Zadłużanie się Polaków – klasyczna strategia prowadząca do bankructwa

Ocena: 3.7, Liczba oddanych głosów: 20Ocena: 3.7, Liczba oddanych głosów: 20Ocena: 3.7, Liczba oddanych głosów: 20Ocena: 3.7, Liczba oddanych głosów: 20Ocena: 3.7, Liczba oddanych głosów: 20
20
środa, 23 września 2009 13:30 | Autor: Paweł Cymcyk
Zdjecie: Zadłużanie się Polaków – klasyczna strategia prowadząca do bankructwa

Zgodnie z ostatnimi danymi opublikowanymi przez Biuro Informacji Gospodarczej w raporcie InfoDług (sierpień 2009) ogólna kwota przeterminowanych zobowiązań Polaków wynosi 12 mld złotych. Podczas ostatniego kwartału kwota ta wzrosła o 22 proc., a w skali minionego roku aż o 71 proc. Jedyny optymistyczny akcent jaki płynie z tej publikacji to fakt, że aż 71 proc. tego zadłużenia to kwoty do 5 tys. złotych.

Pułapka zadłużenia

Bardzo chętnie wydajemy pieniądze. Zwłaszcza pieniądze plastikowe, czyli takie gdzie nie dotykamy prawdziwej gotówki, a jedynie wyciągamy kartę debetową lub kredytową i za ich pomocą regulujemy rachunki. Wszystko zgodnie z przysłowiem: „Czego oczy nie widzą tego sercu nie żal”. Żal jednak pojawia się i to szybko, bo takie podejście kieruje nas prosto w pętlę zadłużenia. Zanim zdążymy się zorientować rata hipoteczna, kredyt na samochód i AGD oraz wakacje finansowane z karty kredytowej łącznie wymagają od nas kwoty przekraczającej nasze dochody. Cudów nie ma i kredyty trzeba spłacić.

Gdy łącznie raty co miesiąc przekraczają ponad 50 proc. Dochodów, sytuacja jest już bardzo poważna. Wtedy na ogół pojawia się konieczność zaciągnięcia nowego kredytu na spłatę starego. To właśnie nazywamy spiralą długów, gdzie nowe pożyczki służą wyłącznie do spłaty dotychczasowych zobowiązań. Z jednej strony niesie to chwilową ulgę, bo perspektywa windykacji i komornika odsuwa się o parę miesięcy, ale z drugiej nową pożyczkę otrzymujemy na gorszych warunkach niż poprzednią, bo z wyższym oprocentowaniem, przez co nasze saldo zadłużenia się powiększa. Wyrwanie się z tej pętli rosnącego długu i oprocentowania jest niezwykle trudne i zawsze wymaga drastycznych kroków.

Z badań Krajowego Rejestru Długów wynika, że już ponad 500 tysięcy Polaków krąży od banku do baku w poszukiwaniu kredytu, który pomoże im spłacić poprzednie długi. Niestety coś takiego jak tani kredyt w obecnym świecie finansowym nie istnieje. Zwłaszcza szybkie pożyczki są wysokooprocentowane i często ich koszty przekraczają 20 proc. w skali roku. Jedynym plusem dla klienta jest to, że są dostępne bez formalności „na dowód” i szybko pieniądze lądują w naszej kieszeni.

Najłatwiej w patologiczne zadłużenie popaść dzięki kartom kredytowym i kredytom gotówkowym. W przypadku kart banki kuszą kredytem, od którego nie płacimy odsetek, ale trzeba pamiętać, że jest on darmowy tylko gdy całość zadłużenia spłacimy w wyznaczonym terminie. Gdy nie zmieścimy się w tzw. „grace period” (na ogół 54-56 dni) bank nalicza nam odsetki od pożyczonej kwoty, a oprocentowanie rzeczywiste kart kredytowych to nawet 20 proc. rocznie.

Możliwe rozwiązania

Jeżeli mamy problem z regulowaniem długów to najszybciej jak to możliwe należy spłacić najdroższe kredyty. Oznacza to rezygnację z kart kredytowych i kredytów konsumpcyjnych. Karne opłaty naliczane przez banki za przekroczenie limitu kredytowego lub nieterminową spłatę dotkliwie podnoszą oprocentowanie pożyczki i są gwoździem do trumny naszych finansów. Aby spłacić zadłużenie trzeba przygotować się na zaciskanie pasa i trudne decyzje.

TABELA1:
Porównanie oprocentowania kredytów: hipoteka, gotówka (konsumpcja), karta kredytowa, szybkie pożyczki nie bankowe

*RRSP – Rzeczywista Roczna Stopa Procentowa kredytu, czyli realny koszt kredytu po uwzględnieniu prowizji, opłat manipulacyjnych, obowiązkowych ubezpieczeń (źródło: obliczenia własne)


Ocena:
1 gwiazdka2 gwiazdki3 gwiazdki4 gwiazdki5 gwiazdek
Liczba oddanych głosów: 20

Ilość komentarzy: 0
Wasze komentarze