Europa myśli lokalnie, dlatego jest nieinnowacyjna |
14 |
W USA panuje przekonanie, że co jest dobre dla Stanów, to jest to dobre dla całego świata. W Europie, jeśli ktoś coś wdroży w swoim kraju, to jest zadowolony, że to działa w tym kraju. Jak się doda problemy, jakie napotyka biznes w Europie: przetargi, komisje itp., to prawie wyklucza to osiągnięcie sukcesu w innowacyjnych dziedzinach – mówi prof. Wojciech Cellary!
Obserwator Finansowy: Niedawno Komisarz Máire Geoghegan-Quinn ogłosiła, że Komisja Europejska przeznaczy 7 mld euro na badania w ramach programu „Unia Innowacji” będącego elementem strategii Europa 2020. Ma to przyczynić się do pobudzenia innowacyjności Europejczyków i powstania prawie 500 tys. miejsc pracy. Czy Stany Zjednoczone i kraje Azji fundowały sobie podobne programy?
Prof. Wojciech Cellary: Nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie. Natomiast na pewno Europie są potrzebne programy, które stymulują innowacyjność.
Dlaczego? Jesteśmy mniej twórczy niż Amerykanie?
Nie, jesteśmy twórczy, ale nie innowacyjni. Innowacyjność to zdolność wdrożenia nowości do praktyki. Mniejsza innowacyjność Europy w stosunku do Stanów Zjednoczonych wynika z naszej mniejszej skłonności do ryzyka. W krajach azjatyckich i Ameryce skłonność do finansowania projektów obarczonych dość wysokim ryzykiem, ale rokujących osiągnięcie ponadprzeciętnych zysków, jest znacznie większa niż w Europie.
Który kraj, pana zdaniem, jest dziś najbardziej zaawansowany innowacyjnie?
Myślę, że niezależnie od trudności finansowych, jakie przeżywają Stany Zjednoczone, to one ciągle mają największy potencjał innowacyjności.
Z czego to wynika?
W dużej mierze elementem pobudzającym rozwój technologii i innowacje są decyzje polityczne pociągające za sobą nakłady finansowe. Przemysł militarny i kosmonautyka ciągle są bardzo ważnym motorem innowacyjności. Proszę spojrzeć na ostatnie osiągnięcia amerykańskie w dziedzinie samolotów bezzałogowych – to niesamowite połączenie mechaniki, robotyki, informatyki, elektroniki, telekomunikacji, optyki, inżynierii materiałowej itd. To są innowacje – wdrożenie nowości do praktyki – wynikające z konieczności sprostania wymaganiom wojny w Iraku i Afganistanie. Dzisiaj to są osiągnięcia wojskowe, ale jutro wejdą do gospodarki. Można to różnie oceniać, ale taka jest prawda.
W rankingach największych firm IT nie ma już firm europejskich. Czy nowa strategia ma szansę poprawić pozycję ? Jeszcze w ubiegłym roku w pierwszej dziesiątce mieściła się np. fińska Nokia, teraz już nie.
Niestety, mamy do czynienia z – miejmy nadzieję, że przejściowym – zahamowaniem innowacyjności Nokii. W tej chwili oddaje ona pole konkurencji. Generalnie Europa musi coś z innowacyjnością zrobić. Nie może pozostawać tak bardzo w tyle za USA jeśli chodzi o wdrożenia nowości. „Unia Innowacji” i tym podobne programy krajowe, to próba naprawienia tego bardzo konserwatywnego podejścia europejskich banków i inwestorów do tego, co nowe. Oni chcieliby mieć 100 procent gwarancji, że uzyskają sukces, gdy tymczasem w sferze innowacji nie może być takich gwarancji.
Twierdzi Pan, że mała innowacyjność Europy, to nie jest problem potencjału twórczego?
Nie. Bardzo wielu innowatorów z Europy wyjeżdża do Stanów Zjednoczonych, aby tam pracować i wdrożyć do praktyki gospodarczej wymyślone przez siebie nowości. W USA mają warunki, jakich Europa im nie oferuje. Zdolności twórcze w Europie są moim zdaniem na bardzo wysokim poziomie. Natomiast mamy tu problem otoczenia ekonomicznego, gdy przychodzi do wdrożeń. W Europie nie myśli się na skalę globalną. W Stanach Zjednoczonych panuje przekonanie, że jak ktoś coś zrobi dobrego dla Stanów, to jest to dobre dla całego świata i nie ma powodów, by tego nie używać na skalę globalną.
W Europie, jeśli ktoś coś wdroży w swoim rodzinnym kraju, który z globalnego punktu widzenia jest zawsze mały, to jest zadowolony, że to działa w tym kraju, i tyle. Dla Chińczyków, Hindusów itd. Niemcy to mały kraj, nie wspominając o innych krajach europejskich. Jak się do tego doda wszystkie te problemy prawne, które napotyka biznes w Europie: przetargi, komisje, czekanie miesiącami na decyzje itd., to prawie wyklucza to osiągnięcie sukcesu w innowacyjnych dziedzinach.
Z drugiej strony amerykański biznes skupiony wokół innowacji sam zdaje się być dla siebie zagrożeniem. Ekonomista Gary Becker alarmuje, że USA zbliżają się do pęknięcia kolejnej bańki internetowej, tym razem związanej z portalami społecznościowymi. Skype Technologies został kupiony przez Microsoft za 8,5 mld dol. To kwota, która dziesięciokrotnie przekracza obroty Skype. Gdy LinkedIn wszedł na giełdę w maju 2011 roku, jego akcje wyceniono na 45 dol., błyskawicznie ich wartość niemal się podwoiła – 88 dol. Takie wzrosty poprzedziły właśnie pęknięcie bańki w 2000 roku. Czy inwestorzy tego nie widzą?
Na rynku amerykańskim jest dziś dużo gorącego kapitału, który trzeba gdzieś ulokować. Inwestorzy dokonują więc nerwowych wyborów, niekoniecznie dobrych. I powtarzają błędy sprzed lat. Bańka „dot.com” w 2000 roku pękła, bo inwestując zapomniano o rachunku ekonomicznym. Przyjęto jako założenie, że jeden użytkownik firmy internetowej będzie generował jakąś kwotę przychodu rocznie. Dziś inwestorzy robią podobnie – np. przyjmują, że użytkownik serwisu społecznościowego będzie generował 100 dol. rocznie z reklam. Jeśli pomnoży się to przez dziesiątki, setki milionów użytkowników danego portalu, to taki inwestor dostaje zawrotu głowy.
To nakręca spiralę, bo inni inwestorzy też chcą wejść w ten biznes i podnoszą cenę. Rośnie bańka, która musi kiedyś pęknąć. Wiele serwisów społecznościowych jest kompletnie nieekonomicznych. Ich sukces wynika z tego, że są bezpłatne. Tylko, że bezpłatny serwis jest bezużyteczny dla inwestorów. W końcu inwestuje się po to, aby mieć zysk z inwestycji.
| Ocena: | |
![]() ![]() ![]() ![]() ![]() | |
| Liczba oddanych głosów: 14 |




