Pokaż/Ukryj opcje strony

David Ricardo - następca Smitha?

data publikacji: 1 Października 2014

autor: Marcin Szaleniec

Trwała pierwsza faza rewolucji przemysłowej, kiedy 41 lat po opublikowaniu "Badań nad przyczynami i naturą bogactwa narodów" Adama Smitha ukazało się inne fundamentalne dla ekonomii dzieło - "Zasady ekonomii politycznej i opodatkowania", którego autorem był angielski makler David Ricardo.

Urodził się w 1772 jako trzeci syn i jeden z siedemnaściorga rodzeństwa w rodzinie, która przybyła z Holandii do Anglii. Nigdy nie odebrał formalnego wykształcenia, ponieważ już od 14 roku życia pracował w rodzinnym biznesie. Mając 21 lat ożenił się wbrew woli rodziców, za co został wydziedziczony. W tej sytuacji sam wziął się za interesy jako makler obligacji rządowych, z powodzeniem. W wieku 41 lat uznał, że jest już wystarczająco bogaty i zajął się działalnością naukową i polityczną.

Z jednej strony David Ricardo uważany jest za kontynuatora Adama Smitha. Z drugiej - za prekursora Karola Marksa. Stworzył wykorzystaną przez tego drugiego teorię wartości opartej na pracy: tzw. laborystyczną teorię wartości. "Wartość towaru, albo ilość innych towarów, na które może on być wymieniony zależy od relatywnej ilości pracy, która jest konieczna do jego produkcji i nie jest większa ani mniejsza od wynagrodzenia za tę pracę".

O wartości

Smith rozróżniał dwa rodzaje wartości - wartość użytkową i wartość wymienną. Ta druga zależeć miała od tego, ile można było dostać w zamian za dane dobro. Według niego wartość użytkowa związana jest z ilością pracy koniecznej do wyprodukowania dobra i może różnić się od wymiennej. Ricardo potwierdził, że, owszem, istnieją takie dobra, których wartość ma niewiele wspólnego z ilością pracy przy ich wytworzeniu, ale są one nieliczne. Przykładem mogą być tu wysokogatunkowe wina, które produkowane są z winogron rosnących jedynie w szczególnych miejscach, unikalne dzieła artystyczne, rzadkie książki, monety itp. Jednak wartość większości dóbr codziennie obecnych na rynku zależy tylko od zawartej w nich pracy.

Teza, że źródłem wszelkiej wartości jest praca i tylko praca, została później podjęta i rozwinięta przez niektórych uczniów Ricarda, zaliczanych do tak zwanych socjalistów ricardiańskich - najbardziej znani to Thomas Hodgskin (1787-1869), William Thompson (1775-1833), John Grey (1799-1850) i John Francis Bray (1809-1895). Na niej oparł też swoją analizę kapitalizmu Karol Marks. Przyjęcie tej tezy oznacza, że cała przyroda nie ma wartości, w tym ziemia, powietrze, minerały, woda. Doprowadziło to Ricarda do przyjęcia koncepcji renty różnicowej.

Jednak nie każda praca liczy się tak samo. Jako uniwersalny przelicznik uznał Ricardo godzinę pracy niewykwalifikowanego robotnika. Liczy się nie tylko ilość pracy zaangażowanej bezpośrednio przy produkcji, ale także pracy przeznaczonej na wytworzenie narzędzi, surowców i półproduktów. Ricardo uważa więc kapitał obrotowy i trwały za rodzaj zastygłej pracy. Przy tym kapitał, jako zakrzepła praca, istniał już od najdawniejszych czasów. Za kapitał uzna Ricardo nawet łuk pierwotnego łowcy, jako stworzony kiedyś przy jakimś nakładzie pracy i oszczędzający później tę pracę przy polowaniu. Kapitał istniał więc wcześniej niż kapitalizm. Zresztą klasyczni ekonomiści nie używali pojęcia kapitalizm.

Zdaniem Ricarda, o płacy decydują minimalne koszty utrzymania. Gdyby płace były wyższe niż niezbędne minimum, przyrost ludności spowoduje wzrost liczebności siły roboczej i co za tym idzie większą podaż pracy. Płace spadną więc do poziomu minimalnego. Naturalna cena pracy zależy więc od cen żywności i innych środków potrzebnych do życia robotnikowi i jego rodzinie.

Z tym jednak, że to minimum nie jest ustalone. Ricardo zwraca uwagę, że angielscy robotnicy nie pracowaliby za wynagrodzenie pozwalające wyżywić się samymi ziemniakami i mieszkać w lepiance, choć w biedniejszych krajach było to w jego czasach do przyjęcia. Minimalna płaca zależy więc też od zwyczajów i stopnia rozwoju danego społeczeństwa.

Zgodnie z założeniami Ricarda płace muszą rosnąć razem z cenami żywności. Ma to ogromne znaczenie dla perspektyw gospodarki. We współczesnej mu Anglii liczba ludności rosła bardzo szybko, ale kapitał jeszcze szybciej.

"Obliczono, że w sprzyjających okolicznościach populacja może podwoić się w ciągu 25 lat, ale w ciągu tak samo sprzyjających okoliczności, kapitał całego kraju może przypuszczalnie podwoić się w krótszym okresie. W takim wypadku płace w całym tym okresie będą przejawiać tendencje wzrostowe, ponieważ popyt na pracę będzie rósł szybciej niż jej podaż" - pisze David Ricardo w "Zasadach ekonomii politycznej i opodatkowania".

Renta różnicowa

Cena zboża zależy, podobnie jak w przypadku innych towarów, od ilości pracy potrzebnej do jego wyprodukowania na najgorszych gruntach. Dlatego najgorsze grunty nie przynoszą swoim właścicielom żadnej renty. Na lepszych gruntach przy tej samej ilości pracy uzyskuje się wyższe plony, wyższe są więc przychody farmera. Warto zauważyć, że Ricardo jest tutaj niekonsekwentny - skoro jedynym źródłem wartości jest praca, to skąd się bierze różnica pomiędzy wartością plonów z różnych gruntów przy tej samej ilości pracy? Różnicę tę Ricardo nazywał rentą różnicową i uważał za niezasłużoną korzyść właściciela ziemi.

W miarę wzrostu liczby ludności rośnie również popyt na żywność. Aby go zaspokoić, pod uprawę brane są coraz gorsze grunty. Tym samym pojawia się dodatnia renta różniczkowa na gruntach, które były najgorsze wcześniej i rośnie renta na najlepszych. Kiedy już te najgorsze grunty są w pełni wykorzystane, bierze się pod uprawę te jeszcze gorsze, na pozostałych zaś rośnie renta itd. Jednocześnie rośnie też cena żywności, bo, jak wyżej wspomniano, zależy ona od produktywności najgorszych gruntów.

Razem z cenami żywności rosną płace robotników. Ricardo zakładał, że ceny dóbr przemysłowych są stałe, o ile nie wzrasta ilość pieniędzy w obiegu. Przy tym założeniu, rosnącym kosztom pracy musi towarzyszyć spadek zysków. Podsumowując, w miarę upływu czasu rosną ceny żywności, rośnie renta gruntowa i płace, spadają zaś zyski. Robotnicy nie zyskują jednak na wzroście płac, gdyż towarzyszy im wzrost kosztów utrzymania. Właściciele kapitału tracą z powodu spadku zysków. Na rosnących rentach korzystają jedynie właściciele ziemi i to oni będą ostatecznym beneficjantami rozwoju gospodarczego.

W koncepcjach autora "Zasad ekonomii politycznej i opodatkowania" ważną rolę gra akumulacja, czyli oszczędzanie i inwestowanie zysków. Dzięki akumulacji wzrasta ilość kapitału. Im więcej kapitału, tym bardziej produktywna praca i tym większe zapotrzebowanie na pracę.

Jak już wspomniano, zyski - zdaniem Ricardo - maleją więc razem z postępem społecznym i bogaceniem się. Ta tendencja może być tylko chwilowo zatrzymana przez postęp naukowo-techniczny. W miarę spadku przeciętnej stopy zysku spada też motywacja do akumulacji. Ludzie bowiem reinwestują swoje zyski tylko w nadziei na zyski w przyszłości. Dlatego też nigdy przeciętna stopa zysku nie spadnie do zera - na długo przedtem zaniknie akumulacja, populacja ustabilizuje się i postęp się skończy.

Jakkolwiek Ricardo uważa, że w jego czasach do stagnacji spowodowanej wzrostem cen żywności było jeszcze daleko, jego teoria jest na wskroś pesymistyczna. Rozwój kiedyś się skończy, sytuacja klas pracujących będzie nie do pozazdroszczenia, gdyż płace ustabilizują się na minimalnym poziomie.

Handel zagraniczny

Współcześnie Ricardo jest pamiętany głównie ze względu na swoją teorię kosztów komparatywnych w handlu zagranicznym. Merkantyliści uważali, że wymiana z obcymi krajami jest korzystna tylko wtedy, kiedy kraj ma dodatni bilans handlowy. Eksport powinien być większy niż import, gdyż wtedy w kraju przybywa złota, a złoto to zdaniem merkantylistów bogactwo. Konieczność posiadania dodatniego bilansu handlowego oznacza, że jeśli jedna strona wymiany zyskuje, to druga traci, gdyż wszyscy nie mogą mieć nadwyżki. Adam Smith obalił twierdzenia merkantylistów stwierdzając, że handel zagraniczny jest zawsze korzystny, jeżeli kraj eksportuje dobra, które potrafi produkować absolutnie taniej, a importuje te, które zagranica potrafi produkować taniej. Handel przynosi więc korzyści, jeśli obie strony posiadają absolutną przewagę w jakiejś dziedzinie.

Ricardo poszedł jednak dalej i wykazał, że absolutna przewaga wcale nie jest konieczna. Wystarczy tak zwana przewaga komparatywna. Użył przy tym słynnego przykładu Anglii i Portugalii handlujących winem i suknem. Załóżmy - proponuje Ricardo - że wyprodukowanie pewnej ilości płótna kosztuje w Anglii 100 godzin pracy rocznie, a wyprodukowanie wina tej samej wartości 120 godzin pracy. Anglii opłaca się wtedy produkować tylko płótno i kupować za nie wino. Załóżmy dalej, że w Portugalii wyprodukowanie takiej samej ilości płótna angażuje 90 godzin pracy a takiej samej ilości wina 80 godzin. Portugalii opłaca się wtedy produkować tylko wino i kupować za nie płótno.

Warto zauważyć, że w tym przykładzie Portugalia posiada absolutną przewagę nad Anglią - może produkować taniej i wino, i płótno. Portugalczykom opłaca się jednak importować płótno z Anglii, czyli z kraju, w którym jego wytworzenie kosztuje 100 godzin pracy do Portugalii, czyli kraju, gdzie jest warte 90 godzin pracy. Oddając wino, warte 80 godzin pracy, za płótno, które w Portugalii jest warte 90 godzin pracy, Portugalczycy zyskują równowartość 10 godzin pracy. Podobnie Anglicy, wysyłając do Portugalii płótno, warte u nich 100 godzin pracy zyskują wino, warte w Anglii 120 godzin pracy. Czyli zyskują 20 godzin pracy.

Wniosek z tego taki, że opłaca się handel między krajami, nawet jeśli jeden z nich może produkować wszystkie dobra taniej niż drugi. W powyższym przykładzie ważne jest tylko to, że w Portugalii wino jest tańsze niż płótno, a w Anglii odwrotnie.

Różnice w produktywności pracy w różnych krajach wiążą się zdaniem Ricarda z niejednakową obfitością kapitału w każdym z nich. W przypadku jednego kraju nie jest możliwa wymiana płótna wartych 100 godzin pracy na wino warte 80 godzin, gdyż gdyby występowały takie różnice produktywności, właściciele kapitału zainwestowaliby w wino, szybko doprowadzając do wzrostu produktywności pracowników winnic, albo producenci płótna wycofaliby swój kapitał, doprowadzając do spadku produktywności tkaczy.

W przypadku handlu międzynarodowego taki przepływ kapitałów jest zdaniem Ricarda niemożliwy. Nawet gdyby w jakimś kraju zyski były większe niż w Anglii, nie skłoni to angielskich kapitalistów do przeprowadzki na przykład do carskiej Rosji.

"Doświadczenie, wszakże, wskazuje, że wyimaginowana lub rzeczywista niepewność kapitału, kiedy nie jest pod bezpośrednią kontrolą właściciela wraz z naturalną niechęcią każdego człowieka do porzucania kraju gdzie się urodził i gdzie ma krewnych, zna zwyczaje, dla obcego rządu i nowych praw powstrzymuje emigrację kapitału".

Jednym słowem, kapitał jest przypisany do tego kraju, w którym powstał. Wiemy już, że dziś nie jest to poprawne założenie - po świecie krążą miliony dolarów w poszukiwaniu korzystnej lokaty. Czy było to prawdą w przypadku Ricarda? Należy tu przypomnieć, że na krótko przed jego urodzeniem jego ojciec wyemigrował wraz z całym swoim majątkiem z Holandii do Londynu. Działo się to mniej więcej wtedy, kiedy Adam Smith zauważył, że stopy zysku w Holandii są znacznie niższe niż w Zjednoczonym Królestwie.

Te zastrzeżenia nie podważają jednak generalnych wniosków z teorii korzyści komparatywnych, jako że różnice w produktywności mogą wynikać nie tylko z dostępności kapitału, ale także od klimatu, dostępności surowców, rodzaju gleby itp.

Ricardo uważał, że jedynym bodźcem prowadzącym do produkcji jest zysk. Zysk służył akumulacji, akumulacja umożliwiała wytworzenie kapitału, ten zaś umożliwiał dalsze zyski. Produkcja służy produkcji, a akumulacja - akumulacji. Wzrost podaży jest więc jednocześnie wzrostem popytu, podaż towaru determinuje zawsze popyt na towar - niemożliwa jest nadwyżka podaży nad popytem. Ricardo doszedł do tych wniosków podczas długiego sporu z Robertem Malthusem, później sformułował je Jean Babtiste Say, stąd znane są jako prawo rynków Saya albo Ricardo-Saya.

Autor Zasad miał dwuznaczny stosunek do postępu technicznego. Z jednej strony uważał, że oddala on moment, kiedy zyski spadną do zera. Z drugiej, twierdził, że wprowadzanie maszyn prowadzi do bezrobocia, które z kolei powoduje obniżkę płac. Poparł nawet w swoim głównym dziele poglądy luddystów (luddyści - ruch robotników angielskich w pierwszej połowie XIX wieku, niszczących maszyny fabryczne, aby powstrzymać uprzemysłowienie i produkcję masową, w czym widzieli przyczyny ubożenia wytwórców, niskich płac za pracę najemną oraz bezrobocie). Z trzeciej strony, sprzeciwiał się mechanizacji produkcji za pomocą ustaw - wskazywał, że miałoby to jeszcze gorsze skutki.