Inflacja przyhamowała. Zadanie: jeszcze ją osłabić

Ocena: 3.8, Liczba oddanych głosów: 12Ocena: 3.8, Liczba oddanych głosów: 12Ocena: 3.8, Liczba oddanych głosów: 12Ocena: 3.8, Liczba oddanych głosów: 12Ocena: 3.8, Liczba oddanych głosów: 12
12
piątek, 26 sierpnia 2011 10:00 | Autor: Witold Gadomski
Zdjecie: Inflacja przyhamowała. Zadanie: jeszcze ją osłabić

Według definicji profesora Miltona Friedmana inflacja, to zjawisko pieniężne. Wzrost cen zależy od podaży i popytu na pieniądz oraz od szybkości jego obrotu. Bank centralny ma instrumenty, by sterować podażą pieniądza i dostosowywać ją do potrzeb gospodarki. Jak one działają w praktyce?

Jeśli gospodarka rośnie, potrzebuje ona więcej pieniądza. Jeśli natomiast rośnie szybkość obiegu pieniądza – bo konsumenci i producenci nie wierzą w jego stabilność i wydają go jak najszybciej – rośnie inflacja.

Inflacja, czyli nierównowaga

Z punktu widzenia równowagi makroekonomicznej, inflacja rośnie wówczas, gdy wzrost gospodarczy jest szybszy od wzrostu potencjalnego, to znaczy „naturalnego” wzrostu, który gospodarka jest w stanie utrzymać w średnim okresie. Gdy rośnie szybciej pojawiają się napięcia – inflacja może być jednym z nich – i wówczas niektórzy ekonomiści uważają, że gospodarka jest „przegrzana” – trzeba ją „chłodzić”, na przykład podwyżkami stop procentowych.

Zgodnie z teorią racjonalnych oczekiwań, inflacja zależy od oczekiwań inflacyjnych, to znaczy od tego, czy konsumenci i producenci spodziewają się jej wzrostu. Jeśli się spodziewają, to pracownicy żądają podwyżek płac, a sprzedawcy podnoszą ceny, żeby wyprzedzić inflację. Istnieje wówczas groźba rozkręcenia spirali inflacyjnej: ceny rosną, więc ludzie oczekują, że będą rosły, tworzą presję na wzrost własnych dochodów i tym samym podnoszą ceny. Żeby to koło przerwać, bank centralny musi dać sygnał, że jest zdeterminowany zwalczyć inflację, a to oznacza podniesienie stóp procentowych – jednorazowe lub częściej wielokrotne.

W lipcu oczekiwania inflacyjne wzrosły mimo spadku stopy inflacji. Wynika to zapewne ze wzrostu cen niektórych towarów, szczególnie ważnych dla gospodarstw domowych.

Odczucia przeciętnego człowieka, dotyczące wzrostu cen zwykle rozmijają się z obliczeniami urzędu statystycznego. Są co najmniej dwa powody tych „rozbieżności”. Po pierwsze, badania psychologiczne pokazują, że silniej odczuwamy zjawiska negatywne niż pozytywne. Jeśli na przykład poniesiemy stratę w wysokości 100 zł (na przykład – o taką kwotę wzrósł nasz czynsz), to nie rekompensuje jej analogiczna korzyść (np. o 100 zł wzrosły nasze dochody).

Większość towarów i usług, które nabywamy drożeje, ale są też takie, które tanieją. Tych drugich zwykle nie dostrzegamy. W ostatnim roku staniały na przykład: jaja, odzież, obuwie, sprzęt gospodarstwa domowego, środki transportu, usługi komunikacyjne, sprzęt audiowizualny i informatyczny (telewizory, komputery), usługi w zakresie kultury. Nieznacznie tylko zdrożały (około 1 proc. w ciągu 12 miesięcy): wyroby kosmetyczne, napoje alkoholowe i bezalkoholowe, wędliny. Z produktów, które często kupujemy najbardziej zdrożał cukier – o 58,3 proc. I są osoby, które uważają, że to jest właściwy wskaźnik inflacji.

Drugim powodem, dla których nasze odczucie inflacji rozmija się ze statystycznym jest uśrednianie. Wydatki na cukier to zaledwie ułamek procenta wszystkich wydatków przeciętnej rodziny i nawet znaczny wzrost jego ceny niewiele zmienia w naszym domowym budżecie.

Główny Urząd Statystyczny obliczając inflację (najpopularniejszym jej wskaźnikiem jest wzrost cen towarów i usług konsumpcyjnych) oblicza, o ile wzrósł przeciętny koszyk dóbr i usług. Każde gospodarstwo domowe ma własny „koszyk”. Jedni więcej wydają na żywność, inni na edukację, kulturę, wypoczynek lub na transport. Każdy ma bowiem inny model życia. GUS przyjmuje koszyk średni, w którym na żywność wydajemy 21,8 proc. naszych wydatków (z czego na cukier 0,4 proc., na pieczywo i produkty zbożowe 4,1 proc. na mięso 6,3 proc.) na odzież i obuwie 5,2 proc., na użytkowanie mieszkania i nośniki energii 20,7 proc., na wyposażenie mieszkania i prowadzenie gospodarstwa domowego 4,9 proc., na zdrowie 4,9 proc., na transport 9,1 proc., na łączność 4,5 proc., na kulturę i rekreację 7,8 proc. , na edukację 1,2 proc., na restauracje i hotele 6,8 proc., na higienę osobistą 2,9 proc.

Jeżeli w jakimś okresie żywność zdrożeje o 5 proc., to w naszej kieszeni odczujemy tak naprawdę wzrost wydatków o

5 x 21,8 proc. = 1,9 proc.

Galopujące ceny cukru spowodowały, że wydatki przeciętnego gospodarstwa domowego wzrosły w ciągu roku o

58,3 x 0,4 proc. = 0,23 proc.

Szoki zewnętrzne

Inflacja jest też czasem wynikiem szoków zewnętrznych, czyli wzrostu kosztów poza danym rynkiem. Z tym zjawiskiem mamy do czynienia od kilku miesięcy. Na przykład wzrosty cen ropy naftowej czy innych surowców energetycznych odczuwają konsumenci paliw niemal w każdym kraju.

Średnia cena baryłki ropy naftowej Brent (w dol.)

Miesiąc Cena Zmiana m/m
Lipiec 2010 74,74  
Sierpień 2010 76,69 2,61 proc.
Wrzesień 2010 77,79 1,43 proc.
Październik 2010 82,92 6,59 proc.
Listopad 2010 85,67 3,32 proc.
Grudzień 2010 91,80 7,16 proc.
Styczeń 2011 96,29 4,89 proc.
Luty 2011 103,96 7,97 proc.
Marzec 2011 114,44 10,08 proc.
Kwiecień 2011 123,15 7,61 proc.
Maj 2011 114,46 -7,06 proc.
Czerwiec 2011 113,76 -0,61 proc.
Lipiec 2011 117,49 +3,28 proc.

 Źródło: http://www.tradingnrg.com/


Ocena:
1 gwiazdka2 gwiazdki3 gwiazdki4 gwiazdki5 gwiazdek
Liczba oddanych głosów: 12

Ilość komentarzy: 0
Wasze komentarze