Konflikty a ekonomia |
13 |
Konflikt występuje wtedy, gdy przynajmniej dwie osoby mają odmienne zdanie co do wykorzystania tych samych materialnych zasobów. W społeczności funkcjonującej w oparciu o rynek powszechnie przyjętym sposobem rozwiązywania sporów jest przyznanie prawa do decydowania o danych dobrach temu człowiekowi, który je wcześniej posiadał lub stworzył je dzięki własnej pracy nad posiadanymi środkami.
Zasoby niczyje można zawłaszczyć bezkonfliktowo, ponieważ istnieje tylko jedna zagarniająca osoba i dobra, które swojego zdania nie mają. Problem pojawia się, gdy zasoby już do kogoś należą. Przyjęło się, że pierwotnemu posiadaczowi nie odbiera się władzy (czyli nie dopuszcza się do kradzieży), mogłoby to bowiem doprowadzić do upadku społeczeństwa pozbawionego jakiejkolwiek kontroli nad zasobami. W praktyce wywołałoby to wieczną wojnę, w której silniejszy miałby prawo konsumowania dóbr i czyniłby to jak najszybciej, aby nikt inny nie mógł mu ich zabrać. Skutkiem byłaby zapaść wszelkich relacji społecznych i skazanie niedobitków na głód czy życie w strachu i biedzie.
Zgodnie z teorią nieuchronności konfliktów występują one zawsze, w każdym systemie, i będą pojawiać się nieustannie (lub dopóki istnieć będzie własność prywatna, jak twierdził Karl Marx), gdyż niesprawiedliwość to konieczna cecha świata. Na pierwszy rzut oka nic nie świadczy o nieuniknionym dla natury charakterze konfliktu. W kategoriach ogólnych nikt nie jest pozbawiony wyboru i w tym sensie zmuszony do krzywdzenia drugiego człowieka. Wybór ów może być jednak ograniczony zagrożeniem ze strony innej jednostki (która sama także ma prawo decydowania) lub premiowany bodźcami systemowymi antagonizującymi społeczeństwo.
Na poziomie stosunków rynkowych ludzie dbają o relacje pokojowe: przestrzegają granic prywatności, nie łamią praw własności i nie napadają na sąsiadów bez przynajmniej pozornego uzasadnienia. Starają się być sprawiedliwi tam, gdzie rozwiązują lokalne problemy i mają codzienny kontakt ze społecznością, gdyż tak dyktują bodźce wynikające ze struktury instytucjonalnej systemu praw własności. Na rynku trzeba dbać o reputację bezkonfliktowości i umiejętności współpracy – odmienne zachowanie zniechęcałoby do korzystania z naszych usług czy produktów. W drodze zwykłej wymiany ludzie uzyskują od innych dobra i usługi, które zapewniają obu stronom wygodniejsze życie. Gdyby w pojedynkę porwali się na cudze mienie, zostaliby ukarani przez sąsiadów, którzy nie zechcieliby, po pierwsze, oddać swoich zasobów i, po drugie, aby stała się krzywda pracującym dla systemu rynkowego, dostarczającego dobra i usługi potrzebne lokalnej zbiorowości oraz społeczeństwu.
W swojej analizie konfliktu walki klas Karl Marx twierdził, że takie rozumowanie jest fałszywe. Za przyczynę wyzysku uznawał zewnętrzny przejaw władzy – bogactwo. Zdobycie majątku według niego było możliwe wyłącznie poprzez niesprawiedliwe wywłaszczenie – stanowiło to przejaw prymitywnego pojmowania gospodarki jako gry o sumie zerowej, gdzie dostatek jednego człowieka odbiera mienie drugiemu. W tej wizji bogactwo jest jednocześnie skutkiem i metodą wywłaszczenia jednej grupy ludzi przez inną. Zamożność pozwala zdobyć przywileje i władzę nad biedniejszymi warstwami społeczeństwa, dzięki czemu klasa burżuazyjna może jeszcze bardziej krzywdzić biednych. Zdaniem Marxa klasa owa nie zapracowuje na swoje bogactwo. Czynią to robotnicy przemysłowi, którzy produkują, a zysk z produkcji nieuczciwie zagarniają burżuje. Zgodnie z teorią kapitaliści nie są potrzebni. Sprawiedliwego rozwiązania upatrywał niemiecki ekonomista w systemie, w którym robotnicy otrzymywaliby pieniężny ekwiwalent całości wypracowanej przez siebie produkcji – czyli w ustroju socjalistycznym.
| Ocena: | |
![]() ![]() ![]() ![]() ![]() | |
| Liczba oddanych głosów: 13 |
Ilość komentarzy: 1
Wasze komentarze
- Raczej płyciutka analiza... Autor: Remo 2010-07-23 22:09




