniądz, można teraz przejść do analizy jego wyceny, czyli ceny pieniądza. W poprzedniej części wspomniano, że pieniądz ma cenę wewnętrzną i cenę zewnętrzną. Jak to wytłumaczyć?

Otóż pieniądz jest inaczej wyceniany w kraju macierzystym niż poza jego obszarem.  Aby np. nabyć w Polsce euro, wystarczy pójść do kantoru lub banku i  kupić je za odpowiednią ilość polskich złotych. No właśnie, a jaka jest cena polskiego złotego? Aby się tego dowiedzieć, wystarczy pójść do banku i zapytać o warunki udzielania kredytu. Otrzymując z banku np. 100 złotych, zobowiązujemy się oddać wartość nominalną (czyli wspomniane 100 złotych) plus odsetki wyliczane na podstawie obowiązujących stóp procentowych. Każdy bank definiując oprocentowanie  kredytu bazuje na ustalanych przez bank centralny (czyli w przypadku naszego kraju Narodowy Bank Polski) stopach procentowych. Podsumowując, pieniądz, w kraju jego emitenta, wyceniany jest za pomocą stopy procentowej, a za granicą – w postaci kursu walutowego. Stopa procentowa jest złożonym pojęciem i podobnie jak w kantorze czy banku, gdzie występują dwie wyceny (kurs kupna i sprzedaży), podobna kombinacja występuje w przypadku stóp procentowych (stopa depozytowa i stopa lombardowa). Do tego wszystkiego dochodzi jeszcze pojęcie stopy referencyjnej (o której za chwilę).

Stopy procentowe a rynek międzybankowy

Przyjrzyjmy się stopom procentowym, jakie występują na rynku międzybankowym. Wysokość stóp procentowych wyznacza bank centralny, przy czym z wyżej wspomnianych trzech stóp najważniejsza to stopa referencyjna. Choć zwłaszcza ostatnio różnie z tym bywa, stopę depozytową i lombardową można nadal postrzegać w kategoriach pochodnej stopy referencyjnej. Innymi słowy, są one wyliczane na bazie stopy referencyjnej. Czym jest tak naprawdę ta stopa referencyjna? Jest ona swoistego rodzaju osią środkową (choć bywają sporadyczne od tego wyjątki) korytarza, w którym kształtują się tzw. stopy rynkowe. Natomiast pozostałe dwie stopy (depozytowa i lombardowa) są krańcami tego korytarza. Może jakiś przykład. Mamy korytarz, w którym mogą kształtować się stopy rynkowe. Ich minimalna wartość może wynosić 1% (czyli stopa depozytowa), a maksymalna 3% (czyli stopa lombardowa). Jeśli tak się dzieje, to mamy wiele przesłanek na to, aby twierdzić, że stopa referencyjna wynosi 2%. Stopy powinny się kształtować wewnątrz korytarza i nie zbliżać do punktów krańcowych. A dba o to bank centralny. Jeśli jakiemuś bankowi komercyjnemu brakuje środków (a żaden inny bank na rynku nie chce mu pożyczyć pieniędzy, np. z obawy o kondycję finansową banku ubiegającego się o pożyczkę), wówczas taki bank zwraca się o pomoc do banku centralnego. Ten ostatni nie odmówi pomocy, ale każe za to sobie słono płacić, w postaci wspomnianej stopy lombardowej. Warto jeszcze zwrócić uwagę na inny element opisywanej tutaj gry rynkowej. Żaden inny bank komercyjny nie zaoferuje poszukującemu bankowi pieniędzy po stopie wyższej niż 3% (stopa lombardowa), gdyż będzie to oferta mniej atrakcyjna niż oferta banku centralnego, który zaoferuje kredyt po stopie lombardowej.

Niemal identycznie działa to w drugą stronę, czyli wtedy kiedy bank ma nadwyżkę pieniądza i chce ją oddać na przysłowiowy procent (aby nie być stratnym). Rzecz w tym, że działanie opisywanego rynku de facto niewiele różni się od funkcjonowania najbliższego banku w naszej okolicy. Jak potrzebujesz 100 złotych od banku, to ci zaoferuje wyższy procent, natomiast jak będziesz chciał w banku zdeponować swoje zaoszczędzone 100 złotych, otrzymasz niższe oprocentowanie. Musi się tak dziać, gdyż w przeciwnym razie banki straciłyby rację bytu. Innymi słowy, musiałyby dołożyć do interesu. Jeśli w tym nowym obecnie opisywanym wariancie, bank chce zdeponować pieniądze, zawsze może liczyć na bank centralny, który przyjmie jego nadwyżkę w depozyt po stopie depozytowej. I mamy analogiczny mechanizm jaki działał w przypadku stopy lombardowej. Otóż, żaden inny bank komercyjny nie zaoferuje przyjęcia pieniędzy w depozyt po stopie niższej niż 1%, gdyż w takim przypadku mający nadwyżkę środków finansowych bank, odda swoje pieniądze na depozyt do banku centralnego.

Powyższy opis dotyczył – jak już zaznaczono – szeroko rozumianego rynku międzybankowego, któremu bardzo uważnie przygląda się (a jak trzeba to i ingeruje za pomocą tzw. operacji otwartego rynku)  bank centralny. Innym sferom gospodarczym bank centralny  przygląda się już pośrednio (czyli obserwuje co się dzieje, ale już nie ingeruje) i w efekcie zostawia większą swobodę procesowi kształtowania się stóp procentowych. A więc to ile zapłacisz za swój wcześniej zaciągnięty kredyt, jest efektem negocjacji między Tobą a pożyczkodawcą. Od czego będzie zależeć efekt końcowy takich negocjacji? Przede wszystkim od oceny ryzyka tego, że nie spłacisz swojego kredytu. Pożyczkodawca jest zawsze przygotowany na czarny scenariusz, który najczęściej uwzględnia prawdopodobieństwo Twojej niewypłacalności.

Opisując proces udzielania kredytu można cofnąć się do okresu szkolnego. Nieraz chyba każdy z nas dostawał ocenę (czy nawet promocję do następnej klasy) na kredyt. Przed przyznaniem oceny na kredyt, nauczyciel przygląda się sytuacji ucznia. Przede wszystkim patrzy na czynniki decydujące o tym, że uczeń popadł w tarapaty i jego promocja stoi pod znakiem zapytania. To samo dokładnie czyni bank analizujący okoliczności, które zmusiły ciebie do zaciągnięcia kredytu. Tak jak nauczyciel ocenia dotychczasowe zachowanie ucznia (jego wcześniejsze) oceny, tak samo bank wnikliwie analizuje sytuację materialną ubiegającego się o pożyczkę. Co ważniejsze, tak jak nauczyciel wybiega naprzód i zastanawia się nad postępem naukowym ucznia w nowym roku szkolnym (czy uczeń ten będzie w stanie podołać wyższym wymaganiom będącymi efektem promocji do następnej klasy), tak bank ocenia nasze przyszłe dochody (niezbędne do spłaty kredytu). Im większe wątpliwości ze strony nauczyciela czy banku, tym mniejsze szanse ucznia na promocję do kolejnej klasy, jak i kredytobiorcy na kredyt. I w tym momencie analogie między szkołą a bankiem się kończą. Uczeń spłaca kredyt nauczycielowi za sprawą lepszych ocen w kolejnej klasie. Bank jest niestety znacznie mniej hojny. Jeżeli się już decyduje na przyznanie kredytu, to ocena wiarygodności klienta ma wpływ na wycenę kredytu. Oczywiście im niższa wiarygodność, tym wyższa cena kredytu.

Parę słów na temat ujemnych stóp procentowych

W ostatnich miesiącach, środki masowego przekazu poświęcają bardzo wiele uwagi zagadnieniom ujemnych stóp procentowych. Dlatego należy się tutaj zatrzymać. Trudno sobie wyobrazić sytuację, aby pójść do sklepu, nabyć jakieś dobro i jeszcze otrzymać za to pieniądze (tak by się działo, gdyby cena była rzeczywiście ujemna). Więc jak pieniądz może mieć cenę ujemną? Kiedy? Jak? W jakich warunkach? I czy ona dotknie moich oszczędności? Z bardzo dużym prawdopodobieństwem drogi czytelniku twoje oszczędności nie padną w Polsce ofiarą ujemnych stóp procentowych. Otóż, ujemne stopy wprowadzają banki centralne z myślą o bankach komercyjnych, a nie klientach indywidualnych. Owszem, prasa donosiła niedawno o przypadku banku w Niemczech, gdzie jego klienci otrzymywali ujemne oprocentowanie. Są to jednak sporadyczne przypadki.

A teraz, rodzi się kolejne pytanie, dlaczego niektóre banki centralne oferują innym bankom ujemne stopy procentowe? Dzieje się tak w Danii, Szwecji, Szwajcarii (o której za chwilę) i strefie euro. Otóż, zwłaszcza w tym ostatnim obszarze (czyli strefie euro), banki na skutek kryzysu z 2008 r. straciły zaufanie do siebie nawzajem (jak i także do klientów indywidualnych i przedsiębiorstw). Z punktu widzenia gospodarki, to bardzo poważna sytuacja. Rzecz w tym, że rolą banków jest pobieranie pieniędzy od tych, którzy mają nadwyżki (najczęściej po stopie wyższej od stopy depozytowej, ale niższej niż referencyjna) i oferowanie pieniędzy tym, którzy ich potrzebują (najczęściej po stopie niższej od stopy lombardowej, ale wyższej niż referencyjna). Ale na skutek wspomnianego kryzysu (którego ofiarą były nawet najpotężniejsze banki tego świata), banki straciły bodźce do rozwijania akcji kredytowej (czyli pożyczania pieniędzy). Dlatego banki centralne wkroczyły od razu do akcji i zaczęły bankom komercyjnym oferować pieniądze na bardzo atrakcyjnych warunkach, tylko po to, aby banki te zaczęły wreszcie rozkręcać akcję kredytową. A banki te korzystały z pomocy banku centralnego, natomiast akcji kredytowej nadal nie rozwijały. Wolały te pieniądze deponować w banku centralnym, wychodząc z założenia, że takie rozwiązanie jest lepsze niż pożyczanie pieniędzy innym w niepewnych czasach. Nie takiego zachowania oczekiwały banki centralne w chwili oferowania pomocy bankom komercyjnym. Banki centralne poczuły się tym samym urażone niedotrzymaniem (niepisanej) umowy ze strony tych banków i dlatego wprowadziły ujemne stopy depozytowe, aby zniechęcić je do deponowania pieniędzy u siebie i w efekcie wręcz zmusić do rozkręcenia akcji kredytowej. Piszę o tym, aby uspokoić czytelników (zwłaszcza tych młodszych), że raczej nie padną oni w najbliższym czasie ofiarą ujemnych stóp procentowych.

Jak to było z tymi frankowiczami?

Od pewnego czasu jest prawie niemożliwe nie usłyszeć lamentu tzw. frankowiczów, czyli pewnej grupy naszego społeczeństwa, która zaciągnęła kredyt we frankach szwajcarskich. Rodzą się od razu dwa pytania. Dlaczego można było uzyskać kredyt na nabycie mieszkania płacąc niższe oprocentowanie.  Może to nabywane za niżej oprocentowany kredyt mieszkanie było gorszej jakości? Nie, nic z tych rzeczy. Wielu z nas miało wybór kupna tego samego mieszkania zaciągając kredyt w polskich złotych, albo walucie zagranicznej (euro, a najczęściej właśnie we franku szwajcarskim). Dla wielu osób decydujących się wówczas na kredyt, najważniejszym czynnikiem była wysokość żądanego przez bank oprocentowania. Kredyty we frankach wydawały się logicznym wyborem, ponieważ ich oprocentowanie (w ujęciu nominalnym) było zdecydowanie najniższe. Nadal jednak nie mamy odpowiedzi, dlaczego oprocentowanie franka było niższe niż złotego? Idąc na bardzo duże uproszczenie, odpowiedź na nurtujące nas pytanie brzmi w następujący sposób: Szwajcaria jest bardzo bogatym krajem i co ważniejsze dysponuje ona  dużymi nadwyżkami zasobów pieniężnych. Z praw podaży i popytu wiemy, że jeśli czegoś jest w nadmiarze (w tym szczególnym przypadku chodzi o nadwyżkę środków pieniężnych), to jego cena musi spadać. A w interesującej nas Szwajcarii jest tak dużo środków pieniężnych, że bank centralny – o czym już pisaliśmy wcześniej – wprowadził ostatnio nawet ujemne oprocentowanie. Ale nawet przed wprowadzeniem ujemnych stóp procentowych przez tamtejszy bank centralny, cena wewnętrzna pieniądza szwajcarskiego była zawsze niższa niż w pozostałych krajach. Dlatego też wiele osób decydowało się na tego rodzaju kredyt.

Dzisiaj wiele z tych osób żałuje swojej ówczesnej decyzji. Dlaczego? Otóż przy procesie podejmowania decyzji odnośnie waluty w jakiej będzie denominowany kredyt, należy pamiętać nie tylko o przyczynach niskiego oprocentowania, ale też i skutkach. Pieniądz został tak dziwnie skonstruowany, że jego niska cena wewnętrzna wiąże się z wysoką ceną zewnętrza. Proszę pamiętaj o starej maksymie, w myśl której w ekonomii niemalże wszystko w średnim i zwłaszcza długim okresie czasu powinno się równoważyć. Aby odniesienie do tej maksymy w przypadku pieniądza lepiej móc zrozumieć, niezbędne stanie się przybliżenie pojęcia jego ceny zewnętrznej, a o tym już w kolejnym odcinku cyklu poświęconego zagadnieniom pieniądza.