Pokaż/Ukryj opcje strony

Plusy i minusy mierzenia gospodarki

data publikacji: 22 Lipca 2013

autor: Jan Cipiur

Najczęściej używaną miarą aktywności gospodarczej jest wielkość określana jako Produkt Krajowy Brutto (PKB). Dokładne podliczenie wszystkiego co jest związane z produkcją i wytwarzaniem dóbr w całym państwie jest trudne. Dlatego, jeśli mowa jest gdziekolwiek i kiedykolwiek o wzroście lub trudnościach gospodarczych, pamiętać trzeba, że przytaczane wielkości są wyłącznie przybliżone. Nie ma zatem nic dziwnego w tym, że dane dotyczące PKB są często korygowane. Korekty dokonywane przez urzędy statystyczne są wynikiem kolejnych sprawdzeń, przybliżeń, weryfikacji danych, napływu nowych danych i innych informacji.

Ustalenie w sprawie wspólnej, dość uniwersalnej miary dla działalności, a dokładniej dla poziomu aktywności gospodarczej w postaci PKB, zostało przyjęte podczas słynnej konferencji w amerykańskim kurorcie Bretton Woods. To tam, w lipcu 1944 r., pod egidą powstającej właśnie Organizacji Narodów Zjednoczonych (ONZ) zdecydowano o utworzeniu Międzynarodowego Funduszu Walutowego i Banku Światowego (oficjalna nazwa: Międzynarodowy Bank Odbudowy i Rozwoju). Uzgadniano tam również zasady światowego ładu gospodarczego i otwartego rynku, które ulegały wprawdzie przez lata wielu modyfikacjom, ale których filary i fundamenty obowiązują do dziś. Obradujący w Bretton Woods wiedzieli, że obliczanie PKB będzie sprawiało kłopoty, a samo narzędzie nie jest doskonałe. Minęło jednak aż 70 lat i nadal nie wymyślono czegoś lepszego i praktyczniejszego.

Nie trzeba raczej dowodu na twierdzenie, że dobrze jest wiedzieć, czy państwo rozwija się, czy cofa przejadając zasoby oraz w jakim dzieje się to tempie. Chodzi przy tym nie o państwo kojarzone z rządem czerpiące dochody głównie z podatków, ale o państwo tworzone przez wszystkich obywateli oraz ich codzienną aktywność jako pracowników i właścicieli przedsiębiorstw wszelkiego rodzaju, w tym gospodarstw rolnych.

Pracować można z sensem lub bez sensu. Skutkiem pracy bez sensu jest brak wyników. Chodzi zatem o to, żeby wysiłek dawał mierzalny skutek, co najprościej ująć w ten sposób, że łączny koszt wytworzenia tego czegoś, czym się akurat zajmowaliśmy powinien być mniejszy od dochodu, jaki uzyskaliśmy ze sprzedaży tego czegoś. W biznesie ta nadwyżka nosi nazwę zysku, a w nauce ekonomii tworzy ją wartość powstająca po zsumowaniu efektów wszystkich indywidualnych wysiłków podjętych w danym czasie w gospodarce.

Tu uwaga na marginesie. Nie wszystkie efekty tego czym się zajmujemy są na sprzedaż rozumianą dosłownie. Dbamy np. niekiedy sami o zieleńce i drzewa w sąsiedztwie nie licząc na opłaty za wstęp na nasz trawnik, a jednak wykonujemy przy tym jakąś pracę, poświęcamy temu czas i wysiłek, i wiemy, że są z tego korzyści. Takich przykładów podać można znacznie więcej. W kalkulowaniu PKB trzeba było zatem dokonać uproszczeń. Główne polegają na tym, że codzienne wysiłki każdego z nas są dzielone na wysiłki wytwórcze (gospodarcze) i każde inne. Te „inne” nie są ujmowane w statystykach próbujących ustalić wielkości gospodarek, choć rozum podpowiada, że niekiedy powinny się tam znaleźć.

Środkiem prowadzącym do zmierzenia aktywności gospodarczej jest zatem uzyskanie całkowitej (globalnej) wartości nowej produkcji wykonanej przez rok, kwartał, czy miesiąc w danym kraju. Na pierwszy rzut oka wykonanie takiego zadania wydawałoby się proste – wystarczyłoby w każdym przypadku odjąć od wartości produkcji to co zostało zużyte do jej wykonania (surowce, materiały, energia) i otrzymalibyśmy sumę wszystkich wartości dodanych, czyli PKB. Jest jednak problem techniczny nie do przezwyciężenia w zgodzie ze zdrowym rozsądkiem: statystycy nie mają do dyspozycji wszystkich, niezwykle szczegółowych danych nt. wartości niezliczonych czynników zużytych do wytworzenia nowej produkcji.

Przeszkodę tę można pokonywać na parę sposobów. Gdy bliżej się sprawie przyjrzeć widać, że PKB to jest to, z czego żyjemy. Coś stale konsumujemy, coś inwestujemy, coś otrzymujemy od państwa w zamian za uiszczone przedtem podatki, coś wymieniamy między sobą (eksport-import) i jest jeszcze coś co nam zostaje, albo czegoś nam zabraknie, co zmusi nas do sięgnięcia do zgromadzonych wcześniej zapasów. PKB można zatem oszacować na podstawie łatwiej dostępnych danych statystycznych wg wzoru:

PKB = konsumpcja + inwestycje + wydatki rządowe +/- różnica miedzy eksportem i importem +/- zmiana stanu zapasów

W kolejnym podejściu, również wykonalnym z punktu widzenia dostępności informacji statystycznych, PKB to przede wszystkim suma wszystkich zarobków (pracowników, pracodawców), ale i coś jeszcze. Z pracownikami sprawa jest dość prosta: otrzymują wynagrodzenia, premie i gratyfikacje. Trzeba je zliczyć. Zyski przedsiębiorców to inaczej dochody z kapitału. Uwzględnić trzeba również dochody odsetkowe będące zapłatą za udostępnienie kapitałów, dochody rolników, a także dochody wszystkich innych osób prowadzących (niekoniecznie rejestrowaną i raczej drobną) działalność gospodarczą. Na sferę gospodarki wpływa państwo, które oddziałuje posługując się głównie podatkami, ale także wsparciem finansowym dla przedsiębiorstw lub określonych projektów gospodarczych. Z tego powodu w celu uzyskania wielkości PKB uzyskaną do tej pory sumę trzeba skorygować o wielkość podatków pośrednich (w europejskich realiach jest to głównie VAT) i subwencji/dotacji oraz uwzględnić jeszcze amortyzację, czyli środki potrzebne do odtworzenia zużytego kapitału.

Jest też kilka innych metod obliczenia PKB. W tej prezentacji chodzi jednak nie o ich szczegółowe omawianie, lecz głównie o uzmysłowienie, że PKB to koncepcja skomplikowana, a właściwie oszacowanie konkretnych wielkości wymaga bardzo wielu różnych danych. Z drugiej strony, istnienie wielu sposobów obliczania Produktu Krajowego Brutto służy wiarygodnej weryfikacji uzyskanych wyników.

Z tych definicji wynika także, że PKB jest miarą niedoskonałą. Nie pokazuje np. prawdziwej siły gospodarczej, ponieważ nie ujawnia wcześniej zgromadzonego bogactwa. Wskazuje głównie, czy akurat teraz idzie dobrze, czy źle i jak szybko nam się (z grubsza) poprawia lub pogarsza. Niektórzy rozwijają skrót PKB do wyrażenia „poziom krajowego bogactwa”, ale powodują w ten sposób niepotrzebne zamieszanie.

Widać to na przykładzie. Weźmy fikcyjny kraj, w którym każdy mieszkaniec ma majątek o wartości 1 mln dolarów. Z tego głównie powodu jego obywatele nie mają już ochoty wysilać się dla rozwoju gospodarczego i ich PKB nie wzrósł w danym roku w ogóle, czyli wzrost PKB wyniósł 0 procent. W sąsiednim kraju majątek przypadający na głowę mieszkańca wynosi tylko 100 tys. dolarów, ale PKB wzrósł w ciągu roku o 5 procent. Jeśli pominąć dla uproszczenia skutki inflacji (wzrostu cen), to w konsekwencji „bogacze” będą nadal mieli po 1 mln dolarów, a ich sąsiedzi po roku już 105 tys. dolarów – więcej, ale ciągle o niebo mniej od prawdziwie majętnych.

Ten sam przykład pokazuje, że najrozsądniej porównywać PKB na głowę mieszkańca, bo wiadomo, że półtora miliarda mieszkańców Chin wytworzy większą masę PKB niż kilkaset tysięcy Islandczyków, ale na przeciętnego mieszkańca Islandii przypada więcej jednostek statystycznych PKB niż na jednego Chińczyka.

W krytyce PKB jako miary gospodarki można się dość często natknąć na przykład egipskich piramid, które powstawały wielkim kosztem i wysiłkiem, przynosząc (statystycznie) mnóstwo nowej wartości dodanej. Piramidy nie miały jednak wówczas żadnej wartości użytkowej, a ich budowa doprowadziła państwo faraonów do ruiny z powodu zużywania zasobów na fanaberie. Tu trzeba jednak zauważyć, że dzisiaj piramidy służą jednak wzrostowi gospodarczemu Egiptu, ponieważ przyciągają miliony turystów, co przekłada się bezpośrednio na wielkość egipskiego PKB.

W PKB nie ujawnia się części efektów działalności gospodarczej prowadzonej poza wiedzą i zasięgiem władzy państwa, czyli w przestępczej, „czarnej strefie”, a „szara strefa”, w której ukrywana jest przed opodatkowaniem część zajęć i dochodów, jest najczęściej oszacowana jedynie z grubsza. Do PKB nie jest wliczana praca na własne potrzeby, a w tym m.in. wysiłek poświęcany wychowywaniu dzieci, które dzięki temu staną się dobrymi pracownikami, albo zdolnym przedsiębiorcami. Rachunki PKB nie obejmują również pracy poświęcanej na prowadzenie domów, w których może (lub nie) panować kult nauki, wiedzy, kultury, sztuki i dobrego wychowania sprzyjający rozwojowi gospodarczemu.

PKB nie uwzględnia też strat i uszczerbków w środowisku naturalnym powodowanych przez procesy produkcyjne, górnicze, rolne i wszelkie inne, albo uwzględnia je tylko w tym stopniu, w jakim poprzez różnorodne działania (np. rekultywacja zatrutych gruntów) staramy się naprawić wcześniej wyrządzone szkody. Są także krytycy, którzy wyrzuciliby z rachunku produktu krajowego brutto korzyści z wytwarzania alkoholu, tytoniu i niektórych bardzo popularnych produktów - np. coca-coli. Z drugiej strony spora część materialnego majątku Kolumbii, czy Meksyku, a najbardziej Afganistanu powstała na produkcji narkotyków, które pozostają poza oficjalną statystyką gospodarczą.

Podobnych zastrzeżeń o coraz jednak mniejszym kalibrze jakościowym jest jeszcze sporo. Wzmianki o nich nie służyły odsądzaniu PKB od „czci i wiary”, a jedynie uzmysłowieniu, że nie jest to miernik doskonały. Pojawiają się próby lansowania konkurencyjnych sposobów pomiaru efektów działalności gospodarczej. Przykładem jest indeks rozwoju społecznego (ludzkiego) znany najlepiej pod angielską nazwą Human Development Index (HDI). Uwzględnia on m.in. takie walory jak pożytki z dobrze spędzonego czasu wolnego, ale ma tę wielką wadę, że czas wolny i inne przyjemności, to najczęściej znacznie gorsza „waluta”, niż najsłabszy nawet pieniądz. Kilka lat temu powołana została Komisja skupiająca ekonomistów debatujących pod przewodnictwem noblisty Josepha Stiglitza. W jej raporcie zaproponowano, aby mierzyć dobrobyt z perspektywy gospodarstwa domowego i uwzględniać nie tylko bieżący dochód i konsumpcję, ale także zasób majątku gospodarstwa.

Można się spodziewać, że PKB jako miara jeszcze długo nie odda niczemu innemu swojej wiodącej pozycji zajmowanej teraz w „narzędziowni” ekonomistów. Ma po prostu więcej zalet niż słabości. Z prostego komunikatu o wielkości, tempie i kierunku w jakim porusza się PKB wyciągnąć można mnóstwo innych informacji oraz wniosków. Ponieważ na PKB składają się m.in. nasze wynagrodzenia i premie to wzrost PKB może oznaczać, że w przedsiębiorstwach raczej dają podwyżki, niż zwalniają z pracy. Wyższy PKB oznaczać może, że wielu Polaków kupiło sobie nowe ubrania, meble, samochody… Z kolei spadek tempa wzrostu Produktu Krajowego Brutto przekłada się najczęściej na gorsze powodzenie i samopoczucie mieszkańców. Niższy PKB może wskazywać m.in., że mniej inwestujemy, więc w przyszłości będzie nam się wiodło gorzej niż mogłoby się nam powodzić.

W każdym razie, zawsze jest lepiej, gdy PKB wzrasta w rozsądnie szybkim tempie, bo gdy rośnie zbyt szybko, może być groźnie, ale to już inna „bajka”.