Pokaż/Ukryj opcje strony

Unia chce unii bankowej, ale o co w niej chodzi?

data publikacji: 6 Lipca 2012

autor: NBPortal

Niektóre, choć nie wszystkie kraje strefy euro lansują hasło stworzenia unii bankowej, jako nowego panaceum na europejskie bóle finansowe. Projekt unii bankowej ma być gotowy do końca czerwca. Póki nie ma konkretów, dyskusja nad nią ogranicza się do diagnozy słabości europejskiego systemu bankowego.

Diagnozy takie, a także pewne eksperckie sugestie pojawiły się podczas debaty zorganizowanej przez Forum Obywatelskiego Rozwoju. Oto ciekawsze głosy z tej dyskusji.

Ignacy Morawski – Ekonomista Polskiego Banku Przedsiębiorczości, publicysta, prowadzący dyskusję.

Proces intensywnej debaty o unii bankowej został zapoczątkowany gdzieś w połowie kwietnia od wypowiedzi Christine Lagarde i Mario Draghiego. Generalnie zwolennicy unii bankowej definiują ją na podstawie trzech filarów, na których miałaby się opierać. Po pierwsze miałby to być jednolity nadzór nad systemem bankowym w całej Europie. Po drugie miałby być stworzony system gwarancji depozytów, żeby zapobiec ich ucieczce z krajów słabszych do silniejszych. Po trzecie fundusz rezolucyjny, którego zadaniem byłoby dokapitalizowanie banków słabych i restrukturyzacja ich zadłużenia.

Jakie są opinie w tej sprawie? Bardzo różne. Brytyjskie media finansowe, takie jak „The Economist” twierdzą, że bez unii bankowej Europie grozi katastrofa. Z drugiej strony tacy ekonomiści Hans Werner Sinn, dyrektor monachijskiego IFO twierdzą, że niektóre elementy unii bankowej mogłyby doprowadzić do katastrofy rzekomo gorszej niż ta, która już teraz grozi Europie.

Prof. Dariusz Rosati – przewodniczący sejmowej Komisji Finansów Publicznych

W Unii Europejskiej mamy unię walutową, mamy jednolitą politykę pieniężną, mamy pełną swobodę przepływu kapitału, ale mamy 17 różnych systemów regulacji nadzoru w ramach strefy euro i 27 systemów w całej Unii Europejskiej. Jakie są skutki?

Po pierwsze mamy arbitraż systemowy. Banki lokują się i prowadzą działalność w krajach o łatwiejszym nadzorze i stamtąd prowadzą działalność o różnej jakości.

Po drugie do takich krajów płyną depozyty i to tworzy systemową nierównowagę pomiędzy wielkością depozytów, a zdolnością danych państw do ubezpieczania depozytów ulokowanych w ich sektorach bankowych. W niektórych skrajnych przypadkach depozyty przekraczają trzy-cztery razy wielkość PKB.

Po trzecie w europejskich bankach występuje systemowe powiązanie ryzyka. Jeśli jeden bank inwestuje w bardzo ryzykowne papiery to zagraża to także innym bankom. W efekcie upadek jednego banku bardzo gwałtownie zwiększa ryzyko upadku kolejnych, nie tylko w danym kraju, ale na całym obszarze jednolitego rynku.

Po czwarte wreszcie w obecnym systemie koszty ratowania takiego banku spoczywają na państwie i to jednym państwie, mimo że bank może być systemowo istotny dla wielu krajów.

 

Większość obserwatorów zgadza się, że ten rozczłonkowany system bankowy trzeba dopasować do jednolitego rynku. Hasło unii bankowej, które się pojawiło jest jednak bardzo nieprecyzyjne. Trzeba zdefiniować co się kryje pod tym skrótem myślowym i zastanowić się jak uwspólnotowić odpowiedzialność i koszty, tak żeby się wszyscy zgodzili. Mówiąc krótko: trzeba znaleźć takie rozwiązanie, które będzie do zaakceptowania dla Niemiec.

Jerzy Pruski – prezes Bankowego Funduszu Gwarancyjnego

Narastanie kryzysu w Europie wydaje mi się niezwykle ważnym elementem dyskusji o unii bankowej. Wszystkie narzędzia tworzone w ostatnich kilkunastu miesiącach okazały się niewystarczające i zaistniała gwałtowna potrzeba wymyślenia czegoś nowego, stąd koncepcja unii bankowej.

Drugi aspekt to głębokie powiązanie gospodarki z systemem bankowym, które nie występuję na żadnym innym kontynencie poza Europą. Sumy bilansowe banków kilkukrotnie przekraczają PKB krajów. Co więcej stosunkowo słabo rozwinięte są alternatywne źródła finansowania gospodarki spoza sektora bankowego. To ma ogromne konsekwencje w czasie kryzysu, bo każde gwałtowne uderzenie w system bankowy wpływa od razu negatywnie na realną gospodarkę i przenosi się na sektor finansów publicznych. W Europie niestety w praktyce sprawdza się teza, że bank może być zbyt duży by upaść, ale potwierdza się też teza, że bank może być zbyt duży aby go ratować.

Co gorsza brak jest rozwiązań typu resolution, czyli uporządkowanej likwidacji. Mają je Stany Zjednoczone, Kanada, największe państwa Ameryki Południowej, najsilniejsze gospodarki azjatyckie, kraje afrykańskie, Rosja, Turcja, a w Europie pierwszy tego typu system powstał w 2009 roku ad hoc stworzony przez Anglików.

Ma to takie konsekwencje, że w przypadku kłopotów z bankami Europa stała przed bardzo trudną alternatywą: albo nacjonalizować, albo pozwolić upaść. Nie ma modelu, aby przynajmniej spróbować trzeciego podejścia, aby nacjonalizować tak, aby skutki dla podatników i dla sektora realnego były minimalizowane.

Wojciech Kwaśniak, zastępca Przewodniczącego Komisji Nadzoru Finansowego

Grupa de Larosiere’a zaproponowała (w lutym 2009 roku – przyp. red.) rozwiązania, z których część jest już wprowadzona w życie: sieć nadzoru europejskiego, powołanie Europejskiej Rady ds. Ryzyka Systemowego. I nagle mamy do czynienia z pomysłem unii bankowej, nie opartym na żadnych opublikowanych analizach, który kwestionuje całość założeń z raportu de Larosiere’a. Można mieć wątpliwości czy to rozwiązanie jest racjonalne z punktu widzenia potrzeby budowania zaufania rynków finansowych do działań podejmowanych przez polityków.

Jeśli w ujęciu praktycznym ma się to sprowadzać do tego, że nadzorca unijny ma lepiej identyfikować specyficzne ryzyka lokalne np. związane z rynkiem nieruchomości w Polsce, Niemczech, czy Hiszpanii to nie jest dobry pomysł. Te specyfiki powodują, że czasami trzeba działać ostrzej.

Piotr Piłat, dyrektor Departamentu Rozwoju Rynku Finansowego Ministerstwa Finansów

Ciężko powiedzieć jakie będzie stanowisko Ministerstwa Finansów w stosunku do unii bankowej (już po debacie głos w tej sprawie zabrał minister finansów Jacek Rostowski, stwierdzając, że ministerstwo podejmie decyzję po zapoznaniu się ze szczegółami projektu, przyp. red.), dlatego że tego projektu nie znamy. Nie wiemy co on będzie obejmował i w jakim stopniu będzie szczegółowy. Tak naprawdę wszyscy czekamy na to co pojawi się 28 i 29 czerwca jako efekt prac grupy której patronują prezes EBC Mario Draghi, przewodniczący Komisji Europejskiej Jose Manuel Barosso i przewodniczący Rady Europejskiej Herman van Rompuy.

Skład tej grupy pozwala przypuszczać, że będzie nacisk do odwołania się do inicjatyw już wypracowanych przez Komisję Europejską. Z drugiej strony mamy prezesa EBC, który jest też przewodniczącym Europejskiej Rady ds. Ryzyka Systemowego. Najprawdopodobniej pewna rola dla niej zostanie przewidziana, być może przejściowa, być może docelowa. Wydaje się też, że może temu przyświecać jakaś dalekosiężna inicjatywa, która może obejmować zintegrowany nadzór bankowy, system resolution w odniesieniu do banków europejskich i scentralizowany system gwarantowania depozytów.

Prof. Leszek Balcerowicz – przewodniczący Rady Fundacji Forum Obywatelskiego Rozwoju

Słyszałem z ust wysokiego przedstawiciela biurokracji unijnej, że rynki potrzebują nowej odważnej wizji aby się uspokoić. Jak ona będzie, to będą spokojne. Śmiem wątpić. W tych gremiach unijnych są jednak tacy, którzy wykorzystają każdą okazję, żeby stworzyć coś europejskiego.

Można się zastanawiać o rozwiązanie jakiego problemu tu chodzi? Czy unia bankowa ma rozwiązać obecny kryzys, czy zapobiegać przyszłym kryzysom? Odpowiedź na pierwsze pytanie jest negatywna, dlatego że nie da się jej wprowadzić szybko. Jeszcze ważniejsze jest to, że moim zdaniem, rozwiązania problemów określonych krajów leżą na poziomie tych krajów właśnie, a nie na poziomie nowych organizacji z przymiotnikiem „europejskie”. Nie rozwiąże się problemów Włoch ani Hiszpanii z poziomu europejskiego, bo niby w jaki sposób? Kolejny większy bailout? Problemy Włoch i Hiszpanii da się jednak rozwiązać z poziomu Rzymu i Madrytu, polepszając przy okazji sytuację w Europie.