Pokaż/Ukryj opcje strony

Shadow banking, czyli kto jest bankiem, a kto udaje

data publikacji: 6 Listopada 2012

autor: Witold Gadomski

Po upadku Amber Gold mnożą się wezwania do likwidacji parabanków lub przymusowego objęcia ich nadzorem. Utożsamianie instytucji finansowych, nieobjętych nadzorem KNF, z piramidami finansowymi jest jednak dużym uproszczeniem. Nie ma jednoznacznej definicji parabanku. Nazywanie tak każdej instytucji niebankowej, świadczącej usługi finansowe, które jednak nie są usługami bankowymi jest dużym nieporozumieniem.

Piramidy nasze i cudze

Piramidy finansowe w czystej formie występują rzadko i raczej w krajach o słabo rozwiniętych instytucjach finansowych oraz niskiej wiedzy społeczeństwa na temat finansów. Ich plagę przeżyły kraje Europy Środkowo-Wschodniej. Polska na szczęście uniknęła piramidowych afer o podobnych rozmiarach, jakie wydarzyły się w Albanii, Rumunii, czy Rosji.

Bezpieczna Kasa Oszczędności Lecha Grobelnego (działała w latach 1989-1990), Galicyjski Trust Kapitałowo-Inwestycyjny Stanisława Kotarby (lata 1991-1992), czy Amber Gold Marcina P. oszukały łącznie kilkanaście tysięcy osób, na sumę 20-30 mln dol. Dla poszkodowanych to była tragedia, ale dla stabilności finansowej państwa suma bez znaczenia. Narzekając na nieudolne działanie wielu organów państwa przy aferze Amber Gold nie zapominajmy, że w innych krajach załamanie piramid finansowych powodowało rewolucje i chaos gospodarczy.

Klasyczne piramidy nie prowadzą żadnej działalności przynoszącej zyski, a wysokie odsetki od lokat wypłacają z wpłat nowych klientów. Działają tak długo, jak długo trwa dopływ pieniędzy. By przyciągnąć kolejnych klientów zmuszone są podnosić obiecywane odsetki, zwłaszcza, jeśli na rynku działa kilka konkurujących ze sobą instytucji. Czystą piramidą był rumuński Caritas, którego właściciel Ion Stoica nigdy nie ukrywał w jaki sposób jego instytucja działa.

Większość piramid prowadzi jednak jakąś działalność inwestycyjną, tyle że jej wyniki nie wystarczają, by usprawiedliwić wysokość wypłacanych odsetek. Charles Ponzi, od którego nazwiska pochodzi nazwa „schemat Ponzi’ego”, co jest synonimem piramidy, zamieniał europejskie kupony listowe (IRC), którymi nadawca opłacał odpowiedź na swój list, na amerykańskie znaczki pocztowe. Przebicie na tych transakcjach było kolosalne, ale finansowy ekspert Clarence Barron wyliczył, że firma Ponzi’ego mogłaby osiągać zyski, o jakich mówiła, gdyby obracała 160 mln kuponów IRC. Tymczasem w obiegu było ich zaledwie 27 tys.

Często piramidami okazują się firmy, które po prostu źle zainwestowały. Bernard Madoff, zanim okazał się oszustem, prowadził dobrze prosperującą firmę Bernard L. Madoff Investment Securities LLC i był prezesem rady dyrektorów amerykańskiego rynku pozagiełdowego NASDAQ. Kiedy przestały mu iść interesy, zamiast się do tego przyznać, oferował klientom wysokie zwroty, opłacając je z nowo pozyskiwanych pieniędzy.

Tylko dla banków


W Polsce diabła w piramidach obudził Lech Grobelny. W lutym 1992 r. posłowie, będąc pod wrażeniem upadku Bezpiecznej Kasy Oszczędności oraz epidemii piramid w krajach sąsiednich, znowelizowali polskie prawo bankowe (w sierpniu 1997 r. została przyjęta nowa ustawa, potem wielokrotnie zmieniana).

 

Do ustawy wpisali zapis: „Kto:

  1. nie będąc do tego uprawnionym prowadzi działalność zarobkową polegającą na przyjmowaniu wkładów oszczędnościowych ludności lub lokat terminowych w celu udzielania kredytów lub pożyczek albo wykorzystywania tych środków w inny sposób albo
  2. prowadząc działalność zarobkową wbrew warunkom określonym w ustawie używa w nazwie jednostki organizacyjnej nie będącej bankiem oraz do określenia jej działalności lub reklamy wyrazów „bank” lub „kasa”

    – podlega karze pozbawienia wolności do lat 3 lub ograniczenia wolności”.

W ustawie z 1997 r. (obowiązującej po zmianach do dziś) powyższy zapis został powtórzony, z tym, że dodatkowo przewiduje on grzywnę do 5 mln zł, a wśród czynności, które wymagają zezwolenia wymienia także: „obciążania ryzykiem przyjmowanych wkładów”. Wydaje się, że działalność Amber Gold wyczerpuje ten punkt.

Prawo bankowe wyraźnie określa czynności, które mogą być wykonywane tylko przez banki, czyli instytucje regulowane specjalnymi przepisami i kontrolowane przez Komisję Nadzoru Finansowego.

Należą do nich:

  1. przyjmowanie wkładów pieniężnych płatnych na żądanie lub z nadejściem oznaczonego terminu oraz prowadzenie rachunków tych wkładów,
  2. prowadzenie innych rachunków bankowych,
  3. udzielanie kredytów,
  4. udzielanie i potwierdzanie gwarancji bankowych oraz otwieranie i potwierdzanie akredytyw,
  5. emitowanie bankowych papierów wartościowych,
  6. przeprowadzanie bankowych rozliczeń pieniężnych,
  7. wydawanie instrumentu pieniądza elektronicznego,
  8. wykonywanie innych czynności przewidzianych wyłącznie dla banku w odrębnych ustawach.

Nie bankowe instytucje finansowe nie mogą dawać kredytów, ale mogą udzielać pożyczek. Nie mogą przyjmować wkładów pieniężnych, ale mogą … pożyczać pieniądze od klientów na procent, kojarzyć pożyczkodawców z pożyczkobiorcami lub emitować akcje bądź udziały. Instytucje finansowe działające bez specjalnego pozwolenia, nie mogą obciążać ryzykiem przyjmowanych wkładów. To znaczy, że nie mogą ich na przykład zamieniać na pożyczki. Ale wszelka działalność gospodarcza jest obarczona ryzykiem i żądanie, by KNF lub inna instytucja państwowa wyeliminowały to ryzyko jest nieporozumieniem.

 

Nadzór, ale z umiarem

Usługi finansowe ewoluują i próba ich ścisłego zdefiniowania i objęcia wszystkich nadzorem finansowym byłaby nie tylko trudna, ale prowadziłaby do likwidacji części firm, które dobrze sobie radzą i nie narażają klientów na nadmierne ryzyko. Bez specjalnych licencji i nadzoru KNF działają firmy:

  • udzielające pożyczek,
  • przyjmujące wkłady pieniężne (w różnej formie prawnej, np. jako pożyczki od klientów),
  • prowadzące usługi faktoringowe lub po prostu handlujące długami,
  • świadczące usługi płatnicze (przelewy),
  • pośredniczące w innych usługach – np. załatwiające formalności związane z kredytem, w zamian za prowizję.

Coraz większa część tych usług jest prowadzona przez Internet, w tym także przez portale zarejestrowane za granicą.

Ostrzegawcza lista KNF

Na liście ostrzeżeń KNF jest szesnaście podmiotów, które przyjmują wkłady pieniężne, w celu obciążania ich ryzykiem. Ponadto działa Pozabankowy Fundusz Gwarancyjny, który „gwarantuje” wypłaty środków ulokowanych w podmiotach, które nie posiadają zezwolenia KNF, kilkanaście firm bez uprawnień zajmuje się działalnością maklerską, a BNY National Trust Towarzystwo Funduszy Inwestycyjnych SA bezprawnie, zdaniem KNF, posługuje się nazwą „fundusz inwestycyjny”.

W sprawie firmy Flexworld, która oferowała pożyczki, pod warunkiem, że wcześniej wpłaciło się 150 euro za zarejestrowanie i wykupiło akcję Flexworld Inc. za 1 tys. euro, prokuratura wszczęła śledztwo już w marcu 2008 r. W styczniu 2009 r. prezes Flexworldu, Gordon Bartosik-Schmidt, został skazany na dwa lata pozbawienia wolności w zawieszeniu i 100 tys. zł grzywny. Firma zaprzestała działalności.

Prokuratura przygląda się także Finroyal, firmie zarejestrowanej pod wirtualnym adresem w Londynie, a faktycznie działającej tylko w Polsce. Od czerwca 2012 r. Finroyal wkładów nie przyjmuje.

Faktycznie nie działa już także Amber Gold.

Perfect Money Finance Corp. jest zarejestrowana w Panamie i prowadzi działalność przez Internet. Weksel Bank – Aida System Sp. z o.o., z siedzibą w Konstantynowie Łódzkim, naruszył w oczywisty sposób Prawo Bankowe, używając w nazwie słowa Bank. Firma roztaczała przed klientami wizję wysokich i szybkich zysków. Organizowała zebrania potencjalnych inwestorów, którzy za wpłacony 1 mln zł mieli otrzymać 100 proc. zysku. W 2009 r. została wpisana na listę KNF i … znikła.

Dobra Lokata Sp. z o.o. powstała 27 listopada 2009 r. Ma kapitał 100 tys. zł. Jej właścicielem jest Wojciech Dziedzic, powiązany także ze spółką deweloperską BudNest Sp. z o.o. Minimalny wkład w Dobrej Lokacie to 10 tys. zł, a pieniądze spółka inwestuje w BudNest Sp. z o.o. Oferowane odsetki 12, 13, 14 i 15 proc. są rzecz jasna nie do zrealizowania.

 

Zarejestrowana w Grodzisku Mazowieckim firma Pozabankowe Centrum Finansowe działa od 2004 r. i ma kilka oddziałów w Polsce. Zaczęła od udzielania pożyczek. Dziś przyjmuje także lokaty, minimalnie 5 tys. zł. Przy lokatach ponad 100 tys. można negocjować oprocentowanie – do 15 proc. Firma twierdzi, że daje gwarancję na 100 proc. włożonego kapitału, a jest nią… udział firmy w programie Rzetelna Firma.

PHU PROMOTOR została sprzedana spółce Promotor-Finanse. Ta zaś proponowała inwestycje, dające 4, 6, 7 i 9 proc. zysku w skali miesiąca. Gdy zaczął się nią interesować KNF – zniknęła.

Lex-Security Mysłowice i Nova New Katowice są powiązane z prawnikiem z Katowic Robertem Chuchlą. Zajmują się doradztwem finansowym, ale także kojarzą osoby potrzebujące pożyczek z tymi, które je udostępniają. Tego typu działalność jest trudna do zakwestionowania, gdyż formą prawną udziału inwestora jest umowa pożyczki. Inwestor ma prawo do zysku, który technicznie jest wyliczany i wypłacany, jako procent od zaangażowanego kapitału. Pieniądze pożyczane są potrzebującym klientom na krótki czas i na bardzo wysoki procent. Przy odpowiednim zarządzaniu to przedsięwzięcie może się utrzymać. Pod jednym wszakże warunkiem – ryzyko nie oddania pożyczki spoczywać musi na pożyczkodawcy, a nie na firmie kojarzącej obie strony.

Na stronie internetowej spółki Care&Cash czytamy: „Spółka CareCash Sp. z o.o. nigdy nie przyjmowała i nie będzie przyjmować lokat. Spółka CareCash Sp z o.o. jest firmą zajmującą się między innymi udzielaniem pożyczek ze środków własnych i jako taka nie gromadzi środków pochodzących od osób trzecich celem udzielania z takich środków pożyczek”.
Również spółka Kasomat nie oferuje na swojej witrynie internetowej przyjmowania wkładów, a jedynie pożyczki, udzielane (jak twierdzi) z własnych środków. Ale prokuratura prowadziła w sprawie tej firmy dochodzenie w związku z realizowanymi przez nią wcześniej programami inwestowania.

GoGo20 powstała w Tajlandii. Jej twórcy nie ukrywają, że chodzi o klasyczna piramidę finansową. W zamian za przelanie 20 dolarów na konto portalu, klient (a może raczej gracz) ma prawo do części pieniędzy od osób, które wpłacą je jako następne.
Centrum Inwestycyjno – Oddłużeniowe ze Stargardu Szczecińskiego ma kapitał 1 mln zł (nie wiadomo, czy naprawdę, czy była to tylko obietnica, opublikowana na stronie internetowej). Przyjmuje lokaty, co najmniej 500 zł, na wysoki procent – rocznie 40 proc. W końcu lipca spółka wprowadziła nowy „produkt” – lokatę 8-miesięczną z zyskiem 15 proc. miesięcznie, przy czym minimalny wkład wynosi 10 tys. zł.. Wygląda to na typową piramidę finansową. Zabezpieczeniem lokaty jest … weksel, wystawiony przez Centrum.

Socket Resources GmbH jest zarejestrowana w Szwajcarii, i jak sama o sobie pisze działa na rynkach surowców. Klientom w Polsce oferuje zysk uzależniony od poziomu inwestycji od 16,8 proc. do 26,4 proc. rocznie, zabezpieczenie kapitału depozytem bankowym i dodatkowe premie.

O działalności IPI CAPITAL S.A. nie wiadomo niemal nic. Jej strona internetowa nie działa. W Krajowym Rejestrze Sądowym jest informacja, że spółka prowadzi usługi doradcze.

 

Czy Polsce grozi załamanie piramid?

Powyższy przegląd nie potwierdza alarmistycznego tonu niektórych polityków, którzy po upadku Amber Gold straszą tym, że miliony Polaków włożyło pieniądze do piramid finansowych. Skala jest znacznie mniejsza. Część niebezpiecznych firm już nie działa. Niektóre jest trudno zlikwidować, gdyż są tylko portalami internetowymi lub umowy, jakie zawierają z klientami, są prawnie trudne do podważenia. Możemy sobie wyobrazić np. firmę, w postaci spółki komandytowej lub komandytowo-akcyjnej. Inwestorzy są cichymi wspólnikami, którym obiecuje się zyski. Spółka może się stać piramidą lecz trudno inwestorów przed stratą uchronić.

KNF nie publikuje listy parabanków, które oferujące szybkie pożyczki. Tymczasem niektóre z nich mogą być bardziej niebezpieczne, niż te, które przyjmują lokaty. Na przykład, założona w 2001 r. Janvest S.A. oferuje pożyczki 6-miesięczne – od 20 tys. do 1 mln zł, oprocentowane 1,6 proc. w skali miesiąca plus prowizja 7,85 proc. przy podpisaniu pożyczki. W sumie, 6-miesięczna efektywna stopa procentowa wyniesie 11,8 proc., a roczna (po 6 miesiącach można zawrzeć nową umowę) 23,6 proc. To drogo, nawet jak na kredyt konsumpcyjny. Dla Janvestu pożyczka jest całkiem bezpieczna, bo zabezpieczona na nieruchomościach. Dla klienta, który pożyczy kilkaset tysięcy zł, może oznaczać wywłaszczenie. Instytucje finansowe, które udzielają pożyczek bez zabezpieczeń pobierają nawet ponad 100 proc. odsetek rocznie.

Na dobrą sprawę większe straty niż parabanki przyniosły w ostatnich latach klientom fundusze inwestycyjne. Niewiele w tym wypadku pomogło nadzorowanie ich przez KNF.

W Wielkiej Brytanii wejdzie w przyszłym roku zakaz pobierania prowizji przez doradców finansowych od spółek sprzedających finansowe produkty. Jak wykazały badania, doradcy kierują się często (o ile nie zawsze) własnym interesem. Doradzają bezpłatnie klientom produkty, za które płacą im firmy, sprzedające te produkty. Wciskają klientom coś, czego ci zupełnie nie potrzebują. Zmiana przepisów (niestety tylko w Wielkiej Brytanii, a nie w Polsce) spowoduje, że obciążani kosztami porad będą bezpośrednio klienci. Sami będą mogli wtedy rozważyć, czy rada jest rzeczywiście warta kilkuset lub kilku tysięcy złotych.

Banki cienia

Z parabankami lub wręcz z piramidami finansowymi mylone są często, przynajmniej w Polsce, banki cienia. Przez system banków cieni (Shadow Banking System) rozumie się tymczasem bardziej wyrafinowane instytucje finansowe, takie jak fundusze hedgingowe, fundusze rynku pieniężnego oraz strukturyzowane fundusze inwestycyjne (SIV), które nie podlegają nadzorowi finansowemu. Pożyczają one pieniądze w zamian za papiery wartościowe o niskiej stopie zwrotu w krótkim terminie płatności, równocześnie dokonując odwrotnej operacji z udziałem papierów wartościowych o wysokiej stopie zwrotu i długim terminie płatności.

Od dawna trwa dyskusja o możliwości i potrzebie objęcia tych instytucji nadzorem bankowym.

 

Argumenty przeciw są przynajmniej dwa:

  • operacje „banków cienia” są tak szybkie, że nadzór nie byłby w stanie za nimi nadążyć. Badanie bilansów rocznych, czy nawet miesięcznych niewiele da, gdyż instytucje te, np. fundusze hedgingowe, mogą bardzo szybko zmienić strukturę portfela;
  • instytucje te łatwo przenieść do miejsc leżących poza jurysdykcją nadzorów finansowych, gdzie będą operowały wirtualnie (podobnie jak niektóre polskie parabanki).

Wiele „banków cienia” (zwłaszcza SIV) jest tworzonych przez nadzorowane banki uniwersalne lub inwestycyjne. Dzięki SIV-om banki unikają wpisywania części pasywów do bilansu. Czy należy to zmienić, to temat do dyskusji, ale nie ma on nic wspólnego z upadkiem takich firm, jak Amber Gold.

Warto przy okazji pamiętać, że klientami wielu „banków cienia”, np. funduszy hedgingowych, są bogaci klienci, których stać na opłacenie nie tylko ogromnych kosztów funkcjonowania tych funduszy (zwykle płacą 2 proc. od wartości aktywów i 20 proc. od osiągniętego zysku), ale też wysokich kosztów doradców.

 

Źródło: www.obserwatorfinansowy.pl